O psie, który jeździł kią
kia soul
Bez jedzenia nie da się żyć - chyba nikt nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Niemniej mam wrażenie, że ostatnio wielu Polaków nie je, żeby żyć, tylko - za przeproszeniem - żyje, żeby żreć. Taką piękną modę wykreowały nam telewizje i ich programy kulinarne. Kiedyś bardzo je lubiłem. Podobały mi się podróże Makłowicza pichcącego rybę na pięknej karaibskiej plaży albo nawet kręcącego mielone w Monachium. Lubiłem też Pascala i jego "kuciaki na otro". Ale nie znoszę tych wszystkich masterszefów, hell kiczenów i top szefów, którymi karmi nas telewizja dziś. Bo w nich tak naprawdę nie chodzi o jedzenie, tylko o tłuczenie się wałkami po głowach, podpalanie sobie wzajemnie włosów na rękach i plucie do garnków przeciwnika. A efektem tych "prac" jest np. tort z karmelizowanym kumkwatem. Albo sernik dyniowy z ricotty na piernikowym spodzie z imbirowym sosem z rabarbaru. Przepraszam, ale muszę na chwilę do toalety...
Co gorsza, gotowanie stało się już nawet motywem przewodnim filmów pełnometrażowych. W kinematografii narodziły się zupełnie nowe gatunki: gastro-komedia, mlask obyczajowy, kulinarny horror, ugotowana sensacja, a nawet porno-kitchen, gdzie w przerwach między jękami i krzykami wcina się kiełbaski. Jestem więcej niż pewien, że w nowym "Bondzie" Agent 007 zamiast rewolweru będzie nosił przy sobie wykałaczki, kobiety uwodził krewetkami w beszamelu, a zamiast martini z wódką zamawiał tiramisu.
Mój wstręt do jedzenia na ekranie nie bierze się jednak z faktu, że w ogóle nie lubię jeść. Wręcz przeciwnie. Wszystko poza wątróbką mi smakuje. Przepadam za owocami morza (także surowymi), jadłem kiedyś stek z krokodyla (smakuje jak ryba), częstowano mnie smażonymi owadami (czyli chipsami ziemniaczanymi). W zasadzie, jak się dobrze zastanowić, to nie próbowałem chyba tylko psiny (przynajmniej świadomie). Bo nigdy nie byłem w Korei Południowej. A nie ukrywam, że bardzo chciałbym ją zobaczyć. Szalenie ciekaw jestem, jak wygląda i funkcjonuje kraj, który jest domem rodzinnym marki Kia. A to dlatego, że jeździłem ostatnio modelem Soul, który sprawił, że z wrażenia zgubiłem gdzieś swoją szczękę i nie mogę jej odnaleźć.
Po pierwsze Soul fantastycznie wygląda, szczególnie w jakimś rzucającym się w oczy, jaskrawym kolorze. Ja jeździłem czerwonym i naprawdę nie mogłem opędzić się od pytającego wzroku innych kierowców: "Gdzie można kupić taką fajną brykę?". Po drugie, jest naprawdę duży. Oglądając go na zdjęciach, możecie odnieść wrażenie, że to trochę nadmuchany mieszczuch, ale w rzeczywistości przerasta wiele aut kompaktowych. Szczególnie gdy usiądziecie na tylnej kanapie. Po trzecie zaś, jestem pod ogromnym wrażeniem, jeżeli chodzi o jakość wykonania jego wnętrza - wszystko porządnie poskręcane, ładnie zaprojektowane, miękkie w dotyku, eleganckie, przyjemne. Okazuje się zatem, że na Dalekim Wschodzie da się wyprodukować niedrogi samochód, którego deska rozdzielcza nie przypomina wnętrza opakowania po jogurcie. Słyszysz, Mitsubishi?
Jestem pewien, że wręcz pokochałbym Soula i nawet poważnie rozważył jego zakup jako drugiego auta w rodzinie, gdyby nie fakt, że nie widzę w nim jednostki napędowej, z której moja żona byłaby w pełni zadowolona. A raczej skrzyni biegów. No dobra - chodzi o połączenie tych dwóch rzeczy. W ofercie jest diesel 1.6 CRDi o mocy 128 koni, co brzmi dość sensownie. Sęk w tym, że po połączeniu go ze skrzynią automatyczną odnosi się wrażenie, że tym koniom ktoś właśnie podrzyna gardła - błagacie je prawą stopą, by łaskawie weszły w galop, a one drą się i padają na pysk jeden po drugim. I jeszcze do tego żłopią nieprzyzwoite - jak na tak niewielki silnik - ilości paliwa. Zapewne w przypadku wersji ze skrzynią manualną sprawy mają się zupełnie inaczej, ale ja nie lubię manuali. Moja żona też nie.
Drugi silnik jest benzynowy, ma podobną moc, ale pożeniony z automatem prawdopodobnie jeździ jeszcze gorzej. Bo ma dużo mniej jakichś niutonometrów. Za to ma większy apetyt na paliwo. W tej sytuacji pozostaje mi czekać, aż Koreańczycy wymyślą dobrą automatyczną skrzynię, co podobno ma nastąpić lada chwila. A kiedy Koreańczycy mówią "lada chwila", to zapewne będzie to w najbliższy poniedziałek, a nie - jak u Francuzów - w przyszłym stuleciu. Po tej zmianie Soul z dieslem będzie prawdopodobnie jednym z najsympatyczniejszych, niewielkich (ale i niemałych) rodzinnych samochodów dostępnych na rynku. Gdy nim trochę pojeździłem, łatwiej mi było wyobrazić sobie, jak wygląda Korea - obstawiam, że jest bardzo podobna do Niemiec.
@RY1@i02/2014/241/i02.2014.241.00000190a.803.jpg@RY2@
Kia Soul
@RY1@i02/2014/241/i02.2014.241.00000190a.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji
Łukasz Bąk
szef sekretariatu redakcji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu