Wiertarkowkrętarka
Demografowie ostrzegają, że europejskie społeczeństwo starzeje się w piorunującym tempie. Ich zdaniem niebawem co drugi mieszkaniec Starego Kontynentu będzie miał setkę. Wiele firm zaczęło się przygotowywać na taki scenariusz. Emeryci mają przeznaczone tylko dla nich komputery, ubrania, mieszkania, mydła, perfumy, kremy, a nawet pasty do zębów oraz same zęby. W zasadzie tylko jedna branża o nich zapomniała - motoryzacyjna.
Prawie wszystkie nowe samochody są niskie i mają głębokie fotele, aby - jak ujmują to dziennikarze motoryzacyjni - dobrze trzymały na boki. Ale przez to wsiadanie do nich jest porównywalne z próbą dostania się do wnętrza piekarnika. 70-latek chcący pojechać volkswagenem polo do kościoła na mszę o godz. 12 musi zacząć przygotowywać się już ok. godz. 10, a do domu dotrze przed kolacją. Oczywiście problem znika, gdy ma się coś wyższego - SUV-a albo vana. Wyobraźcie sobie jednak parę seniorów w przepastnym mitsubishi outlanderze albo citroenie grand picasso. Równie dobrze mogliby kupić sobie cały skład kolejowy.
Inny problem to obsługa samochodów - aby ustawić żądaną temperaturę albo ulubioną stację radiową, trzeba ukończyć fakultet z informatyki. Przycisków jest tak dużo, że aby je wszystkie pomieścić, nadano im rozmiary łebka szpilki. Skutki tego mogą być opłakane - jestem pewien, że aby za 40 lat włączyć ogrzewanie tylnej szyby, najpierw będę musiał przypomnieć sobie, gdzie zostawiłem okulary, następnie je odnaleźć, założyć, a później się schylić, aby odnaleźć właściwy przycisk na desce rozdzielczej, który konstruktor ukrył za skrzynią biegów i na wysokości kolan. A gdy go już znajdę, okaże się całkowicie bezużyteczny, ponieważ przód mojego auta będzie tkwił w przydrożnej latarni.
Jestem pewien, że producent, który wpadnie na pomysł wyprodukowania auta dla seniorów, zarobi fortunę. Taki pojazd mógłby mieć np. szyby o odpowiedniej liczbie dioptrii - nie trzeba byłoby jeździć w okularach - oraz fotele z funkcją masażu wykonane z wielbłądziej wełny. Pierwszą marką, która przychodzi mi do głowy jako wykonawca takiego modelu, jest Mazda. Nowy model 6 jest szalenie intuicyjny w obsłudze - ma wyraźne, duże zegary, czytelne klawisze klimatyzacji, bardzo łatwo obsłużyć w nim nawet nawigację czy radio. A gdy włączycie ogrzewanie foteli albo tylnej szyby, na pewno nie zapomnicie ich wyłączyć - wyposażono je w tak mocne kontrolki, że z powodzeniem mogłyby służyć za iluminację kasyna w Las Vegas.
Mimo że "szóstka" jest niska, to zajmowanie w niej miejsca nie sprawia problemów, a same fotele oraz przestrzeń we wnętrzu i bagażniku nie pozostawiają nic do życzenia. Podobnie jak jakość wykończenia wnętrza i użyte do tego materiały - w porównaniu z poprzednikiem widać tu największy postęp, choć bez wpadek się nie obeszło. Konsola środkowa lata na boki, jakby za chwilę miała odpaść razem ze skrzynią biegów i hamulcem ręcznym. Tak czy inaczej całość jest praktyczna jak elektryczna wkrętarka.
Poza tym nowa Mazda naprawdę świetnie wygląda i - co japoński producent lubi podkreślać - zachowuje sportowy charakter. Świadczyć ma o tym bardzo dobre prowadzenie (rzeczywiście), precyzyjna skrzynia biegów (fakt) oraz dwulitrowy silnik benzynowy o mocy 165 koni. Przykro mi, panowie z Mazdy, ale tym motorem całkowicie zepsuliście ten samochód. Mówiąc w skrócie: nie ma turbosprężarki, więc z większej pojemności osiąga mniejszą moc niż konkurenci. Ponadto więcej pali i jest przeraźliwie głośny. Na drodze wygląda to tak: chcecie wykrzesać z tych 165 cherlawych koników trochę życia, więc do oporu wciskacie pedał gazu w podłogę. Silnik osiąga jakieś 6 tys. obrotów, a wy macie wrażenie, że i tak stoicie w miejscu. Przy 140 km/h i włączonym 6. biegu obroty przekraczają grubo 3 tys., więc odnosicie wrażenie, że podróżujecie nie samochodem, ale wiertarką.
Mazda tłumaczy, że zastosowała silnik bez turbo, bo "tego oczekują jej klienci o sportowym usposobieniu". Na miłość boską, tak mówią, gdy kupują model MX-5, a nie kombi klasy średniej służące głównie do dowożenia dzieci do przedszkola! Widzieliście kiedyś "szóstkę" kombi na torze wyścigowym? Pada jeszcze inny argument: "wolnossąca jednostka jest mniej awaryjna i gwarantuje większe przebiegi". Sorry, ale nikt nie przejeżdża dziś jednym autem pół miliona kilometrów. Przyznajcie się lepiej bez owijania w bawełnę - nie potraficie zbudować dobrego, cichego, dynamicznego i solidnego silnika benzynowego z turbo.
Nowa Mazda z nowym dwulitrowym benzyniakiem to kompletne nieporozumienie - na dłuższych dystansach jest po prostu męcząca. Choć z drugiej strony gdy będę miał 70 lat i poważny niedosłuch, może właśnie to będzie jej największą zaletą - hałas, który pozwoli mi poczuć, że jadę, żyję i jeszcze sprawia mi to przyjemność. Na razie jednak radzę wam wybierać "szóstkę" z dieslem - paradoksalnie cichszym, bardziej dynamicznym, a do tego oszczędniejszym niż benzyniak. To zdecydowanie wersja dla młodych.
@RY1@i02/2013/058/i02.2013.058.00000150a.803.jpg@RY2@
materiały prasowe
@RY1@i02/2013/058/i02.2013.058.00000150a.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu