Małpy robią małpie figle
Jak wielu fanów komiksu z mojego pokolenia, wychowywałem się na "Kajku i Kokoszu" oraz "Tytusie, Romku i A’Tomku". I z tym większym bólem oglądałem postępującą od lat degrengoladę "Tytusa". Papcio Chmiel produkuje kolejne odcinki z zaskakującą jak na ponad 80-letniego twórcę regularnością, jednak od dawna poziom książeczek był coraz niższy. A gdy Papcio dotarł do etapu, gdy zamiast rysować komiksy, tworzył albumy, w których wysyłał swoich bohaterów a to do walki w powstaniu, a to w Bitwie Warszawskiej, powiedziałem "pas". I z ulgą przyjąłem decyzję autora, że więcej Tytusa nie będzie.
Tyle że Papcio najwyraźniej kłamał, bo oto pojawiła się XXX księga przygód małpiszona: "Wyprawa po owoce chichotu". I co bardziej zaskakujące, najlepsza od przynajmniej dekady. To wciąż nie jest Tytus, jakiego uwielbialiśmy przed laty, ale przynajmniej wraca do dobrych tradycji: historyjka o egzotycznej podróży bohaterów jest prościutka, ale momentami naprawdę zabawna. Pozbawiona ideologicznych wtrętów, które Papciowi zdarzały się ostatnio zbyt często, bawiąca się słowem i obrazem, stworzona jakby od niechcenia. Pogodziłem się z tym, że Tytus formy sprzed lat nigdy nie odzyska. Ale może pożegnałem się z nim nieco przedwcześnie.
@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.196.037c.001.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu