Upadłości, inwestycje, negocjacje
Nieco zaniedbaliśmy ostatnio tematykę upadłościową. Oczywiście zawsze można się usprawiedliwiać, że dodatek ma być dla tych, którzy biznes rozwijają, a nie dla zwijających go. Byłby to jednak argument nie do końca słuszny, bo od problematyki bankructw w działalności gospodarczej uciec po prostu nie sposób. Po pierwsze z uwagi na to, że czasy mamy niełatwe, po drugie dlatego, iż nawet jeśli nam idzie dobrze, to niewykluczone, że upadnie ktoś, z kim współpracujemy. Warto wtedy wiedzieć, jak się zachować.
Dlatego w Firmie i Prawie artykuły zagadnieniom tym poświęcone na pewno nie przestaną się ukazywać. Dziś dwa niezbyt długie, ale mam nadzieję pouczające teksty dla zainteresowanych tą dziedziną. Są aktualne tym bardziej, że trwają prace nad zmianami w prawie upadłościowym, które mają uczynić je bardziej życiowym. Akt ten niezbyt może głośno, ale od bardzo dawna był krytykowany jako nie zawsze przystający do praktyki obrotu gospodarczego, ładnie prezentujący się w teorii, ale nieco oderwany od rzeczywistości.
Kontynuujemy również cykl o inwestowaniu na Wschodzie. Zachęcam do zapoznania się z tym, co naszemu kapitałowi ma do zaoferowania Estonia. Kraj mały, ale moim zdaniem będący przykładem znakomitej promocji. Czy państwu też kojarzy się on przede wszystkim z e-administracją? Estonia - to tam, gdzie wszystko można załatwić w urzędzie przez internet? Materiał na ten temat potwierdza potoczne wyobrażenia.
A skoro o dobrej marce mowa - główny tekst numeru dotyczy właśnie jej. Chyba się nie pomylę, stwierdzając, że wielu czytelników ciekawych byłoby, ile warte jest ich logo lub inne oznaczenie, którego używają i które budowali nierzadko przez lata.
Ile jednak kosztuje uzyskanie takiej informacji? Ile trwa? Jak się do tego zabrać? Autorka próbowała zgłębić te kwestie i... nie było łatwo. Jak twierdzi, firmy audytorskie nie określają z góry, ile czasu potrzebują, aby wycenić daną markę, i ile wyniesie honorarium za tę pracę. Wedle jej szacunków mniej więcej połowa firm świadczących te usługi żąda wynagrodzenia liczonego od wartości, którą zmierzą. Tym samym zleceniodawca kupuje kota w worku, a stawkę poznaje dopiero po wykonaniu całej pracy przez audytora. Jednak jest i na to sposób. Z materiału można się dowiedzieć, że niektórzy wyceniają swoją pracę nieco inaczej. Ich honorarium zależy od ilości materiałów, które zleceniodawca chce dostać. Samo oszacowanie marki jest wówczas najtańsze, bo to swoisty pakiet podstawowy, rodzaj darmowej próbki. Mam nadzieję, że dzięki tego typu artykułom nieco łatwiej będzie negocjować warunki usługi.
@RY1@i02/2013/214/i02.2013.214.21500010a.802.jpg@RY2@
Paweł Wrześniewski redaktor merytoryczny
Paweł Wrześniewski
redaktor merytoryczny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu