Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Bogaci nie będą się bogacić

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Dziś o zamożności nie decyduje kapitał, ale przedsiębiorczość. To hamulec, który znacząco utrudni dalsze rozwarcie społecznych nożyc

Z Wojciechem Kopczukiem rozmawia Rafał Woś

Miło mi rozmawiać z pierwszym polskim laureatem Nagrody Ig Nobla z ekonomii.

(śmiech) To było bardzo, bardzo dawno temu. Zdaje mi się, że w 2001 r. Zaraz po tym, jak zrobiłem doktorat.

I dobrze jest zaczynać karierę od nagrody przyznawanej za "prace naukowe, które najpierw śmieszą, a potem skłaniają do myślenia, oraz odkrycia, które nie mogą lub nie powinny być powtarzane"?

Wśród moich znajomych wiele osób chciałoby ją dostać. Szczególnie ci z poczuciem humoru.

Przypomnę, że praca "Umrzeć, by zaoszczędzić na podatku" napisana do spółki z Joelem Slemrodem była dowodem na to, że ludzie potrafią przesuwać datę swojej własnej śmierci.

Artykuł była napisany na poważnie. Oparliśmy go na solidnej empirycznej obserwacji. Gdy obniżane są podatki od spadków i patrzymy na liczbę zeznań kilka dni przed reformą i kilka dni po reformie, to nagle okazuje się, że przed reformą jest zdecydowanie mniej złożonych zeznań podatkowych niż po tej reformie. Możemy to wyjaśnić na dwa sposoby. Pierwsze wyjaśnienie jest właśnie takie, że dokonujący żywota podatnicy potrafią sterować datą własnej śmierci. Tak, by była ona bardziej korzystna dla spadkobierców. (śmiech)

W końcu z ich perspektywy co to za różnica. Mogą przecież pożyć dzień dłużej i zaoszczędzić dzieciom parę dolarów podatku.

Drugie wyjaśnienie to oczywiście oszustwa podatkowe. Ale my nie mieliśmy żadnego twardego dowodu na to, że właśnie ono jest prawdziwe. Więc zostawiliśmy w artykule obie ewentualności. I właśnie za ten typ czarnego humoru wyróżnili nas jurorzy Ig Nobla.

Nadal zajmuje się pan podobnymi rzeczami?

Ostatnio czytam i piszę głównie o nierównościach dochodowych, które w ostatnich trzydziestu latach dramatycznie rosną. Widać to zwłaszcza w USA i Wielkiej Brytanii. Ale również coraz bardziej w Europie. Fascynuje mnie, dlaczego tak się dzieje.

I do jakich wniosków pan doszedł?

Są dwa rytualne wyjaśnienia. Pierwsze to zmiany w polityce podatkowej, drugim jest globalizacja. Ani jedno, ani drugie mnie jednak nie przekonuje.

Dlaczego?

Moim zdaniem przyczyną rosnących nierówności dochodowych są rewolucyjne zmiany technologiczne. Pozornie technologia zmienia się przez cały czas. Zazwyczaj odbywa się to jednak w sposób bardzo powolny i sektorowy. Co jakiś czas pojawia się mała innowacja w jakiejś gałęzi przemysłu. I to doprowadza do małych skoków w efektywności firm z poszczególnych sektorów. Ale raz na jakiś czas te przemiany technologiczne uderzają we wszystkie gałęzie jednocześnie. I to się właśnie wydarzyło w ostatnich 30 latach w związku z komputeryzacją. Wcześniej takimi rewolucjami było pojawienie się elektryczności albo rozwój transportu samochodowego. Za każdym razem, gdy dochodzi do technologicznego skoku, oddziałuje on na wszystkie dziedziny gospodarki jednocześnie. I dlatego innowatorzy robią się bajecznie bogaci. Popyt na ich technologie płynie bowiem szeroką falą ze wszystkich sektorów.

To przypomina mi nową książkę znanego amerykańskiego ekonomisty Tylera Cowena "Average is Over" (Koniec ze średniactwem). Jej autor przekonuje, że gospodarkę XXI w. będzie charakteryzowało dalsze rozjeżdżanie się społeczeństw. U góry znajdzie się mała grupka wysoko wykwalifikowanej i świetnie opłacanej arystokracji. Niżej wielkie sfrustrowane rzesze, dla których nie będzie w gospodarce żadnego sensownego zajęcia.

To rozumowanie faktycznie idzie w podobnym kierunku. Z jedną tylko różnicą. Mam alergię na argument, że biedni będą coraz biedniejsi, a bogaci coraz bogatsi.

Dlaczego?

Ten proces nie może się dziać w nieskończoność. Wszystkie badania bogactwa pokazują, że ma ono naturalną skłonność do rozdrabniania. Pierwsze pokolenie zarabia i akumuluje, a kolejne już raczej wydają. Do tego dochodzi jeszcze jedno zjawisko.

Jakie?

Napisałem o tym niedawno artykuł z moją koleżanką z Columbii Leną Edlund. Patrzymy w nim na grupę najbogatszych Amerykanów 30 lat temu i obecnie. I widać, że kiedyś było tam bardzo wielu bogaczy, którzy odziedziczyli majątek. Dziś ta lista składa się niemal wyłącznie z miliarderów w pierwszym pokoleniu. To świadczy o tym, że o bogactwie decyduje dziś nie kapitał, a bardziej praca i przedsiębiorczość. A to z kolei będzie utrudniało napędzanie mechanizmu bogacenia się bogatych i biednienia biednych.

@RY1@i02/2013/221/i02.2013.221.00000280a.802.jpg@RY2@

materiały prasowe

Wojciech Kopczuk polski ekonomista specjalizujący się w podatkach i finansach publicznych. Pracuje na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.