Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Braterstwo wilków

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

O tym, jak niewiele różnimy się od zwierząt

Kogo pan woli - człowieka czy wilka?

Zwierzęta są czyste, nie potrafią oszukiwać, żyją według jasnych zasad mających najwyższy sens biologiczny. W każdym swoim czynie są szczere, nawet wtedy, gdy skradają się do ofiary. W naturze obowiązuje niepisana reguła - drapieżnicy atakują, zdobycz pilnuje swojego bezpieczeństwa. Niedopuszczalne jest więc ocenianie zwierząt z naszego punktu widzenia: one nie są ani okrutne, ani bezwzględne. Wilki nie mają własnego dekalogu, ale idealnie współgrają z resztą natury. I w przeciwieństwie do człowieka niczego nie niszczą.

Dlaczego wilki? Niedźwiedzie też są zagadkowe.

Od dzieciństwa fascynowało mnie wilcze wycie. Pamiętam, jak w dzieciństwie ojciec zabrał mnie do rezerwatu Borżomi, to wtedy po raz pierwszy je usłyszałem. Poczułem się dziwnie, jakby krew stężała mi z zimna w żyłach. Ponadto wilki są wdzięcznym obiektem badań, mają bardzo skomplikowaną konstrukcję psychologiczną.

Dlatego postanowił pan zamieszkać z wilkami w lesie, zamiast badać je w laboratorium?

Badałem zachowania tych zwierząt w sztucznych warunkach, ale dotarło do mnie, że nie rozumiem wielu mechanizmów. Że uda mi się je odkryć wów-czas, jeśli zacznę obserwować wilki w ich naturalnym środowisku.

Jak pan zabrał się do dzieła?

To były jeszcze sowieckie czasy, więc etologia (dziedzina zoologii zajmująca się badaniami zachowań zwierząt - red.) nie mogła się swobodnie rozwijać. Miało to związek z twórcą nauki, austriackim zoologiem Konradem Lorenzem, który w czasie II wojny walczył po stronie wojsk niemieckich. Największą przeszkodę stanowiła jego teoria wrodzonej agresywności zwierząt, w tym nas, ludzi. Przeczyła ona komunistycznej tezie o możności wychowania nowego człowieka. Gdy Lorenz w 1966 roku wydał książkę "Agresja", w ZSRR zabroniono badań etologicznych nad ssakami na-czelnymi.

I pan postanowił złamać ten zakaz?

Tak. Pojechałem w okolice Wąwozu Borżomskiego, gdzie wybrałem do badań rodzinę wilków.

Jak zdobyć ich zaufanie?

Wiedziałem, że wilki muszą się przyzwyczaić do mojej obecności. Zacząłem od tego, że nosiłem przy sobie tetrowe pieluchy, by przeszły moim zapachem. Potem darłem je na strzępy, podobnie stare ubrania, i rozrzucałem w pobliżu wilczych ścieżek. Naj-pierw omijały kawałeczki tkanin, potem zaczęły je rozszarpywać, w końcu przestały zwracać na nie uwagę. Jednak kluczową rolę w zaakceptowaniu mnie odegrało poczucie bezpieczeństwa, jakie zaczęło im się kojarzyć z moją osobą. Umówiłem się z myśliwymi, że na czas eksperymentu wstrzymają odstrzał tych drapieżników.

Jak długo oswajał pan wilki?

Po czterech miesiącach odważyłem się na pierwszy krok. Była wiosna. Wilczyca alfa była bliska porodu, a wataha znalazła odpowiednie do tego miejsce. Zbliżyłem się do ich ścieżek. Z lasu wyłonił się samiec alfa, powoli podszedł do mnie na odległość pięciu metrów. Ze strachu ścisnęło mi żołądek, a nie miałem ze sobą żadnej broni, bo wilki od razu czują jej zapach. I bardzo go nie lubią. Samiec spojrzał mi głęboko w oczy, pokazał zęby, odwrócił się i zniknął między drzewami. W ten sposób pokazał mi moje miejsce. Od tego czasu zacząłem im towarzyszyć: w odległości 50-100 metrów biegałem za watahą. Zdarzało mi się pokonywać 20-40 km dziennie.

A co pan jadł?

Konserwy. Umówiłem się z jednym myśliwym, by co kilka tygodni zostawiał mi prowiant w bezpiecznej odległości od watahy. Świeży chleb to było prawdziwe święto. Jak długo wytrzymałem z wilkami? Dwa lata. Co trzy miesiące jeździłem do domu, by odzyskać ludzkie oblicze. Inaczej można zdziczeć na amen.

Jaka wataha się panu trafiła?

