Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Twarze Orwella

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

W swoim pesymizmie George Orwell pomylił się nieznacznie, a może nie pomylił się wcale. Ale z "Kilku uwag o ropusze zwyczajnej" wyłania się inne oblicze autora "Roku 1984". To nie tylko posępny prorok, lecz także niezrównany humorysta

Powiedzieć, że coś jest "jak z Orwella", to posłużyć się wyświechtanym banałem. Nie ma w tym winy Orwella, obwiniać należy raczej rzeczywistość, która co i rusz nasuwa nieodparte skojarzenia z twórczością autora "Folwarku zwierzęcego". Nazwisko wielkiego Anglika przywołuje się dziś jako synonim współczesnych lęków, poczucia absurdu i zagrożenia w świecie, w którym człowiek traci poczucie kontroli. Istotnie, brytyjski pisarz pomylił się nieznacznie, by nie powiedzieć - nie pomylił się wcale. A pesymistą był niepoprawnym. "Pod koniec roku usłyszymy (...) uporczywe pogłoski, że Rosjanie już dysponują bronią nuklearną. Potem będą się rozchodzić kolejne pogłoski, że tak naprawdę nie chodzi o bombę, lecz o rakietę zdolną przenieść ją na odległość kilku tysięcy mil. Próby zastosowania energii jądrowej w celach przemysłowych skończą się fiaskiem, lecz arsenały atomowe będą nieustannie rosnąć. Profesor Joad oraz inni będą podpisywać deklaracje zawierające postulat, aby produkcję broni atomowej poddano międzynarodowej kontroli, ukaże się też wiele broszur z tezą, że energia atomowa, jeśli tylko zostanie właściwie wykorzystana, może stać się »dobrodziejstwem dla ludzkości«. Na nasz rząd będą wywierane bezskuteczne naciski, by zbudowano schrony głębokie na pięćset stóp" - wieszczył w ponurym horoskopie wystosowanym na rok 1946, zaznaczając, że to i tak dość pogodna wersja zdarzeń.

Ale posępny prorok, którego kasandryczne wizje wkrótce miały się ziścić, to niejedyne oblicze Orwella, jakie wyłania się z "Kilku myśli o ropusze zwyczajnej". W szkicach, tekstach publicystycznych, niepublikowanych dotąd fragmentach beletrystycznych autor "Roku 1984" jawi się jako zaangażowany społecznik, pedant, który przygotowania do każdej powieści podpierał skrupulatnymi notatkami, a nade wszystko - niezrównany humorysta i mistrz lapidarnych form. Wiadomo, że pisarzem chciał zostać już jako nastolatek. Siostra Orwella Avril Dunn w krótkim wstępie wspomina, że mając lat 15, młody literat nie rozstawał się z notatnikiem i z zapałem kreślił w nim pierwsze nowelki. Wczesne prozatorskie wprawki młodego Orwella, niewolne jeszcze od błędów ortograficznych i drobnych niezręczności, to w dużej mierze utrzymane w klasycznym, wyspiarskim stylu historyjki kryminalne i opowieści z dreszczykiem. Fragmenty młodzieńczej powieści "Zabójstwo Bellinghama Vernona" czyta się naprawdę świetnie. I choć to dopiero pisarskie preludium, czuć w niej pasję i literacki polot przyszłego autora "Folwarku zwierzęcego".

Z czasem jednak w tych tekstach egzaltowany młodzieniec ustępuje miejsca wrażliwemu publicyście. Pisarz konsekwentnie piętnuje społeczne nierówności i hipokryzję brytyjskiego sytemu zapomóg. Każe oglądać Londyn oczami żebraków i włóczęgów, wyszydza konserwatywną propagandę, wedle której bezrobocie ma być wynikiem próżniactwa robotników. A przecież nie żywi najmniejszych złudzeń wobec rewolucji w wydaniu rosyjskim. "W rzeczywistości w Rosji nastąpiło przejęcie władzy przez nieliczną grupę bezklasowych zawodowych rewolucjonistów, utrzymujących, że reprezentują zwykłych ludzi, podczas gdy sami ani nie zostali przez nich wybrani, ani też nie byli przed nimi odpowiedzialni" - pisze w późnych latach 40., dowodząc trzeźwości umysłu, której zabrakło wówczas wielu lewicowym intelektualistom jego pokolenia. Ale z "Kilku uwag..." wyłania się jeszcze inna twarz Orwella - najbardziej chyba zaskakująca. To twarz satyryka i obdarzonego lekkim piórem felietonisty. Jak na wyspiarza przystało, Orwell miał niezrównane poczucie humoru. Dowodzi tego choćby w świetnym tekście poświęconym brytyjskiej kuchni, z godnością dając odpór pomówieniom Woltera, jakoby Anglia miała sto religii, lecz tylko jeden sos. Kulinarna podróż po ojczyźnie Szekspira wzbogacona własnymi przepisami autora najsłynniejszej antyutopii wszech czasów to rzecz bezcenna.

@RY1@i02/2011/019/i02.2011.019.196.0035.001.jpg@RY2@

FOT. BE&W

Koniec lat 40. - George Orwell z adoptowanym synem Richardem

Malwina Wapińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.