Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Służba zdrowia musi być płatna, by była efektywna

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 15 minut

Spychanie na państwo odpowiedzialności za nasze leczenie powoduje, że pieniądze są marnotrawione. Połowa pacjentów na Zachodzie nie zażywa refundowanych przez rządy leków

Byłoby to niezwykle niebezpieczne: w ten sposób powstałoby społeczeństwo, które dba o życie jednych ludzi kosztem drugich. I nie miejmy złudzeń: nie skończyłoby się na najbardziej trudnych medycznie przypadkach. Każdy z nas mógłby się znaleźć w sytuacji, w której zostałby spisany na straty. Rozgorzałaby także walka o państwowe subwencje między tymi, którzy są chorzy na raka, a tymi, którzy doznali trwałego urazu mózgu czy osobami po zawale. Widząc na ulicy człowieka poruszającego się na wózku, moglibyśmy pomyśleć: oto ten, z powodu którego nie ma pieniędzy na leczenie mojej żony czy ojca. W sporze o przyszły kształt systemu opieki zdrowotnej chodzi o coś znacznie poważniejszego niż rachunek ekonomiczny. To zderzenie między wartościami cywilizacji, w której życie ludzkie jest uważane za coś wyjątkowego, podlegającego absolutnej ochronie, a cywilizacji utylitarnej, dla której ma ono tylko sens wtedy, kiedy jest na tyle tanie, aby mogło być utrzymywane przez społeczeństwo.

To też nie jest najlepsze rozwiązanie. Pfizer zrezygnował z budowy fabryki w Belgii, bo w Europie kurczy się rynek zbytu na najnowsze i zarazem najdroższe leki. We Francji ostatnio obowiązuje zalecenie, by wybierać leki generyczne. Jeśli na wynalezienie nowego medykamentu firma przeznaczyła np. 1,5 mld dol., musi mieć pewność, że ten nakład jej się zwróci. Inaczej nie będzie zajmowała się tak kosztownymi badaniami. Bez koncernów i ich pieniędzy nie dokona się postępu w medycynie.

Rozwiązaniem może być domowe leczenie hospicyjne, które wylansowała Brytyjka Cicely Saunders. To powrót do pokolenia naszych dziadków, kiedy ludzie umierali we własnych domach. Gdy lekarze są uczciwi i mówią pacjentom, jakie są realne szanse ich przeżycia, coraz więcej osób w Stanach Zjednoczonych czy na Wyspach rezygnuje z najnowszych technik medycznych. Po prostu nie chcą żyć o parę tygodni dłużej w otoczeniu pikającej aparatury. Tak zrobił zresztą Jan Paweł II, który w terminalnej fazie choroby poprosił o odłączenie urządzeń. Tylko do tego muszą być stworzone odpowiednie warunki: ludzie nie mogą być pozostawieni z fizycznym bólem.

Podtrzymywanie Terri Schiavo przy życiu akurat drogie nie było: nie potrzebowała respiratora, a jedynie systemu odżywiania i dostarczania wody. Najlepiej, gdy o tym, czy podtrzymać życie przy pomocy takiej aparatury, decyduje sam pacjent - w akcie woli sporządzonym, gdy jeszcze był zdrowy. A jeśli takiego nie ma - w jego imieniu niech zdecyduje rodzina. Uważam, że powinna być przyjęta zasada, że pacjent nigdy nie może być pozbawiony ani wody, ani żywności. To bowiem zupełnie coś innego niż odcięcie od nowoczesnej aparatury medycznej: byłoby to uznanie, że życie chorego jest mniej warte od życia psa, którego śmierć głodową karze się w USA więzieniem. Utrzymanie dostarczania pokarmu i wody oznacza tak naprawdę, że pozostawiamy naturze rozstrzyganie o dalszym biegu rzeczy i nie skazujemy pacjenta na śmierć.

To bardzo niebezpieczna praktyka. Gdy ludzie są w nastroju samobójczym, bo odkryli, że mają raka, bo stracili w wypadku dzieci albo upadł ich biznes, społeczeństwo ma obowiązek odwieść ich od śmiercionośnych zamiarów, a nie zachęcać do odebrania sobie życia.

Trzeba zacząć od oszczędności wobec tych, którzy najmniej potrzebują pomocy państwa, a nie od tych, którzy są od niej w największym stopniu uzależnieni. Chodzi o drobne zabiegi, za jakie pacjenci powinni częściowo płacić. Wtedy uświadomią sobie, że usługi medyczne pociągają za sobą koszty. To zlikwiduje tak powszechne na Zachodzie nadmierne wykorzystywanie służby zdrowia czy korzystanie z pomocy lekarza w nieuzasadnionych przypadkach. Inną możliwością jest postawienie na rozwój na peryferiach miast, na przykład przy centrach handlowych, klinik zajmujących się mniej poważnymi przypadkami, gdzie znaczną część personelu stanowią nie lekarze, ale dyplomowane pielęgniarki i pomoc medyczna. Koszty funkcjonowania takiej placówki są o wiele niższe niż szpitali, przy utrzymaniu porównywalnej jakości usług.

Ale fundamentalnym warunkiem ograniczenia kosztów funkcjonowania służby zdrowia jest wprowadzenie konkurencji. Dziś w wielu krajach jej nie ma, o wszystko dba państwo. To powoduje, że koszty urządzeń i sprzętu medycznego pozostają bardzo wysokie, choć na rynku komercyjnym ceny telewizorów czy komputerów szybko spadają.

