Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Punkt G

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Jeżeli czytacie gazety motoryzacyjne, to zapewne, tak jak ja, jesteście pod wrażeniem rzetelności pracujących w nich ludzi. Gdy sam opisuję zawieszenie samochodu, potrafię jedynie określić, czy jest twarde jak przypalony boczek, czy może miękkie jak wata cukrowa. Zaś odnosząc się do jakości wykonania wnętrza, zawsze staram się używać obrazków w stylu "przetrwa atak z użyciem broni jądrowej" albo wręcz przeciwnie - "nie przetrwa nawet ataku niemowlaka z grzechotką". Czy moje zdanie w jakikolwiek sposób pomaga wam w podjęciu ostatecznej decyzji przy wyborze nowego samochodu? Wątpię. W przeciwnym wypadku wszyscy jeździlibyście bmw M550d.

W gazetach poświęconych wyłącznie samochodom takie podejście do sprawy nazywane jest profanacją. Tam każde auto rozbierane jest na części pierwsze i bardzo wnikliwie oceniane przez ekspertów. Liczą się przede wszystkim twarde dane - centymetry, kilometry, litry, konie mechaniczne i coś, co znawcy nazywają niutonometrami. A gdy już wszystko zostanie dokładnie zliczone i wymierzone, auto trafia do tabelki w Excelu. Tam przyznawane są mu punkty w trzech milionach kategorii. Przy tym jedynym limitem skali ocen jest wyobraźnia redaktorów, a ta okazuje się nieograniczona. W przeciwieństwie do ich rozsądku. Zaraz się o tym przekonacie.

Otóż tygodnik "Auto Świat" parę tygodni temu opublikował porównanie opla ampery z toyotą prius. Ze zdumieniem odkryłem, że w kategorii przestronność z przodu prius zdobył 29 pkt, natomiast ampera - 32 pkt, podczas gdy maksymalnie uzyskać mogły po 40 pkt. Na miłość boską, jak to wszystko wyliczyliście? Co było punktem odniesienia? I jeżeli skala jest tak obszerna, to wskażcie mi proszę produkt tak mały, że zasłużył na zaledwie 1 pkt, i taki, który kiedykolwiek w historii otrzymał maksymalną notę. I co to było? Lotniskowiec USS Nimitz? To samo tyczy się kategorii siedzenia i pozycja za kierownicą. Prius dostał 27 pkt na 30 możliwych, a ampera 28 pkt. Przepraszam, a kto siedział za kierownicą i to wszystko oceniał? Kasia Cichopek czy Hulk Hogan? "Och, w toyocie mam nieco mniej miejsca na mały palec lewej stopy, więc auto dostanie o punkt mniej".

Ale prawdziwa jazda bez trzymanki zaczęła się w finale. Do zdobycia łącznie było 600 pkt. Ostatecznie ampera dostała ich 408, podczas gdy prius - uwaga, uwaga - 410! Innymi słowy, toyota okazała się w całym porównaniu autem o 0,24 proc. lepszym niż opel. I wyliczyli to ludzie z gazety, od której wiedzę o motoryzacji czerpać powinni i Pitagoras, i Einstein. A już na pewno pracę powinien im dać dział analiz Pentagonu.

W ten oto sposób przechodzę płynnie do samochodu, którym miałem okazję jeździć przez ostatnie kilka dni - peugeota RCZ. Jest to auto, którego nie sposób poddać żadnej standardowej ocenie i punktacji (choć pewnie w "AŚ" twierdzą inaczej). Bo po prostu nie da się go ocenić obiektywnie. Gdyby tak było, w paru kategoriach zaliczyłoby sromotną porażkę. Dotyczy to np. tylnych foteli. Zmieścicie się na nich, pod warunkiem że jesteście pigmejami. Peugeot lepiej by zrobił, gdyby w ogóle zlikwidował te zydle i np. powiększył ich kosztem bagażnik. Zaoszczędziłby także w ten sposób kilka kilogramów, które mógłby od razu poświęcić na upchanie w paru miejscach większej ilości materiałów wygłuszających. W standardzie użyto ich bowiem zdecydowanie za mało - przekraczanie "ercezetem" prędkości autostradowych gwarantuje doznania porównywalne ze staniem w pierwszym rzędzie na koncercie Behemotha. Nie ma żadnej różnicy pomiędzy dźwiękami, które wydobywają się spod maski peugeota, a tymi wydostającymi się z ust Nergala. Jedno i drugie to po prostu darcie się.

Ale cała reszta tego samochodu... Zakochałem się we wszystkich jego łukach, w idealnych proporcjach sylwetki, agresywnym spojrzeniu przodu, zalotnym tyle, w wysuwanym automatycznie spojlerze, w czarnych felgach i perłowym lakierze, a także w kształcie jego dachu, przywodzącym na myśl krągłości Kylie Minogue. On naprawdę ma dwa wybrzuszenia! Całe auto wgląda tak, jakby za chwilę miało powiedzieć: "Proszę, ubierz mnie w miniówkę, pończochy i szpilki, i jedźmy zaszaleć na miasto".

A poszaleć w tym małym peugeocie naprawdę można. Bo waży niecałe 1,3 tony, a z silniczka 1,6 wyciska aż 200 koni. Ponadto jego zawieszenie i układ kierownicy zestrajano na serpentynach Pirenejów. Podejrzewam też, że skrzyni biegów nie wykonali Francuzi, lecz zlecili tę robotę jakiejś manufakturze zegarków pod Zurychem. W przeciwnym wypadku nie byłaby tak precyzyjna. Całość prezentuje się tak wspaniale i tak znakomicie jeździ, że następnego dnia po zakupie tego auta spakujecie się i przeprowadzicie w góry. Bo na tamtejszych drogach będziecie mieli z RCZ-eta najwięcej frajdy. Jeżeli zaś chodzi o moją osobistą ocenę dla tego auta, to daję mu "G". Bo po prostu jest podniecający jak punkt G. Teraz przynajmniej wiem, co czują redaktorzy "AŚ", kiedy na swoich komputerach wybierają polecenie "utwórz nowy arkusz kalkulacyjny".

@RY1@i02/2012/243/i02.2012.243.18600090b.803.jpg@RY2@

Peugeot RCZ

@RY1@i02/2012/243/i02.2012.243.18600090b.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.