Stereotyp jak ta lala
Przez dziesiątki lat lalka Barbie była przyjacielem małych dziewczynek i wrogiem feministek. Kto by pomyślał, że dziś feministki będą uważały Barbie za jedną z bardziej przyjaznych zabawek na rynku
Mają ogromne głowy z nienaturalnie wielkimi oczami oraz ustami i talie grubości sznurówki. Są zaprzeczeniem wprawdzie wychudzonej i umalowanej, ale jednak grzecznej oraz uprzejmej Barbie: jej stroje bywają skąpe, lecz nigdy wyzywające. A one śmiało odsłaniają pępki i pupy w kusych spódnicach, spod których wyglądają kabaretki i koronkowa bielizna. Wizerunku ulicznic dopełnia wypisana na twarzach buńczuczna zadziorność. Z kim konkuruje dziś Barbie na sklepowych półkach? Z Bratz.
MGA Entertainment, wytwórca tych lalek (i zabawek z serii Bratzillaz, Lalaloopsy, Moxie Girlz, BFC i Moxie Teenz), kontroluje już 40 proc. rynku. Reszta należy do koncernu Mattel, producenta Barbie (oraz zabawek Fisher Price, Dora, Disney i Polly Pocket). Założyciel MGA Entertainment Carter Bryant (były pracownik Mattela, do dziś uwikłany w sądowe sprawy z dawną firmą dotyczące kradzieży dóbr intelektualnych) przekonuje, że jego lalki promują akceptację dla inności i przyjaźń.
Lalka luksusowa, niepracująca
Tolerancja dla odmienności to hasło przyświecające także innej grupie rywalek Barbie - plastikowym istotom o nazwie Monster High (Mattel). W nazwie chytrze przemycono dwa kluczowe atrybuty zabawek definiujące ich wygląd - koszmarnie długie i chude kończyny (Barbie wygląda przy nich jak przysadzista matrona) oraz fakt, że są one monstrami, czyli pochodzą od stworów i upiorów, którymi przez tysiąclecia dorośli raczej dzieci straszyli. Clawdeen Wolf, jedna z popularniejszych lalek z serii, z powodu ojca wilkołaka cierpi na nadmierne owłosienie. Kilkuletnie dziewczynki, zwłaszcza te, które umieją już czytać, dowiedzą się z internetowego profilu lalki, że zanim położy się ją do łóżka w kształcie trumny, powinna mieć czas na depilację "pewnych" miejsc. Dzielenie przez Barbie pokoju z niepoślubionym Kenem podczas urlopu na Hawajach wydaje się przy tym rzeczą niewinną.
Ale to nie ubiór i wygląd plastikowych zabawek jest tym, co zdumiewa i niepokoi rodziców. To lifestyle - model życia promowany przez lalki. Ani Bratz, ani Monster High, choć wyglądają i zachowują się jak młode kobiety, nie pracują. Sensem ich egzystencji jest troska o pożądany wygląd, zakupy i czynności mające zapewnić relaks i przyjemność. Dopuszczalna w ich beztroskim życiu jest ewentualnie wizyta u weterynarza, bo spora większość plastikowych bohaterek to właścicielki jakiejś formy dwu- lub czworonoga (u Monster High zamiast psów, kotów i chomików występują wilkołaki lub nietoperze).
Barbie, mimo długich nóg przystosowanych wyłącznie do noszenia szpilek, była i pozostaje lalką pracującą. Przez ponad pięćdziesiąt lat egzystencji zdążyła się zrealizować w imponującej liczbie profesji. I to nie tylko tych stereotypowo przypisywanych kobietom. Była m.in. strażakiem, oficerem w wojsku, kierowcą wyścigowym, astronautką, nawet kandydatką na prezydenta USA. Dopiero niedawno - pod wpływem koleżanek ze sklepowych półek - utemperowała swoje ambicje. Nie zmienia to jednak faktu, że pozostaje lalką niezależną i wiadomo, skąd bierze pieniądze na nowe samochody i balowe suknie. U Bratz i Monster High ta sfera życia otoczona jest nieprzeniknioną tajemnicą.
