Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Tajemnica na skraju dżungli i śmierci

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Nagrodzony Złotą Palmą w Cannes "Wujek Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia" zachwyca urodą obrazów, ale gubi sens w przypadkowości i chaosie

Boonmee jest mężczyzną w średnim wieku, złożonym ciężką chorobą. Przyjeżdża do położonego na skraju dżungli domu dzieciństwa, by tam umrzeć w spokoju. Towarzyszą mu pochodzący z Laosu pielęgniarz Jaai, szwagierka Jen i kuzyn Tong. Podczas kolacji towarzystwo zostaje zaskoczone pojawieniem się ducha zmarłej żony Boonmeego, Huay. To niejedyny niezwykły gość, po chwili w krąg światła wkracza zaginiony syn pary Boonsong, który w dżungli przemienił się w tajemniczego, porośniętego czarnym włosiem małpoluda o czerwono świecących ślepiach. Zarówno duch żony, jak i synalek są posłańcami niematerialnego świata, który upomina się o duszę mężczyzny.

Film zderza ultrarealistyczne sceny dializowania chorego z onirycznymi wizjami, odwołującymi się do przeszłych wcieleń Boonmeego, jak i do jego utraconego szczęśliwego życia rodzinnego. Jest w tym założenie medytacyjnego nastroju, którego możemy się spodziewać w obliczu spraw ostatecznych. Jest tu także spory ładunek humoru i zaskakująco dużo sekwencji wręcz groteskowych, jak ta, w której nieszczęśliwa księżniczka uprawia w wodzie ekstatyczny seks z sumem. To na pewno wysoce metaforyczne, ale miłosna scena z rybą może wydać się niektórym widzom niestrawna.

Zdobywca Złotej Palmy podczas ubiegłorocznego MFK w Cannes, tajski reżyser Apichatpong Weerasethakul to klasyczny pieszczoszek festiwali. By czerpać przyjemność z jego kina, trzeba odpowiedniego przygotowania. Krytycy, pisząc o jego filmach, odwołują się do buddyjskiej poezji i filozofii - świadomość kręgu kulturowego i systemu odniesień na pewno ułatwia percepcję jego dzieł.

Jednak przy wszystkich tego typu założeniach "Wujek Boonmee", choć oryginalny i momentami urzekająco piękny, pozostaje na dłuższą metę filmem nudnym i niespójnym, złożonym w gruncie rzeczy z dość przypadkowych elementów, którym nadawane jest nadzwyczajne znaczenie.

Dla mnie "Wujek..." podobnie jak wcześniejsze filmy reżysera, "Tropical Malady" czy zwłaszcza "The Adventure of Iron Pussy", są doświadczeniem skrajnie absurdalnym. Ich wewnętrzna logika pozostaje dla mnie niedostępna, choć cieszą okazjonalne żarty i uwodzą intensywne obrazy.

@RY1@i02/2011/014/i02.2011.014.196.028b.001.jpg@RY2@

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.