Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Zachwyciła go Karin Stanek

27 czerwca 2018

"W jego muzyce jest humor i przekora". O Kisielewskim kompozytorze mówi "Kulturze" autorka jego muzycznej monografii

Małgorzata Gąsiorowska: Na pewno odegrała ona tu ważną rolę. Dla Kisielewskiego historia, polityka zawsze były ważne. Bakcyla politycznego połknął jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, gdy zaczął współpracę z "Buntem Młodych" Jerzego Giedroycia. Zatrudniony, by pisać o muzyce, szybko przerzucił się na tematy polityczne. Zrobił psikusa rodzicom, którzy byli socjalistami, gdy nagle zaczął się poważnie zajmować myślą Romana Dmowskiego. Nie dlatego, że wyznawał jego poglądy, po prostu chciał dobrze poznać wszystkie racje. Od początku był niezależny i tę niezawisłość myśli zachował do końca.

Były za to tradycje teatralne i literackie. Mały Stefan chodził do filharmonii i chyba wtedy złapał bakcyla muzycznego. A rodzice, widząc to, posłali go na regularne lekcje muzyki.

Sikorski w odróżnieniu od innych kompozytorów tamtych czasów, którzy wciąż byli zanurzeni w romantyzmie, był otwarty na nowe prądy. Nowoczesny - a to podobało się młodzieży. Późniejszy autor słynnych felietonów od najmłodszych lat chciał być właśnie taki. Jako chłopiec postanowił, że będzie pisał muzykę nowoczesną, czyli taką bez melodii.

Ale niestety nic z tego nie wyszło. Był 1939 rok, coraz bardziej napięta atmosfera i francuska kompozytorka postanowiła wyjechać do Stanów Zjednoczonych. Kisielewski pokazał jej swoje partytury, ona podobno pozytywnie je oceniła i na tym się skończyło. Później, wraz Andrzejem Panufnikiem, udali się do Igora Strawińskiego, ale i on wybierał się do Ameryki. Na lekcje nie było szans.

Myślę, że konkurowanie z kimkolwiek nigdy nie było jego zamiarem. Świadomie przyjął postawę kompozytora "amatora", chociaż był wykształconym muzykiem. Ponieważ zajmował się także innymi dziedzinami, uważał, że muzyka jest poboczną częścią jego aktywności. Chociaż były momenty, gdy żałował, że nie komponował więcej. Ale nigdy nie aspirował do bycia wielkim twórcą. W jego muzyce, podobnie jak w felietonach pisanych dla "Tygodnika Powszechnego", jest mnóstwo humoru i przekory.

Z uwagą przez lata obserwował m.in. festiwal Warszawska Jesień, był ciekawy nowych zjawisk. Ale już w młodości sformułował swoją filozofię muzyki sprowadzającą się do tezy, że jest to sztuka autonomiczna, stanowiąca czystą organizację dźwięków, ewokująca własne emocje, odmienne od tych, które kierują naszym życiem psychicznym. To był protest przeciwko romantycznej postawie zakładającej, że muzyka jest mową uczuć.

Chodzi o Karin Stanek.

Chyba ze znajomości z Leopoldem Tyrmandem, któremu zresztą bardzo się nie podobały pieśni Kisielewskiego. Ale to on zainteresował Stefana jazzem.

Ale Kisielewski nie był zamknięty - jak niestety wiele osób ze środowiska tzw. muzyki poważnej - nie odnosił się z pogardą do świata, który trwa poza filharmonią, pilnie obserwował, zmysłem rasowego socjologa wyczuwał, że kultura popularna to nie jest twórczość niedojrzała, którą można lekceważyć. Rozumiał, że społeczeństwo się zmienia, świat staje się otwarty i to jest ważna część życia. Dał się namówić na jurorowanie na I Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1963 roku, gdzie pojawiła się właśnie utalentowana "dziewczyna z gitarą" - Karin Stanek. Jej rolę porównywał do tej, jaką odegrała Brigitte Bardot. Ciekawe, co by powiedział o tym, co dzieje się dzisiaj...

To prawda. Nawet jego powieści, począwszy od "Sprzysiężenia", są polityczne. Stefan Kisielewski nieustannie rozliczał się ze swoim pokoleniem, które zostało wychowane w niepodległościowej tradycji Polski międzywojennej, potem przeszło koszmar okupacji i stanęło twarzą w twarz z nową rzeczywistością. I ci ludzie bardzo różnie się wobec tych zmian zachowywali. Stefan Kisielewski ten tragizm swojego pokolenia bardzo mocno odczuwał. W muzyce właściwie tego nie ma. Jest tylko jeden utwór, który wydaje się owocem ogólnych nastrojów, powszechnych w czasach jego powstania. To "Trzy sceny burzliwe" na fortepian skomponowane rok po stanie wojennym. Adam Sławiński - kompozytor, a prywatnie zięć Kisielewskiego - zapytał, czy są w tej kompozycji odniesienia do rzeczywistości. Uzyskał wymijającą odpowiedź: jak kto chce. Dzisiaj, kiedy w muzyce dopuszczono do głosu różne zjawiska, utwory Stefana Kisielewskiego, zgrabne, świetnie napisane, kolorowe i jednocześnie niemające ambicji głoszenia prawd metafizycznych, powinny znaleźć swoje miejsce w programach koncertów.

Nie, ta myśl narodziła się później. W 2001 roku, gdy z okazji 10. rocznicy śmierci Kisielewskiego odbył się koncert poświęcony jego twórczości. To był wieczór muzyczno-felietonowy zorganizowany w Bibliotece Narodowej, cieszył się dużym zainteresowaniem.

I zdarzyło się coś, co mnie zbulwersowało. W przerwie usłyszałam dialog dwóch pań, zezłościło mnie jedno zdanie: Wiesz, nie wiedziałam, że Kisiel komponował. Można zatem powiedzieć, że napisałam tę książkę ze złości.

@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.0033.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.0033.002.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.0033.003.jpg@RY2@

Kisielewski Muzyk

Pierwsze poważne utwory skomponował podczas studiów w Konserwatorium Warszawskim. Studiował także polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Warszawskim, ale ukończył tylko studia muzyczne (z trzema dyplomami: z teorii muzyki, fortepianu i kompozycji). W czasie okupacji zarabiał na życie jako akompaniator podczas zajęć baletowych i gimnastycznych w szkole tańca. Większość przedwojennej twórczości przepadła w czasie powstania. Jednym z uratowanych utworów był fortepianowy "Danse vive", który z pamięci po wojnie odtworzył jego pierwszy wykonawca i adresat dedykacji - Lech Miklaszewski.

Kisielewski był autorem ponad 70 utworów, pisał również muzykę do sztuk teatralnych i filmów. Prawykonanie jego ostatniej kompozycji, koncertu fortepianowego, odbyło się 24 września 1991 roku na festiwalu Warszawska Jesień, autor słuchał transmisji radiowej w szpitalu. Zmarł 3 dni później.

Rozmawiała Agata Kwiecińska, Polskie Radio

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.