Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Meandry retrotechnologicznej rozrywki

1 lipca 2018

"Steampunk. Antologia" nie jest zbiorem typu "the best of". Już we wstępie do książki jej redaktorzy, Ann i Jeff VanderMeerowie, podkreślają, że ich intencją było przede wszystkim pokazanie różnorodności pomysłów i tendencji, jakie się w steampunku pojawiają, a także ewolucji, jaką przeszedł ten gatunek w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Stąd obok tekstów znakomitych znalazły się także opowiadania nieco słabsze.

Jako całość antologia broni się jednak nieźle. Spełnia swoją rolę - jest przewodnikiem po świecie "mrocznej, pseudowiktoriańskiej rozrywki". Największą zaletą jest tu praca redaktorska, dobór autorów, a także uzupełnienie zbioru trzema tekstami publicystycznymi, które tłumaczą korzenie steampunka, a także jego związki z popkulturą.

Wyobraźmy sobie chociażby, że Chuck Palahniuk zaprasza ekipę Latającego Cyrku Monty Pythona na steampunkowe warsztaty pisarskie. Efekt takiej współpracy byłby pewnie bliski temu, co stworzył Joe R. Lansdale w "Spotkaniu parowego człowieka z prerii i Mrocznego Jeźdźca - powieści wagonowej", jednego z najciekawszych opowiadań wchodzących w skład antologii. Historia wynalazcy, podróżnika w czasie, który na skutek swoich eksperymentów staje się demonem, Mrocznym Jeźdźcem, jest śmiałą trawestacją "Wehikułu czasu" H.G. Wellsa. Autor tworzy utwór będący wybuchową mieszanką czarnego humoru, przemocy i wulgarnego seksu.

Miłośnikom literatury przygodowej w bardziej klasycznym wydaniu powinny przypaść do gustu opowiadania: "Maszyna Lorda Kelvina" Jamesa P. Blaylocka (pojedynek szalonych wynalazców z widmem końca świata w tle), "Klub księżycowego ogrodnictwa" Molly Brown (przewrotne pomysły na to, jak skolonizować księżyc) czy "Wiktoria" Paula Di Filippo (dowcipne spojrzenie na losy angielskiej królowej).

Steampunk jednak nie tylko samym eskapizmem stoi. Znajdzie się też miejsce i na powagę. "Dar Ust" Iana R. Mc Leoda to mroczna, postapokaliptyczna baśń, w której uwagę zwracają plastyczne i sugestywne opisy rzeczywistości. Równie mrocznym, ale osadzonym już w bliższych nam realiach opowiadaniem są "Siedemdziesiąt dwie litery" Teda Chianga. To fascynująca opowieść o Robercie Stratonie, badaczu znaczenia imion, który swoje zdolności wykorzystuje do budowy golemów - automatonów.

Na tym tle słabiej wypada "Słońce na poddaszu" Mary Gentile sprawiający wrażenie, jakby był to jedynie szkic większej formy, a także zamykające zbiór opowiadanie Neala Stephensona "Ustęp z Trzeciego i Ostatniego Tomu Plemion Wybrzeża Pacyfiku". Mimo że rozgrywa się w tych samych realiach co słynna powieść "Diamentowy wiek" tegoż autora, to można odnieść wrażenie, że znalazło się w tej antologii na siłę. A może chodziło o to, żeby dać duże nazwisko na okładkę książki?

@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.036b.001.jpg@RY2@

Mateusz Straszewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.