Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Poradnik dobrego istnienia

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Przez ciężką chorobę ku głębszemu zrozumieniu siebie i współczesnego świata - czytajcie znakomite "To jest wasze życie" Małgorzaty Baranowskiej

Pewien mój znajomy - wywodzący się z arystokracji - używa do określenia niektórych osób przymiotnika "wspaniały". Słówko to oznacza w jego języku szczególną mieszaninę przymiotów ducha, wyborów zawodowych i relacji z innymi ludźmi, która zasługuje na podziw. Umyślnie zaznaczam pochodzenie znajomego, bo zapewne właśnie tradycji swojej rodziny zawdzięcza on niedzisiejsze podejście, które polega na ocenianiu ludzi według innych kryteriów niż rozmiar i marka samochodu.

Przypuszczam, że gdyby przeczytał książkę Małgorzaty Baranowskiej "To jest wasze życie. Być sobą w chorobie przewlekłej", bez wahania zastosowałby owo określenie do autorki. Na początku 1981 roku Baranowska miała 36 lat, pisała wiersze i eseje, przygotowywała się do doktoratu w Instytucie Badań Literackich PAN. I wtedy właśnie rozpoczęła się jej choroba - od bólu mięśni połączonego z niedowładem kończyn. Pod koniec długiego okresu spędzonego w szpitalach postawiono diagnozę. Okazało się, że Baranowska zapadła na toczeń, przewlekłe schorzenie o nieznanym pochodzeniu, atakujące stawy, mięśnie i inne układy, powodując nieustanny ból, ograniczenie ruchów oraz masę innych przykrych doznań. Dodajmy do tego stałe zawężanie się przestrzeni wokół chorego - ataki choroby uniemożliwiają mu czasem nie tylko wychodzenie z domu, lecz nawet wstanie z łóżka.

I tu objawia się wspaniałość, o której wspomniałam. Baranowska, zamiast pogrążyć się w depresji (co byłoby zrozumiałe), nauczyła się żyć w sposób tak wartościowy i optymistyczny, że jej opowieść może podnieść na duchu niejednego zupełnie zdrowego czytelnika, a także udzielić mu kilku mądrych wskazówek, jak przetrwać w dzisiejszych czasach. I dlatego, choć głównymi odbiorcami książki są chorzy lub ich bliscy, sprawdza się ona wcale nie gorzej jako poradnik dobrego życia przeznaczony dla absolutnie każdego.

Baranowska zrobiła coś ciekawego - przefiltrowała naszą polską wschodnio-zachodnią kulturę przez swoje problemy i spróbowała odpowiedzieć na pytanie, co w tej kulturze jest dobre - to znaczy czyni życie człowieka szczęśliwszym i wartościowszym - a co złe. Typowym przesądem utrudniającym życie osoby chorej, lecz także starej i niedołężnej, jest powiązany ze spadkiem poczucia własnej wartości rzekomy przymus wycofania się z kontaktów towarzyskich, z wyłączeniem jednej lub kilku najbliższych osób, na których odtąd spoczywać będzie cały ciężar opieki. Baranowska przekonuje, że jest wręcz przeciwnie - chory nie przestaje być człowiekiem i może utrzymywać normalne, a czasem nawet lepsze kontakty społeczne. I tutaj w zachodni egoizm wkracza pozytywny wzorzec wypracowany przez rodzimą kulturę: podczas kryzysu lat 80. ludzie, którzy nie mogli samodzielnie poradzić sobie ze zdobywaniem produktów spożywczych, nawzajem się nimi wymieniali, tworząc luźną grupą przy- jaciół, którą Baranowska nazywa "plemieniem otwartym". Osoba przewlekle chora może dążyć do tego, by zbudować wokół siebie plemię otwarte złożone z osób, które będą ją wspierać i sami czerpać z tych związków korzyści duchowe.

Kolejnym narzędziem tortur jest na Zachodzie przykaz odnoszenia spektakularnych sukcesów. Gdy ktoś chce być artystą, to od razu musi być Joyceem; jeśli chce kochać, to koniecznie tak jak Romeo i Julia. W obu tych wersjach przesąd ów jest wymysłem romantyzmu, a powoduje w ludziach głównie paraliż i zniechęcenie. Ale i wiek XX wymyślił swoje sposoby unieszczęśliwiania - jednym z nich jest przymus aktywności ekstremalnej. Jeśli być aktywnym, to koniecznie poprzez latanie na paralotni - wszystko co poniżej nie zasługuje na wzmiankę. Trudno się dziwić, że w społeczeństwie o takich ideałach niełatwo jest się odnaleźć choremu, dla którego osiągnięciem jest wyjście na spacer, wymyślenie w głowie wiersza (bo - jak Baranowska - z powodu niedowładu rąk nie może go zapisać) albo utrzymanie wartościowej relacji przyjacielskiej.

Niezwykłość Baranowskiej polega na tym, że nie godzi się, by te przesądy niszczyły jej życie. Wie, że są tylko uzurpacjami okrutnej kultury. Gdyby ich słuchać, trzeba by uznać, że wartościowa jest tylko Nagroda Nobla, wszystko inne to rynsztok. A przecież pomiędzy Noblem a rynsztokiem rozciąga się przestrzeń, w której wszyscy żyjemy. Baranowskiej udało się o tym nie zapomnieć - mimo choroby, a może dzięki chorobie, która kazała jej szybciej niż innym zerwać z modną dzisiaj iluzją, że cały świat do nas należy i wszystko jest możliwe. Przeciwnie, szybko dowiedziała się, że niewiele będzie dla niej możliwe. Ale niewiele to nie jest nic, i dlatego przez 30 lat życia w cierpieniu nie przestała tworzyć, pracować naukowo i przyjaźnić się - a poza tym pielęgnować w sobie uzdrawiające poczucie humoru, z którym napisana jest ta książka.

@RY1@i02/2011/044/i02.2011.044.196.0037.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/044/i02.2011.044.196.0037.002.jpg@RY2@

Magdalena Miecznicka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.