Każde ma wady i wymaga radykalnych reform. Państwowy brytyjski NHS (National Health Service) cierpi na gwałtowne załamanie jakości usług. Budżet systemu opieki zdrowotnej jest ograniczony, a potrzeby coraz większe. W konsekwencji pacjenci otrzymują coraz gorsze leki, mają do dyspozycji coraz mniej szpitali z nowoczesną aparaturą. To samo się dzieje w innych krajach europejskich - we Francji i w Niemczech. W Kanadzie, gdzie także istnieje państwowy system opieki zdrowotnej, jakość usług pozostaje co prawda wysoka, jednak ludzie czekają miesiącami, a nawet latami na zabieg, i w końcu gotowi są wydać duże pieniądze, by szybko wykonać zabieg w USA. Ale i Ameryka nie może być wzorem. Tu komercyjna logika w służbie zdrowia staje się coraz bardziej bezwzględna: prezydent Obama z własnej inicjatywy ograniczył dotacje na Medicaid i Medicare o 0,5 bln dol. rocznie, a w najnowszym programie oszczędności budżetowych Republikanie chcą właściwie oba te programy zlikwidować. W konsekwencji dziesiątki milionów ludzie nie będzie miało żadnego ubezpieczenia zdrowotnego, a innych nie będzie stać na drogie zabiegi.

Rozwiązaniem jest system mieszany, w którym prywatną służbę zdrowia uzupełnia państwo. Gwarantuje ono z jednej strony leczenie najcięższych chorób, na które stać tylko milionerów, a z drugiej pomoc w mniej nagłych przypadkach najbiedniejszym i tym, którzy rzeczywiście nie mogą sami dać sobie rady. W pozostałych przypadkach koszty leczenia powinny być pokryte częściowo przez pacjentów, a częściowo przez państwo. Tu rozwiązań jest wiele, jak choćby utworzenie specjalnych funduszy ubezpieczeniowych objętych ulgami podatkowymi. Jeśli okazuje się, że brytyjskiego NHS nie stać na skuteczne leczenie pacjentów dotkniętych rakiem, to nie może on być jednocześnie obciążony zabiegami dentystycznymi. Państwo musi się z czegoś wycofać, aby z reszty zobowiązań wywiązywać się na odpowiednim poziomie.

To musi być otwarta debata, a ostateczna decyzja powinna bezwzględnie należeć do parlamentu. Społeczeństwo samo musi zdecydować, co należy chronić, a czego nie. Stanowisko lekarzy może tu mieć tylko głos doradczy.

To byłoby równie groźne jak rezygnacja z finansowania leczenia osób najstarszych: prowadziłoby do budowy społeczeństwa totalitarnego. Państwo zaczęłoby wówczas dyktować ludziom i zachowania, i obyczajowość.

Serce pod obserwacją - skonstruowane przez naukowców z tajwańskiego instytutu badawczego ITRI urządzenie ma wielkość pudełeczka z wyświetlaczem LCD. Wystarczy przyłożyć opuszki kciuków do niewielkich sensorów i przytrzymać przez kilka sekund, by na ekranie pojawiły się wyniki pracy układu krwionośnego oraz serca. Jeśli któryś z parametrów wskazuje na zaburzenie, miga - to sygnał, by udać się do lekarza. To dopiero pierwsza wersja urządzenia. Teraz ITRI pracuje nad zapisaniem wyników badania do pliku i możliwością automatycznego przesłania ich przez urządzenie do lekarza. Ten mógłby zanalizować otrzymany materiał i od razu zaordynować sposób leczenia.

Diagnoza przez komórkę - firma MIM Software Inc. z Cleaveland opracowała technologię przesyłania zdjęć z rezonansu magnetycznego oraz tomografii komputerowej prosto na smartfony. Program z jednej strony kompresuje obrazy, tak by transmisja danych była błyskawiczna, z drugiej zachowuje najwyższą jakość obrazu. Dzięki temu lekarze mogą diagnozować stan pacjenta bez przyjeżdżania do szpitala lub opiekować się nim we właściwy sposób podczas transportowania do specjalistycznej palcówki na leczenie. Nowa technologia przeszła już testy i została dopuszczona do użytku przez FDA. MIM Software pracuje już nad nową wersją programu, dzięki której transmisja danych ma być jeszcze szybsza.

Skaner wielkości smartfona - amerykański koncern General Electric skonstruował ultrasonograf wielkości niewielkiego telefonu komórkowego. Po przyłożeniu czujnika np. do klatki piersiowej pacjenta na kolorowym wyświetlaczu LCD pojawiają się obrazy organów i podstawowe informacje o ich pracy. Dzięki temu lekarz już podczas domowej wizyty może poznać stan serca pacjenta bez konieczności jego transportu do szpitala. Urządzenie jest także w stanie przesłać bezprzewodowo zebrane informacje do szpitala, gdzie mogą być dalej szczegółowo analizowane. Vscan przechodzi właśnie ostatnie testy i jeśli tylko zyska akceptację rządowej FDA, trafi na rynek.

OPRAC. PC

@RY1@i02/2011/069/i02.2011.069.186.0008.001.jpg@RY2@

Fot. Materiały prasowe

BIO: Wesley Smith, prawnik, jeden z najwybitniejszych amerykańskich ekspertów zajmujących się problemami systemów opieki zdrowotnej. W 2004 roku tygodnik "National Journal" uznał go za najbardziej wpływową osobę w USA zajmującą się bioetyką. Autor kilkunastu książek, publikował dla największych światowych gazet

Z Wesleyem J. Smithem rozmawia Jędrzej Bielecki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.