Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Tylko nie pisz, proszę, o...

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Urzekająca jest chropowata czułość, z jaką Mikołaj Łoziński w "Książce" traktuje wspomnienia, przedmioty, a przede wszystkim - swoich bliskich

Podobno "wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób". Do słów Lwa Tołstoja warto dodać jedynie, że na zupełnie szczęśliwą rodzinę natrafić trudno. Niewiele jest też takich, których historii nie warto by było opisać. I w tym właśnie sęk. Fascynująca opowieść wymaga przebicia się przez stawiane od lat zasieki, dogrzebania się do tych wstydliwych nieszczęść, które każdej rodzinnej historii nadają niepowtarzalny rys.

"Książkę" Mikołaja Łozińskiego trudno nawet nazwać wspomnieniami. Uprzywilejowane miejsce zajmuje w niej to, co przemilczane i niedopuszczone do druku. "Starszy brat prosi, żeby nie pisać o obrączkach, które kupił na ślub ojca i jego drugiej żony"; "Przeczytałam jeszcze raz po trzech latach »Ekspres«. I zrobiło mi się przykro. Musiałam być wtedy w fatalnej formie. Te wszystkie słowa, broszeczki, łapki. Wasz stosunek do mnie. Czy nie mógłbyś zmienić go na sympatyczniejszy? Taką miałabym małą prośbę". Bliscy nieustannie uzurpują sobie prawo do opowiadanej opowieści, chcą ją modyfikować i zmieniać. Dlatego dostajemy jedynie strzępy wspomnień. Cała historia okazuje się zaś grą niedopowiedzeń.

W tej sytuacji najbardziej wiarygodnymi strażnikami pamięci okazują się przedmioty. To one nadają "Książce" porządek. Telefon, który pamięta rozmowy kontrolowane. Pierwsze nagranie automatycznej sekretarki i wypracowania dyktowane przez dziadka do słuchawki. Obrączka znaleziona jako skarb na spacerze z babcią. Niezidentyfikowany znak drogowy, który stał się przyczyną niespodziewanego nieszczęścia i wspomnienie matki milcząco opatrującej głowę poturbowanego ojca. Niekończące się paczki i listy, krążące między Paryżem a Warszawą. Prośby o garnki i wydania "Le Monde" przesyłane zza żelaznej kurtyny. Z takich skrawków, drobnych urywków buduje się narracja ogromnie nastrojowa i w jakimś stopniu intymna.

Mikołaj Łoziński, syn dokumentalisty Marcela Łozińskiego, już w swoim debiucie "Reisefieber" dał się poznać jako pisarz stosujący technikę filmowego montażu. "Książka" może nasunąć skojarzenia z filmem "Parę osób, mały czas" Andrzeja Barańskiego. Tu też opowieść buduje się z powszedniej krzątaniny, banalnych rytuałów, niezobowiązujących rozmów. To zamiłowanie do codzienności, ta czułość względem niej wzruszają i sprawiają, że historie zapisane w "Książce" wydają się nam bliskie. "Książka" to bardzo dobra książka.

@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.037a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.037a.002.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.