Nowość w muzeum
Co prawda w USA powstało już muzeum rockabilly, nie znaczy to jednak, że gatunek umarł. Najlepszym tego dowodem jest Irlandka Imelda May i jej nowa, znakomita płyta
Rubinowe usta, falujący pośród czarnych włosów blond kosmyk i cera jasna, jakby nie widziała nigdy słońca, do tego burleskowy strój - Imelda May wygląda jak femme fatale z westernu klasy B. Jak trzeba, to potrafi przy tym śpiewać, jakby wypiła wiadro burbona. Na wydanym właśnie drugim albumie "Mayhem" konsekwentnie podąża drogą obraną na debiutanckim "Love Tattoo". Miesza rockabilly z początków twórczości Wandy Jackson, swingujący jazz Billie Holiday, zachrypnięte country Johnny’ego Casha i rockową zadziorność Chrissie Hynde z The Pretenders. Taki zestaw nie dziwi, kiedy spojrzymy na biografię May.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.