Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Argentyńska apokalipsa

1 lipca 2018

Wcześniejsze dzieła beletrystyczne Ernesta Sábato opierały się na mocnych, fabularnych fundamentach. "Abaddon. Anioł Zagłady" zdaje się antypowieściowym eksperymentem, zbiorem szkiców, urywków, luźnych skojarzeń

W czerwcu tego roku będzie obchodził setne urodziny. Zaskoczyć może to, że pisarz tak długowieczny ma w dorobku zaledwie trzy powieści, co jednak wystarczyło, by Ernesto Sábato zajął mocną pozycję w gronie najbardziej cenionych pisarzy iberoamerykańskich. Zestawia się go z noblistami - Gabrielem Garcíą Márquezem i Mariem Vargasem Llosą. Mówi się o nim jako jednym z najwybitniejszych pisarzy argentyńskich - biorąc pod uwagę, że jego rodakami byli Borges i Cortazar, wynik jest imponujący. Jeśli twórczość Ernesta Sábato jest w Polsce znana mniej niż innych pisarzy z jego kręgu kulturowego, winien temu najpewniej skromny dorobek beletrystyczny Argentyńczyka, do niedawna znany jedynie w wersji ocenzurowanej sprzed 1989 roku. Dopiero ostatnie lata przyniosły odświeżone i pozbawione cenzorskich ingerencji wznowienia powieści pisarza - w tym ukazującej się właśnie książki "Abaddon. Anioł Zagłady" (oryg. 1974).

Sam Sábato to pisarz o niezwykle bogatym życiorysie. Ogromny wpływ na biografię urodzonego w 1911 roku autora wywarła jego młodzieńcza słabość do marksizmu. W latach 30. ubiegłego wieku odszedł z rodzinnego domu i został komunistycznym aktywistą oraz przywódcą młodzieżowych bojówek. Otrzeźwienie przyszło wraz z odkryciem kulis pokazowych procesów moskiewskich - odtąd stał się zagorzałym wrogiem stalinizmu, a zamiast planowanej podróży do Moskwy obrał inny kierunek: Paryż. Wtedy jeszcze nic nie zapowiadało jego kariery pisarskiej. We Francji rozpoczął pracę naukową, specjalizując się w dziedzinie fizyki, którą wykładał potem na uniwersytecie w La Plata. Rozczarowanie nauką przychodzi później - ważniejsza staje się literatura. Twórca wielokrotnie będzie wspominać ten moment jako akt swoistego nawrócenia. "Długo pozostawałem w tej twierdzy milczenia. Aż pewnego dnia przyłapałem się na słuchaniu (nie słyszeniu, lecz niecierpliwym słuchaniu) gwaru ludzkiego, tam na ulicy. Zacząłem odczuwać tęsknotę krwi i brudu, bo jedynie w tej postaci możemy odczuwać życie. A cóż może zastąpić życie, nawet z jego bólem i ze świadomością końca?" - napisał w powieści "Abaddon. Anioł Zagłady".

Literatura miała być dla niego ucieczką w życie, w jego stuprocentowe, pełnokrwiste odczuwanie. W innych rozważaniach pisarzowi będzie przypisywał rolę pośrednika między światem logiki a snami, halucynacjami, intuicjami. "Pisarz jako skrzyżowanie codziennej rzeczywistości i fantazji, jako granica między światłem i ciemnością" - mówi Sábato występujący jako jeden z bohaterów swojej ostatniej powieści. O ile dwa poprzednie dzieła beletrystyczne Argentyńczyka opierały się na mocnych, fabularnych fundamentach, o tyle "Abaddon. Anioł Zagłady" zdaje się antypowieściowym eksperymentem. To raczej zbiór szkiców, urywków, luźnych skojarzeń, powiązanych według niewiadomego klucza. Sábato, autor i zarazem bohater powieści, odczuwa konieczność pisania, ale zrealizowanie jakiegokolwiek spójnego projektu okazuje się niemożliwe. Zamiast tego pisarz funduje nam podróż po własnej nieświadomości. W tej rzeczywistości nieraz trudno się połapać, niełatwo znaleźć w niej znane sobie punkty odniesienia. Łączą się tu wspomnienia, zapisy wywiadów, płomienne tyrady filozoficzne, na karty książki niespodziewanie wstępują bohaterowie poprzednich powieści Argentyńczyka - "Tunelu" i "O bohaterach i grobach".

W dużej mierze Sábato rozprawia się z tu z własną biografią, zwłaszcza etapem fascynacji marksizmem, przytacza polemiki lewicowych intelektualistów z lat 70., wygłasza własną teorię nauki i sztuki. Nieprzypadkowo w powieści wielokrotnie powraca duch Jamesa Joycea - autor "Abaddona" tworzy rzeczywistość maksymalnie zsubiektywizowaną, oswaja własne lęki i obsesje. To także oniryczna podróż po Buenos Aires, która polskim czytelnikom nasunie skojarzenia z Tadeuszem Konwickim. Bo rzeczywistość u argentyńskiego autora także ma swój apokaliptyczny, potępieńczy rys.

@RY1@i02/2011/049/i02.2011.049.196.0035.001.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.