Bardzo fajna. Składała się ze starego wilka, pary alfa, trójki samców beta, później pojawiły się wilczęta. Staruszek już nie polował, tylko leżał na swoim pagórku. Stamtąd miał bardzo dobry widok na okolicę. Wilczyca przynosiła mu jedzenie, które wymiotowała. W ten sposób wilki dokarmiają także młode. Te drapieżniki mają umiejętność regulowania sekrecji żołądka - zjedzone mięso, z którego chcą zrobić zapasy lub którym chcą nakarmić inne osobniki, nie jest trawione. Po zwymiotowaniu jest pokryte śluzem bakteriobójczym.

Jakie miejsce przypadło panu w wilczej hierarchii?

Na szczęście żadne, ale musiałem o to zadbać. Bo wraz z nadaniem statusu w zwierzęcej społeczności pojawia się konieczność jego obrony. A ja nie mam ani kłów, ani pazurów. Zająłem miejsce obok. Na początku nawet się obrażałem na wilki za to, że nie zwracają na mnie najmniejszej uwagi.

Jak udało się przełamać lody?

Zacząłem razem z nimi polować. Moja rola polegała na utrudnieniu ucieczki ofierze, by dało się ją szybciej doścignąć. A po urodzeniu szczeniaków zrobiłem się swój.

Jak wygląda życie wilków?

Jego najważniejszą częścią jest polowanie. Gdy uda się powalić potężnego jelenia, wataha ma z głowy wysiłek nawet na kilka dni. Gdy trafi się niewielka sarna, do pracy trzeba się wziąć już po kilku godzinach. Zresztą polowanie to sztuka, której wilki uczą się od małego. Bo o ile kuna rodzi się z umiejętnością zabijania, o tyle szczeniak nie ma takiego instynktu: jeśli trafiłby na stado owiec, nie wiedziałby, że otacza go jedzenie. Każda wataha ma własną taktykę, np. jedne stado z borżomskich lasów zapędzało swoje ofiary w kierunku przepaści, a potem schodziło na dół i najadało się. Polowanie to także skomplikowany proces myślowy. Wilki tworzą strategię, planują, w którym miejscu zastawić zasadzkę, rozdają sobie role. Wszystko według zasady: każdemu według umiejętności, a nie miejsca w hierarchii. I to jest fascynujący moment, bo porozumiewają się bez słów. Wystarczy spojrzenie prosto w oczy. W trakcie polowania właśnie w ten sposób przekazywały mi informację. Wilk patrzył mi w oczy, a ja - sam nie wiem jak - biegłem w odpowiednim kierunku i robiłem to, co trzeba.

Wilki mają umiejętność telepatii?

Inaczej nie umiem tego wytłumaczyć, a przeprowadziłem w tym celu nawet eksperymenty. Przywiązywałem wilka do kija, który wkładałem do cylindra. Przed zwierzęciem kładłem mięso, ale w takiej odległości, by nie mogło go dosięgnąć. Na początku wilk bardzo się denerwował, w końcu odwracał się od jedzenia, kładł i udawał spokój. Gdy tylko wyjmowałem kij z cylindra i w ten sposób go uwalniałem, rzucał się na przysmak. Czynność tę powtarzałem kilka razy, aż w końcu wilk zorientował się, że może sam wyjąć kij z cylindra i pożreć mięso. Zazwyczaj dostrzegał szansę po 20 razach. Jeżeli jednak nowy wilk był poddawany temu eksperymentowi w obecności innego, który już nabył nową umiejętność, czas nauki zmniejszał się czterokrotnie. Ultradźwiękowe i infradźwiękowe reje-stratory nie wykazały nawet śladu komunikaji.

Czy oprócz telepatii używają jakiegoś języka?

Z grubsza rozumiem, co oznacza konkretne wycie. Ale prócz dźwięków wrodzonych wilki uczą się ich także w trakcie życia. To są ich dialekty, które potrafią się różnić między sobą. Dla-tego wilk z Gruzji nie zrozumie wilka z Kanady. Sam poszerzyłem słownictwo zwierząt, które badałem w laboratorium. Wymyśliłem specjalny dźwięk - coś między wyciem a szczekaniem - który wydawałem podczas podawania im jedzenia. W końcu gdy wilki robiły się głodne, naśladowały ten dźwięk. W ten sposób domagały się posiłku.

Wspomniał pan o tym, że polowanie to dla wilków także proces myślowy. Czy te zwierzęta faktycznie myślą?

Oczywiście. Byłem zdumiony, gdy odkryłem, że wilki nie tylko pojmują związki przyczynowo-skutkowe, lecz także odwołują się do zgromadzonego doświadczenia, by rozwiązać nowe zadania. To jeszcze nie wszystko. Odkryłem, że już czteromiesięczne szczeniaki potrafią liczyć do siedmiu i razy siedem. Uczą się tego, gdy poznają własne terytorium. Widzą - tu leżą trzy kamyki, a tam cztery gałęzie. Zauważają, gdy ta liczba rzeczy się zmienia. Już Darwin powiedział, że nie różnimy się zbytnio od zwierząt.

