Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Innowacyjny nie znaczy kreatywny

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Tydzień temu w swoim felietonie mój redakcyjny kolega Łukasz Bąk zachwycał się innowacyjnością meblowego giganta Ikei i ganił za jej brak twórców samochodów marki Peugeot. Słusznie się zachwycał i słusznie ganił. No bo jak to jest, że jednym firmom udaje się wypuszczać na rynek nowatorskie produkty i usługi, a inni się na tym wywracają? Przypadek? Więcej pieniędzy na badania i rozwój? Stoły do piłkarzyków i wygodne kanapy w salach konferencyjnych? Wiele z tych wątpliwości rozjaśnia bardzo udany podręcznik "Innowacyjność. Przepis na sukces".

W dzisiejszym biznesie z innowacyjnością jest dokładnie tak, jak było kilkadziesiąt lat temu z marketingiem. Z początku bardzo długo poprzestawano na ogólnym gadaniu o tym, jakie to ważne narzędzie biznesowe. Ale nikt tak naprawdę nie wiedział, jak z niego korzystać. Dopiero gdy z uczelnianych taśm produkcyjnych zjechało pokolenie wykształconych w tym kierunku adeptów biznesu i na rynku wykiełkowały wyspecjalizowane firmy konsultingowe, marketing stał się czymś zupełnie naturalnym. Działem, bez którego większość korporacji, a nawet niewielkich firm obyć się nie może. To samo zdaniem Philipa Kotlera i Fernando Triasa de Besa stanie się w ciągu najbliższych kilku (kilkudziesięciu) lat z innowacyjnością. A ci, którzy naprawdę zrozumieją tkwiący w niej potencjał, osiągną olbrzymią przewagę nad konkurentami.

Ale żeby to zrozumieć, trzeba najpierw rozprawić się z kilkoma mitami. Mit pierwszy: innowacja musi być koniecznie przełomem. Jednym wielkim okrzykiem "Eureka!", po którym nic już nie jest takie samo. Kotler i Trias de Bes przekonują: stopniowe, realizowane krok po kroku innowacje są tak samo, a może nawet bardziej potrzebne niż ich radykalna wersja. Mit drugi: innowacje to domena działów badań i rozwoju (B+R). Dla autorów książki to kolejne fałszywe przekonanie. Innowacja jest czymś więcej niż tylko nowym rozwiązaniem technologicznym. Tak naprawdę dział B+R buduje zaledwie jeden z elementów długiego łańcuszka biznesowych nowinek. Według Kotlera i Triasa de Besa w jego skład wchodzą jeszcze aktywatorzy (inicjują proces), kreatorzy (dostrzegają nową biznesową możliwość), deweloperzy (przekładają procesy na produkty i usługi), egzekutorzy (wdrażają pomysły) i wreszcie facylitatorzy (aprobują wydatki niezbędne, by innowacja mogła się urodzić). Jeśli któryś z tych szczebli zostanie zaniedbany albo nie będzie między nimi dobrej komunikacji, to innowacja raczej się nie rozwinie. Gorzej. Firmie grozi chaos i zamęt. Wreszcie mit trzeci: innowacyjność nie powinna być mylona z kreatywnością. Sama kreatywność nie wystarczy. Cóż z tego, że pracownicy będą sypać nowymi pomysłami, jeśli z powodu braku odpowiedniej architektury innowacyjności w firmie nikt nie będzie potrafił tych idei wdrożyć. W efekcie szefowie będą się domagali nowych produktów, lecz nikt tych produktów nie stworzy. Frustracja i wzajemne pretensje gwarantowane.

W sumie książka Kotlera i Triasa de Basa próbuje więc postawić temat innowacji w biznesie z głowy z powrotem na nogi. Bo pokazuje, że budowanie lepszych produktów to nie żadne hokus-pokus, wpuszczenie do firmy paru hipsterów czy urządzanie niekończących się burz mózgów. To ciężka praca i ciągłe udoskonalanie organizacji przedsiębiorstwa oraz procesów. Z Kotlerem i Triasem de Besem to zadanie będzie może trochę łatwiejsze.

@RY1@i02/2013/048/i02.2013.048.00000270a.802.jpg@RY2@

Fernando Trias de Bes, Philip Kotler, "Innowacyjność. Przepis na sukces", Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2013

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.