Ścinać podatki, nie wierzycieli
Stefan Bratkowski brawurowo rozgrywa dzieje Polski i Europy na tle tak często przez nas niedocenianej historii gospodarczej oraz finansowej
"Nieco inna historia cywilizacji" to klasyczny przykład książki, której nie należy sądzić po okładce - ta zwiastuje akademicką nudę. W środku jednak smakowita uczta. Jedna z legend polskiego dziennikarstwa ekonomicznego wciąga nas w opowieść o historii pieniądza, banków i bankierów anegdotą, polotem i taką erudycją, że naprawdę trudno się oderwać.
Na początek trzeba niestety zganić wydawcę za to, że zrobił naprawdę wiele, by odstraszyć potencjalnego czytelnika od tej perełki. Już sama okładka jest żywcem zdarta z jakiegoś nadętego podręcznika dla studiów zaocznych. Tak samo recenzje na czwartej stronie okładki. Cytaty z profesorów Leszka Balcerowicza i Wojciecha Morawskiego czy bankowca Piotra Czarneckiego miały przecież zachęcać do lektury. Problem jednak w tym, że cytuje się ich w sposób długi i niestrawny. Nawet nie warto przytaczać. No, chyba że ktoś pragnie się koniecznie dowiedzieć, iż "historia rozwoju sektora finansowego łączy w sobie aspekty historyczne, społeczne i ekonomiczne" etc. Tak się dobrych ekonomicznych książek już po prostu nie wydaje. Kto nie wie, o czym mowa, niech weźmie dowolną amerykańską, brytyjską albo niemiecką publikację ekonomiczną. Wystarczy nawet sięgnąć po pozycje wydawnictwa Znak ukazujące się pod szyldem Literanova.
Nie poświęcałbym małostkowemu wytykaniu wad tyle miejsca, gdyby nie to, że "Nieco inna historia..." Bratkowskiego wcale nie jest gorsza od innych projektów z tej samej ekonomicznej półki - na przykład od wydanej w ubiegłym roku u nas "Potęgi pieniądza. Finansowej historii świata" brytyjskiego historyka Nialla Fergusona. Momentami Bratkowski mówi nam o historii obrotu pieniężnego nawet więcej niż znakomity akademik z Harvardu. Ma też opowieść Bratkowskiego jeszcze tę zaletę, że autor nie tylko bawi nas i uczy, opowiadając losy przeróżnych Rotschildów, Smithów i Rockefellerów, lecz także pisze inspirująco o finansistach rodzimych: Szmulu Zbytkowerze (największym polskim kapitaliście XVIII wieku, od którego wzięły swoją nazwę warszawskie Szmulki) czy Stefanie Stefczyku, pionierze drobnej spółdzielczości, która wydźwignęła z zapaści galicyjską wieś.
Dołączmy zatem do pasjonującej podróży, w którą zabiera nas Bratkowski, ze swadą wyprowadzający w niej rodowody takich instytucji życia gospodarczej, jak giełda, kredyt czy sam pieniądz w jego wcieleniach. Dowiedzmy się, że ludzie średniowiecza czy baroku nie tak znowu bardzo różnili się od nas w podejściu do robienia interesów. Tak samo jak my cieszyli się z hossy i tracili podczas bessy. Tak samo też zżymali się na ekonomiczną nieudolność rządzących, a gdy przelewała się czara goryczy, nie wahali się występować przeciwko nim.
Bunty spowodowane psuciem monety przez kolejnych władców są wręcz u Bratkowskiego osią historii średniowiecznej Europy i Polski. Na przykład syn Bolesława Krzywoustego Mieszko Stary został siłą usunięty z tronu właśnie dlatego, że do granic możliwości zmniejszył zawartość srebra w monetach - do tego stopnia, że te pękały w dłoniach kupców. Tak samo było w XV wieku, gdy delegacja mieszczan pruskich przybyła na dwór polskiego króla Kazimierza Jagiellończyka z petycją o włączenie ich ziem do Korony, co dało początek wojnie trzynastoletniej z zakonem krzyżackim. Ta inicjatywa nie była bynajmniej przejawem jakiejś szczególnej inklinacji do Polski, lecz coraz gorszej polityki ekonomicznej Malborka. Innym kluczowym historycznym trendem jest dla Bratkowskiego kwestia zadłużenia publicznego. Dowodzi on na przykład, że Anglia zaczęła się cywilizacyjnie odbijać dopiero wówczas, gdy za radą rzutkiego bankiera Thomasa Greshama władcy zdecydowali się ścinać wydatki, a nie wierzycieli, co było wcześniej powszechną praktyką.
Bratkowski ma też nieco inną, skądinąd nader inspirującą teorię na temat przyczyn upadku I Rzeczypospolitej. Ekonomiczną oczywiście. Uważa, że w XVI i XVII wieku Polaków rozleniwiło... bogactwo osiągnięte głównie dzięki względnemu pokojowi (krwawe wojny reformacyjne tamtej epoki właściwie nas nie dotknęły) oraz eksportowi zboża. Ta ekonomiczna dekadencja sprawiła, że polskie elity utraciły instynkt samozachowawczy i w następnym stuleciu, gdy spadły ceny zboża, padły ofiarą sąsiadów na dorobku. Bardzo to inspirujący przyczynek do wszelkich debat o ekonomicznej i politycznej przyszłości sytego świata Zachodu.
Mówiąc najkrócej: przy lekturze książki Bratkowskiego, który urywa swoją narrację na początku XX wieku (twierdząc jednak, że materiał na dalszą część ma już zgromadzony), historia nagle nabiera więcej sensu. Jej bohaterowie stają się żywymi postaciami z krwi i kości, a gospodarcze problemy i dylematy współczesności wydają się dzięki tej perspektywie trochę bardziej zrozumiałe. Dlatego tę pięknie i ze swadą napisaną historię pieniądza warto czytać. Mimo wszystkich początkowych zastrzeżeń.
@RY1@i02/2011/054/i02.2011.054.196.038a.001.jpg@RY2@
Wenecja - kolebka europejskiej bankowości
@RY1@i02/2011/054/i02.2011.054.196.038a.003.jpg@RY2@
Monety rzymskie z I wieku p.n.e. i I wieku n.e.
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu