Wybitny trener, który pozostał zwyczajnym człowiekiem
Gdy Vicente del Bosque wygrywał Ligę Mistrzów z Realem Madryt, mówiono o nim, że jest tylko dodatkiem do Raula, Zidane’a, Figo czy Ronaldo. Gdy dwa lata temu wywalczył z reprezentacją Hiszpanii mistrzostwo świata, nie brak było głosów, że przyszedł na gotowe i tylko nic nie zepsuł w zespole zbudowanym przez Luisa Aragonesa (to pod jego kierunkiem Casillas i spółka wygrali Euro 2008). Dopiero na polsko-ukraińskim Euro świat w pełni go docenił. Tego szacunku nikt mu już nie odbierze, bez względu na wynik finału w Kijowie.
"Imponujące, jak oni potrafią wygrywać, grając systemem 4-6-0" - napisał na Twitterze obecny selekcjoner USA Juergen Klinsmann. Trudno mu się dziwić, choć tu akurat del Bosque nie odkrył Ameryki. W podobny sposób zdarzało się ustawiać zespół byłemu trenerowi Barcelony Josepowi Guardioli. Del Bosque sięgnął więc po sprawdzone warianty. Tym bardziej, że aż siedmiu piłkarzy z kadry gra na co dzień w Katalonii.
Sam del Bosque oddał jednak duszę Realowi, choć nigdy nie został tam w pełni doceniony. Być może dlatego, że zawsze (w sumie trzy razy) zasiadał na ławce jako opcja tymczasowa. A może dlatego, że w przeciwieństwie do obecnego trenera Królewskich Jose Mourinho nie robił szumu wokół własnej osoby.
Nie wygląda na gwiazdę. Wąsaty, jowialny starszy pan, który podczas meczów sprawia wrażenie, jakby przysypiał. Sukcesy swoich podopiecznych przyjmuje z kamiennym spokojem. Bardzo rzadko protestuje przeciwko decyzjom sędziów. Trener tłumaczy, że jego spokój wziął się z miłości do korridy. A ściślej mówiąc do słynnego torreadora Viti, którego podziwiał od dziecka. - Doceniałem jego spokój, z jakim celebrował walkę z bykiem - mówi.
Jak mówią jednak jego bliscy, ten spokój Sfinksa (jeden z przydomków del Bosque) to tylko pozory, bo każdy mecz bardzo przeżywa, a tego samego wieczoru lub rankiem następnego dnia ogląda go raz jeszcze. Bardzo emocjonalnie przeżywa też swoje decyzje kadrowe.
O tym, że pozostał zwykłym człowiekiem, świadczy to, co zrobił dzień po finale mundialu w RPA. Zaproszony do redakcji "AS" z kamienną twarzą wysłuchał burzy braw i emocjonalnych wystąpień dziennikarzy. A zamiast o swojej roli w wywalczeniu pierwszego dla Hiszpanii mistrzostwa świata mówił, jak triumf zjednoczył kraj. "Po sukcesie znów nadszedł czas del Bosque i jego prostą drogę dobrego człowieka. Wielki dar wielkiego madrytczyka dla futbolu" - pisał dwa lata temu "El Pais". Ten czas wciąż trwa.
Hubert Zdankiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu