Dziennik Gazeta Prawana logo

Pilarz chce być jak Poborsky

29 czerwca 2018

Czeskie odkrycie turnieju

Błyskotliwa kariera Vaclava Pilarza nabiera tempa. Strzelił jedyną bramkę dla reprezentacji Czech w przegranym 1:4 meczu z Rosją. Trafił też przeciwko Grecji, kiedy jego zespół podnosił się z kolan i rozpoczynał marsz do ćwierćfinału Euro 2012. W spotkaniu z Polską na listę strzelców się nie wpisał, ale i tak był jednym z najlepszych na boisku. Łukasz Piszczek jeszcze długo będzie pamiętał, w jak dziecinny sposób ogrywał go niepozorny lewoskrzydłowy drużyny czeskiej. Vaclav Pilarz, bo o nim mowa, to jedno z odkryć trwających mistrzostw Europy.

Niespełna 24-letni Pilarz w czeskiej estraklasie zadebiutował w sezonie 2010/2011. Rok później został kupiony przez ówczesnego mistrza Viktorię Pilzno. Spisywał się bardzo dobrze, zarówno w rodzimej lidze, jak i w Lidze Mistrzów przeciwko takim tuzom jak Barcelona czy Milan. Imponował przede wszystkim szybkością, dobrym dryblingiem, techniką, a także uderzeniem z dystansu. Już wtedy zaczęto o nim mówić "Messi z Czech".

- To określenie jest bardzo miłe i pochlebia mi, ale Leo Messi jest tylko jeden. Na mnie tak mówią pewnie tylko ze względu na wzrost - śmieje się Pilarz, który mierzy 170 cm. Dokładnie tyle co Argentyńczyk.

Po pół roku gry w Viktorii Pilzno Pilarz wpadł w oko trenerowi VfL Wolfsburg Feliksowi Magathowi i już w styczniu podpisano z nim kontrakt. Jednak do Wolfsburga trafi dopiero po zakończeniu Euro. - Kiedy przyszła propozycja z Wolfsburga, bardzo chętnie z niej skorzystałem. Gra w Bundeslidze to dla mnie duże wyzwanie i szansa na to, by stać się lepszym piłkarzem. Wiem, że będzie duża rywalizacja, ale mam nadzieję, że trener Felix Magath ogląda nasze mecze na Euro - mówi Pilarz.

Przed rozpoczęciem polsko-ukraińskich mistrzostw Pilarz wyceniany był na dwa miliony euro. Dziś wartość lewoskrzydłowego z Czech mocno poszło w górę, a on sam trafił do notatników wielu menedżerów z najmocniejszych lig Starego Kontynentu.

- Nie żałuję, że związałem się z Wolfsburgiem. Dla mnie ważne jest, że to im zależało na moim transferze - stwierdza. Tak czy inaczej głowy Pilarza nie zaprzątają teraz myśli o grze w Bundeslidze. Najważniejszy jest ćwierćfinałowy mecz z Portugalią. Czesi liczą, że powtórzy się historia z 1996 r. Wtedy to nasi południowi sąsiedzi pokonali w 1/4 finału piłkarzy z Półwyspu Iberyjskiego 1:0 po bramce Karela Poborskiego. Pilarz miał wówczas osiem lat.

- Doskonale pamiętam tamten mecz. Oglądałem go na żywo, a później był wiele razy powtarzany w telewizji. To była wspaniała chwila. Poborsky strzelił piękną bramkę lobem - wspomina i od razu przechodzi do teraźniejszości. - Moim marzeniem było zagrać przeciwko Portugalii. W ich zespole jest mnóstwo gwiazd i indywidualności. Nie jesteśmy faworytem, ale jeśli uda nam się zagrać tak jak w drugiej połowie z Polską, to mamy szansę wygrać.

Przed bojem z Portugalią Czesi mają tylko jedno zmartwienie. Chodzi o to, że spotkanie odbędzie się w Warszawie. - Gdyby była taka możliwość, to chętnie przeniósłbym ten mecz do Wrocławia - śmieje się Pilarz. W stolicy Dolnego Śląska nasi południowi sąsiedzi mają swoją bazę, a na Stadionie Miejskim rozegrali wszystkie mecze grupowe. Na wczorajszym treningu przy Oporowskiej co prawda wielu kibiców nie było, ale ci, którzy przyszli, zgotowali piłkarzom Michala Bilka gorącą owację. I to mimo że ci wyrzucili za burtę biało-czerwonych.

Pilarz: - Jesteśmy zachwyceni polskimi kibicami. W hotelu, na ulicach wszyscy są dla nas bardzo serdeczni. Dziękuję im za atmosferę, jaką stworzyli. Moim życzeniem było, żeby z grupy A oprócz nas awans wywalczyli także współgospodarze Euro. Szkoda, że przed naszym ostatnim meczem taka sytuacja nie była już możliwa.

@RY1@i02/2012/118/i02.2012.118.000001000.802.jpg@RY2@

Fot. Bartłomiej Kudowicz/ Forum

Paweł Kucharski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.