Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Dociec prawdy za wszelką cenę

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

"Sztuka politycznego morderstwa" to przede wszystkim mistrzostwo politycznego reportażu. I wstrząsająca lekcja ostatnich dekad latynoamerykańskiej historii

Biskup Juan Gerardi Conedera był "chistoso", innymi słowy dowcipnisiem, kawalarzem. Umiejętność opowiadania żartów Gwatemalczycy cenią wysoko. "Dobry »chiste« to również lekarstwo na strach, rozpacz i samotność, których doświadcza się, gdy nie można powiedzieć tego, co się myśli. (...) Śmiech, nawet wymuszony, ma w sobie coś wyzwalającego" - pisze Francisco Goldman w pierwszych słowach swojej książki. W ten sposób autor "Sztuki politycznego morderstwa" opisuje sytuację Gwatemali w 1998 roku - kraju pogrążonego w anarchii, znękanego prawie czterema dekadami krwawej wojny, zdominowanego przez terror i zastraszenie. W wieloletnim konflikcie między lewicowymi guerrillas a sprzyjającymi Zachodowi antykomunistycznymi władzami ucierpieli najbiedniejsi, zwłaszcza rdzenni Majowie, stanowiący 40 procent populacji kraju. Wojna domowa w Gwatemali pochłonęła ponad 200 tysięcy ofiar.

26 kwietnia 1998 roku biskup Gerardi, zaangażowany działacz na rzecz praw człowieka, został znaleziony martwy w pobliżu plebanii kościoła św. Sebastiana w mieście Gwatemala. Śmierć duchownego nie mogła być nieszczęśliwym wypadkiem. Nastąpiła dwa dni po tym, jak charyzmatyczny przywódca gwatemalskiego Kościoła katolickiego opublikował sążnisty raport obarczający wojsko i organizacje paramilitarne winą za zbrodnię ludobójstwa. Reportaż napisany przez Francisca Goldmana, urodzonego w Stanach pół-Gwatemalczyka, pierwotnie miał być materiałem stworzonym na zamówienie "New Yorkera". Ostatecznie dziennikarskie śledztwo w sprawie śmierci biskupa Gerardiego zajęło Goldmanowi siedem lat.

"Sztuka politycznego morderstwa" to w dużej mierze szczegółowe sprawozdanie z dochodzenia prowadzonego przez zespół świeckich mężczyzn zwanych Los Intocables ("nietykalnymi"), posiedzeń na sali sądowej, zeznań podejrzanych i świadków. Ale przede wszystkim efekt imponującej benedyktyńskiej pracy, wykonanej przez autora zdeterminowanego, by poznać prawdę. Dociekliwość Goldmana okazała się więcej niż ryzykowna. Pisarz wielokrotnie był zastraszany, przeżył próbę zamachu na własne życie. Trwające zaś w nieskończoność śledztwo zdawało się przypominać węzeł gordyjski. Zanim proces dobiegł finału, kilku świadków zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach, prokuratorzy byli gnębieni pogróżkami, a telefony śledczych znajdowały się na podsłuchu. Sprawa zabójstwa biskupa wciąż pozostawia znaki zapytania. Nikt jednak nie zbadał jej tak dogłębnie, nie dotarł do tak wielu świadków i rozmówców co Goldman.

@RY1@i02/2011/069/i02.2011.069.196.038b.001.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.