Historia przemocy
Prace, które Christian Tomaszewski pokazuje na wystawie "Polowanie na bażanty" w Le Guern, można by potraktować jako kolekcję myśliwskich trofeów, gdyby nie to, że tym razem w roli zwierzyny łownej występują ludzie
Wystawa Tomaszewskiego ma kilkudziesięciu bohaterów. Wszyscy nie żyją, a śmierć każdego z nich odbiła się w swoim czasie głośnym echem, które do dziś nie umilkło, kołacząc się po naszej zbiorowej wyobraźni. Mowa tu bowiem o takich postaciach ,jak : Rasputin, Martin Luther King, Indira Ghandi, Pancho Villa, Aldo Moro, Lew Trocki czy Patrice Lumumba. Co ich łączy? Wszyscy padli ofiarami głośnych zabójstw i politycznych zamachów.
Przemoc, zwłaszcza w splocie z polityką i ze sławą, to doskonały materiał do lepienia sensacjonistycznego kiczu. Jeżeli jednak Tomaszewski wybiera się na polowanie i zbiera trofea, to nie w imię dreszczyku łatwych emocji, zaspokojenia niewybrednych instynktów i żądzy krwi. Mieszkającego od ponad dekady w Nowym Jorku artystę interesują o wiele subtelniejsze aspekty "historii przemocy". Tomaszewski tropi ślady, jakie słynne akty gwałtu pozostawiły w naszej świadomości, i sam takie ślady zostawia.
Jak włamać się do zasobów zbiorowej wyobraźni? Tomaszewski używa najskuteczniejszego wytrychu, kinematografii, która działa w dwie strony: jest zwierciadłem współczesnej świadomości, a jednocześnie jej matrycą, najpotężniejszą siłą mitotwórczą ponowoczesnej kultury. Artysta pokazuje na wystawie foundfootage’owe wideo, kalejdoskop zbrodni zmontowany z fragmentów filmów fabularnych, dokumentów, ale również materiałów z YouTube’a, często obrazujących kwitnące w internecie spiskowe teorie. Ten film, w którym rozróżnienie na fakty i fikcję przestaje mieć znaczenie, jest jednak tylko prologiem do wystawy, której istotą jest robienie kina innego rodzaju - takiego, które będzie wyświetlane bezpośrednio w głowie odbiorcy.
Na pierwszy rzut oka "Polowanie" wygląda jak kolekcja plakatów. Tomaszewski gra z konwencją filmowego afisza - choć filmy, z którymi mamy tu do czynienia, nigdy nie powstały, a każda praca jest unikatem. Ogląda się to rewelacyjnie. Tomaszewski ma flow, każdą pracę rozwiązuje inaczej, miksuje techniki, montuje kolaże, miesza druki, fragmenty zdjęć i tekstów, odręczne rysunki i przyczepione do powierzchni afiszów przedmioty. Niektóre z tych prac to właściwie asamblaże i instalacje, a jednocześnie, przy wszystkich formalnych fajerwerkach, artysta utrzymuje się w posterowej konwencji i prowadzi dialog z polską szkołą plakatu, dla której zawsze bardzo ważne były impulsy surrealistyczne. Tomaszewski również trzyma się blisko nadrealistycznej poetyki; konstruuje swój dyskurs z zaskakujących skojarzeń, dziwnych spotkań obrazów z różnych źródeł, adresowanych do intuicji widza sugestii. Czasem odwołuje się bezpośrednio do bohatera pracy, przywołując wizerunek zamordowanej postaci; kiedy indziej sięga po zagmatwane alegorie.
Sytuacja komplikuje się dodatkowo, kiedy odkrywamy, że pomiędzy historyczne osobistości Tomaszewski wplata postaci fikcyjne: z Olofem Palme i arcyksięciem Franciszkiem Habsburgiem sąsiadują filmowe charaktery, "Urodzeni mordercy", bohaterowie z obrazów Lyncha. I jasne staje się, że jeżeli Tomaszewski wysyła nas do kina, to na myśli ma nie seanse w ciemnej sali, ale projekcje wyobraźni. Tak specyficzna projekcja domaga się szczególnego sposobu oglądania. W odróżnieniu od kina, w którym ekran przejmuje kontrolę nad spojrzeniem widza i unieruchamia je, Tomaszewski proponuje sekwencję zmieniających się punktów widzenia.
Wystawa jest bowiem nie tylko ciągiem obrazów, lecz także labiryntem zbudowanym z organizujących przestrzeń galerii barwnych pleksiglasowych przezroczystych kurtyn i kapryśnie poprowadzonych barierek. Za pomocą tej dziwnej architektury Tomaszewski steruje ruchem, a więc i spojrzeniem widza, nakłada zmieniające się kolorowe filtry, każe zbliżać się do jednych prac, inne oglądać z dystansu - tak jakby montował film, na żywo, w przestrzeni i w czasie rzeczywistym. Po chwili orientujemy się, że bohaterami filmu jesteśmy my, a fantazmatyczne dzieje przemocy Tomaszewskiego są częścią naszej własnej historii.
@RY1@i02/2011/019/i02.2011.019.196.0041.001.jpg@RY2@
FOT. RADOSŁAW WOJNAR
Stach Szabłowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu