Nowe płyty
Czwarty album Brytyjczyków z The Architects w ciągu zaledwie pięciu lat. Zadebiutowali płytą "Nightmares". Szybko zdobyli popularność na Wyspach, występując na brytyjskich festiwalach Download i Sonisphere. Po kolejnej mocnej płycie "Ruin" i nudnej "Hollow Crown" przyszedł czas na przebojowe "The Here And Now". Są tu melodyjne "Day in Day Out", ostre "Delete, Rewind", rozbudowane balladowo-wrzeszczące "The Blues" i zakręcone "Stay Young Forever". Całość łatwo wpada w ucho, ale na długo w nim nie pozostaje. Gdyby album okroić o takie numery jak chociażby patetyczna ballada "Heartburn" czy rąbanka "BTN", byłoby dużo lepiej.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2011/034/i02.2011.034.196.034c.001.jpg@RY2@
Zabytkowa katedra, zaciemniona piwnica albo łódka na środku jeziora Loch Ness, z której nie widać brzegu - to najlepsze miejsca do słuchania płyty "Mistico Mediterraneo". Klimat i czar, jaki wytwarzają włoski trębacz Paolo Fresu z grupą wokalną z Korsyki A Filetta i grającym na bandoneonie Daniele di Bonaventura, wymaga wyjątkowego skupienia. Tylko pełna cisza i nierozpraszający krajobraz pozwolą w pełni poczuć moc tych dźwięków. Polubią je fani polifonicznego śpiewu korsykańskiego, klasycznego jazzu i muzyki kameralnej. Fani niepokojącego mroku, rodem z filmów Davida Lyncha, też szybko nie wyjmą tej płyty z odtwarzacza.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2011/034/i02.2011.034.196.034c.002.jpg@RY2@
Na siódmym albumie grupa ...And You Will Know Us By the Trail of Dead wraca do korzeni. Teksańczycy okroili skład do czterech osób, nadając swojej muzyce bardziej surowe, gitarowe brzmienie. Jednak nie sposób nazwać "Tao of the Dead" nieskomplikowaną płytą - to raczej dwie długie suity (pierwsza została podzielona na 11 utworów, druga to trwający ponad 16 minut kawałek), skrzące się pomysłami i niebanalnymi rozwiązaniami. Słychać tu i melancholię Beatlesów, i rockową zadziorność Rolling Stones, ale przede wszystkim progresywne nawiązania do twórczości Pink Floyd. "Tao of the Dead" brakuje może przebojowości poprzednich płyt zespołu, ale ambicji muzykom odmówić nie można.
Jakub Demiańczuk
@RY1@i02/2011/034/i02.2011.034.196.034c.003.jpg@RY2@
Steve Hogarth i reszta brytyjskich gigantów rocka są w świetnej formie. Mimo że grają razem ponad 20 lat i mogliby być dziadkami dla członków Franz Ferdinand czy Muse. Album "Live From Cadogan Hall" zarejestrowany w 2009 roku w Londynie na zakończenie trasy koncertowej zadowoli wiernych fanów Marillion. Zagrana w całości studyjna płyta "Less Is More" oraz starsze numery w nowej, akustycznej aranżacji zachwycają klimatem. Kilkadziesiąt minut z głosem Hogartha, akustyczną gitarą Steve’a Rothery’ego i resztą załogi, a do tego urzekający, ascetyczny wystrój sali rozleniwią na cały dzień. Fani rock’n’rollowej zabawy będą mniej zachwyceni.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2011/034/i02.2011.034.196.034c.004.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu