Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Na papierze mistrzostwa wygrywają Niemcy przed Hiszpanami

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Nasz ranking uczestników Euro. Na górze bez zmian. Polska tuż przed Holandią , ale to nie komplement

Robienie podsumowań przed końcem turnieju bywa karkołomnym zajęciem. Konia z rzędem temu, kto przed finałem Euro 1996 w ogóle zauważył w niemieckiej kadrze Olivera Bierhoffa (błysnął dopiero w finale z Czechami). Z drugiej jednak strony po ćwierćfinałach można się pokusić o wstępną analizę. Który zespół zawiódł, który potwierdził klasę, a który zaskoczył podczas Euro 2012?

1 - czyli nr 1 w naszym rankingu. Tu nie ma co się silić na oryginalność. Nie po tym, co zespół Joachima Loewa pokazał w ćwierćfinale z Grecją. - Strach pomyśleć, jacy oni mogą być mocni za dwa lata - powiedział nam były reprezentant Polski Radosław Gilewicz po tym, jak Miroslav Klose i spółka rozgromili 4:0 Argentynę na mundialu w RPA. Miał rację - strach pomyśleć, jak silny jest zespół, którego trener wymienia trzech podstawowych piłkarzy ot tak, żeby zaskoczyć rywala. Bez najmniejszej choćby straty na jakości gry.

2 - mieli być za starzy, zmęczeni, za mało zmotywowani po wygraniu wszystkiego co się dało. Do tego słyszał ktoś, żeby grać bez napastników... A jednak się da. Jeśli znów okażą się najlepsi, to trzeba będzie uderzyć się w piersi i przyznać, że guzik wiemy o piłce nożnej. Nikt też nie ośmieli się więcej kwestionować trenerskiej klasy Vicente del Bosque.

3 - okazuje się, że ten zespół to nie tylko Cristiano Ronaldo i dziesięć koszulek. CR7 owszem - błyszczy jak chyba nigdy wcześniej w narodowych barwach, ale... - Do tej pory problemem tej drużyny było oczekiwanie na to, że Cristiano wygra mecz swoim geniuszem. Teraz wreszcie nie jest sam, ma wsparcie kolegów, stał się częścią kolektywu - podkreśla były selekcjoner Portugalczyków Luiz Felipe Scolari.

4 - ostatni z półfinalistów, więc też trudno się dziwić wysokiej pozycji. To my raczej się dziwimy, że tak daleko zdołała zajść najsłabsza od 30 lat reprezentacja Włoch. Nie wierzycie? No to prosty test: wymieńcie z pamięci podstawową jedenastkę "Squadra Azzurra" - Buffon, De Rossi, Pirlo, Balotelli, Cassano i... No właśnie, dalej to już trzeba być fanem Juventusu albo Milanu. A kiedyś potrafiłaby to zrobić nawet... Adamiakowa. Zresztą De Rossiemu tyle brakuje do Maldiniego i Baresiego, a Balotellemu do Baggio czy Vieriego, co naszemu Franciszkowi Smudzie do Fabio Capello i Marcello Lippiego.

5 - po fazie grupowej objawieniem turnieju okrzyknięto parę skrzydłowych - Petra Jiraczka i Vaclava Pilarza. W sumie jednak objawieniem można by okrzyknąć cały zespół Michala Bilka. W końcu kto przed startem Euro dawał Czechom szanse na wyjście z grupy. Ba, po porażce 1:4 z Rosją wysyłano by autorów takich prognoz do wariatkowa. Tymczasem kto wie, co by było, gdyby w ćwierćfinale z Portugalią nie zabrakło im sił i kontuzjowanego Rosickiego.

6 - nie sztuka wygrywać, gdy ma się wielkie gwiazdy (choć przykład Holendrów zdaje się przeczyć tej teorii). Za to wyjść z grupy (nieważne jakiej), mając zespół, którego największą gwiazdą jest 35-letni weteran (Karagounis), to już wyczyn nie lada. Zwłaszcza jeśli oddaje się dwa celne strzały w całym meczu (jak oni z Rosją). Po tym, co pokazał zespół Fernando Santosa, chyba nikt już nie ośmieli się powiedzieć, że Grecy to lenie i nieudacznicy.

7 - można ich krytykować za porażki i kłótnie w zespole (za to pyskówka Nasriego z dziennikarzem jakoś nas nie zdziwiła, bo on nie uznaje żadnych autorytetów, swego czasu pyskował nawet Zidaneowi). My jednak uważamy, że trener Laurent Blanc dokonał niemal cudu, biorąc pod uwagę, jakim dysponował materiałem. Ten zespół i tak osiągnął więcej, aniżeli się wszyscy spodziewali.