Niczym? Czy życie emocjonalne wilki mają równie bogate jak my?

Wilki martwią się o siebie i są wobec siebie bardzo czułe. Sam tego doświadczyłem, choć zostałem przy tym poturbowany. Bo wilcza radość jest podobna do psiej, tylko dwadzieścia razy gwałtowniejsza. Miałem przyjaciela w stadzie, którego nazwałem Guram. Gdy raz doznałem kontuzji i nie mogłem towarzyszyć stadu w polowaniu, leżałem i czekałem, aż wrócą. Nagle podbiegł Guram i zwymiotował obok mnie mięso. Dbał o to, bym nie zginął z głodu. Gdy umarł stary wilk, reszta stada pożegnała go skowytem, a dźwięk ten był przeszywający. Przez tydzień nikt nie podchodził do miejsca, w którym zazwyczaj urzędował staruszek. Wilki to też altruiści - ryzykując życie, uratowały mnie przed niedźwiedziem. Pamiętam, był to bardzo nieudany dzień polowania, uciekły nam cztery jelenie. Zobaczyłem wielki kamień, postanowiłem na nim usiąść i chwilę odpocząć. A tu nagle pojawia się niedźwiedź. Krzyknąłem ze strachu, bo jednym machnięciem łapy mógł pozbawić mnie głowy. Cała wataha rzuciła się na niedźwiedzia, samica alfa ugryzła go nawet w łapę. Niedźwiedź szybko się wycofał. Nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji, bo przecież w wilczej hierarchii zagrożeń niedźwiedź znajduje się tuż po człowieku. Przed nami wilki nie bronią swoich dzieci. Wiedzą, że sprawa jest przegrana i ważne jest, by z życiem uszedł osobnik zdolny do reprodukcji.

Dlaczego tak kiepsko ułożyły się nasze relacje?

Popsuły się, gdy ludzie zaczęli hodować bydło. Wilk, który raz zasmakował mięsa owcy, nigdy nie wróci do lasu. Takie osobniki trzeba odstrzeliwać, z tym się zgadzam. Gdy rozstawałem się ze swoim laboratoryjnym stadem, oduczyłem go zbliżania się do ludzkich siedzib. Dokonałem tego za pomocą obroży elektrycznych: gdy wilk podkradał się do owiec, raziłem go prądem. Metoda zadziałała. Tak przyuczonym wilkom zakładałem jeszcze specjalną obrożę, na której umieściłem informację, że temu, kto przyniesie mi ten naszyjnik, dam dwa razy tyle, ile państwo za skórę zabitego zwierzęcia. W ciągu kilkunastu lat nie dostałem ani jednego.

Czy zna pan losy tych wilków?

Po dziewięciu latach udało mi się trafić na dwa moje wilki. Najpierw zauważyłem charakterystyczny ślad - brakowało jednej poduszeczki na łapie. Paru osobnikom sam je usunąłem, by móc je rozpoznać po czasie. Musiałem to zrobić, bo wówczas milicja źle reagowała na obroże radiowe. Myśleli, że jestem szpiegiem. Krążyłem po okolicy kilka dni, aż wreszcie z lasu wyszły dwa stare samce. Siwe, nie ze wszystkimi zębami. Widać, że czasy polowań na jelenia miały dawno za sobą i odżywiały się głównie zającami. Przez chwilę wpatrywały się we mnie, a potem poznały mnie i z radości rzuciły się w moją stronę. Nie da się opisać tego uczucia.

Może pan teraz powiedzieć, że odkrył tajemnicę wilków?

Życie poświęciłem wilkom, jednak na miejsce jednej zapełnionej przez wiedzę luki pojawiało się kilka kolejnych. Im dalej, tym więcej mam znaków zapytania.

@RY1@i02/2012/248/i02.2012.248.000003000.804.jpg@RY2@

east news

@RY1@i02/2012/248/i02.2012.248.000003000.805.jpg@RY2@

Jason Badridze, gruziński fizjolog, etolog i zoolog. Dwa lata mieszkał z wilkami w Parku Narodowym Borżomi

@RY1@i02/2012/248/i02.2012.248.000003000.806.jpg@RY2@

BE&W

Wilki nie tylko pojmują związki przyczynowo-skutkowe, lecz także odwołują się do zgromadzonego doświadczenia, by rozwiązywać nowe zadania. Jason Badridze odkrył, że już nawet szczeniaki potrafią liczyć do siedmiu

Z Jasonem Badridze rozmawia Nino Dżikija

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.