8 - w zasadzie moglibyśmy napisać: patrz wyżej. Wymienić tylko Blanca na Roya Hodgsona. Jeden Rooney i jeden Gerrard to za mało (zwłaszcza że widywaliśmy obu w lepszej formie), a Theo Walcottowi nadal trochę brakuje do Stevea McManamana, tak samo jak Dannyemu Welbeckowi do Alana Shearera. A gdy patrzymy na Andyego Carrolla, przypominają nam się wszystkie dowcipy o Rasiaku.

9 - cztery lata temu byli jednym z faworytów, teraz nikt nie dawał im większych szans. Tymczasem szalony gang Slavena Bilicia najpierw ograł Irlandczyków, potem zremisował z Włochami. Porażki 0:1 z Hiszpanią Mandżukić i koledzy absolutnie wstydzić się nie muszą.

10 - zaczęli z grubej rury, od zwycięstwa nad Holandią. Zanim się okazało, że tym razem to żadna wielka sztuka, zdołali jeszcze prawie zremisować z Portugalią. W sumie, choć nie wyszli z grupy, zostawili po sobie pozytywne wrażenie. No może poza chwilą, gdy wszyscy zobaczyliśmy "szczęśliwe majtki" Nicklasa Bendtnera (chociaż jakie tam one szczęśliwe - 100 tys. euro grzywny przekroczyło zapewne sumę, jaką zarobił za zabronioną reklamę).

11 - wydawało się, że tak jak Polska musi wyjść ze swojej grupy, tak zespół Ołeha Błochina może o tym tylko pomarzyć. Tymczasem (za sprawą piłkarskiego zmartwychwstania Andrija Szewczenki) Ukraińcy najpierw pokonali Szwedów. A na koniec prawie zremisowali z Anglią, nie będąc wcale od niej gorsi. Kto wie zresztą, co by się stało, gdyby sędziowie uznali im prawidłowo zdobytego gola.

12 - po porażkach z Ukrainą i Anglią nadawali się do rubryki: największe rozczarowania. Pokonując Francję, Ibrahimović i spółka częściowo zatarli jednak negatywne wrażenie. Przy okazji potwierdzili jednak, że obecnej reprezentacji Szwecji sporo brakuje do tej z czasów, gdy grał w niej jeszcze Henrik Larsson.

13 - Sborna holenderskiego trenera Dicka Advocaata przeszła w tym turnieju zdumiewającą metamorfozę. Po ograniu Czechów 4:1 nie brak było takich, którzy widzieli Rosjan co najmniej w półfinale. Ci jednak później tylko zremisowali z Polską (dość szczęśliwie notabene, bo to my byliśmy w końcówce bliżsi strzelenia kolejnych bramek), a potem przegrali z Grecją. Zaskoczenie? Mało powiedziane. Jak to ujął nasz znajomy dziennikarz z Moskwy: "Gdyby nasi piłkarze poszli w ślady waszych i poszli po ostatnim meczu do strefy kibica, to nikt by im nie klaskał. Zostaliby zwyzywani i obrzuceni pomidorami".

14 - ktoś powie, że to niepotrzebna złośliwość, bo prawie wyszliśmy z grupy, co nie udało się wcześniej Beenhakkerowi, Janasowi i Engelowi. Nie od dziś wiadomo jednak, że prawie robi wielką różnicę, a okoliczności tego niewyjścia powodów do dumy nam nie dają. Zwłaszcza Franciszkowi Smudzie, który - co tu kryć - przeszedł do historii polskiej piłki mniej więcej tak jak Jasiek z "Wesela" Wyspiańskiego (ten od złotego rogu). Piłkarze też nie mają się czym pochwalić - gdy można było wygrać - remisowali, a gdy było trzeba - nie potrafili.

15 - trzy mecze, trzy porażki. Nawet biorąc poprawkę na to, że grali w grupie śmierci, i tak jest to dla aktualnego wicemistrza świata wynik kompromitujący. Jak widać nadmiar gwiazd również może być problemem. Zwłaszcza jeśli mają ego większe od mózgów.

16 - grali jak umieli, a że nie umieli, to tak grali. Autentycznie zaimponowali wszystkim tylko ich kibice.

@RY1@i02/2012/123/i02.2012.123.000000800.802.jpg@RY2@

Reuters/Forum

Strach pomyśleć, jak silny jest zespół, w którym trener wymienia trzech graczy ot tak, by zaskoczyć rywala. I wygrywa

Hubert Zdankiewicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.