Osobnym rozdziałem w opowieści o współczesnej lalce są losy niebywale kiedyś popularnych bohaterek serii American Girl. Zabawki zadebiutowały w 1986 r., a ich producentowi, Pleasantowi Rowlandowi, przyświecała idea, by wyobrażały one dziewczynki z przeszłości, każda z własną linią historycznych ubrań oraz serią książek o swoich czasach i ówczesnych problemach. Przez 15 lat American Girl była symbolem edukacji historycznej przez zabawę. W 1998 r. Rowland sprzedał jednak firmę Mattel i dzisiaj American Girl kojarzy się z kosmicznymi cenami za lalczyne ubrania i dodatki sprzedawane w specjalnych "domach towarowych" dla lalek o nazwie American Girl Store (stroje w cenach 30-70 dol., wizyta w fryzjera za 20 dol.).
Część bohaterek z tej serii Mattel odesłał zresztą do lamusa, by zrobić miejsce na serię "Twoja bliźniaczka" - można kupić dziecku lalkę o takim samym kolorze skóry, oczu i włosów jak jego własne - oraz doroczną edycję lalki "Postać Roku" wyróżniającej się na tle innych kompletem nowych, modnych ubrań oraz fryzurą.
Czy ktoś tu oszalał?
Zabawianie dzieci przez promocję ulicznic i pozbawionych ambicji, bezrobotnych "kociaków"? Czy ktoś tu oszalał? Nic podobnego, zapewniają producenci. Oferta odpowiada zapotrzebowaniu. "Współczesne dziewczynki dorastają szybciej i już w wieku 8 lat interesują się modą, makijażem oraz swoim wyglądem" - wyjaśnił rok temu na łamach "USA Today" prezes Mattela Bryan Stockton, gdy gazeta zwróciła się do niego z pytaniem, skąd firma bierze pomysły na swoje produkty.
Co tam jednak przedwcześnie dojrzałe drugoklasistki! Modne, urodziwe i sexy chcą być dzisiaj już przedszkolaki. Potwierdzają to badania psychologów z Knox College w stanie Illinois, których wyniki opublikowano w 2012 r.: mając do wyboru lalkę ustylizowaną na seksowną i drugą ubraną jak dziecko, aż 70 proc. 6-latek uznało, że woli tę pierwszą i chciałoby wyglądać tak jak ona. I to właśnie z tych przyczyn, wyjawił prezes Stockton, lalki skierowane do najmłodszych dziewczynek przeszły ostatnio gruntowny lifting.
Przedszkolne wersje disnejowskich księżniczek, pulchna Dora z krótkimi włosami i pyzate, piegowate i pachnące lalki z serii Strawberry Shortcake - wszystkie otrzymały dłuższe korpusy i nogi, zaznaczoną linię bioder i piersi, wielkie oczy i obowiązkowo długie, jedwabiste włosy. Wszędobylska Dora zgubiła przy tym swój nieodłączny plecaczek i zarzuciła włóczęgę, a lalki Strawberry Shortcake, choć wciąż słodko pachną, przestały objadać się tuczącymi deserami. Teraz, na wzór starszych koleżanek, wolą spędzać czas u fryzjera i na plaży.
Założywszy, że argument koncernów jest prawdziwy - gadżetowa kultura, w której żyjemy, jak nigdy wcześniej daje dzieciom dostęp i przyzwolenie na kontakt z treściami i obrazkami, które w przeszłości byłyby uznane za nieodpowiednie - to pozostaje kilka zasadniczych pytań, na które producenci bardzo nie lubią odpowiadać. Za to rodzice zadają je sobie z rosnącym lękiem. Jaki wpływ zabawka wywiera na rozwój dziecka i jego późniejsze wybory? Jeżeli zgadzamy się z tym, że współczesne lalki są coraz bardziej przeseksualizowane i skupione wyłącznie na swojej urodzie i wygodzie, to czego uczą nasze córki?
Przyjaciele naszych dzieci nie są naszymi przyjaciółmi
Na pytania, które budzą obawy rodziców, eksperci udzielają odpowiedzi, które te obawy jeszcze pogłębiają. - Zabawa lalkami Bratz propaguje wśród dzieci świat, w którym kobieta ma coraz bardziej ograniczony wybór i pole działania, a hamulcem jest jej płeć - mówi Lyn Brown, profesor edukacji, założycielka organizacji Hardy Girls Healthy Women. - Kampanie reklamowe przekonują, że lalki oraz ich lifestyle są ideałem dziewczęcości. Że tak wygląda i zachowuje się dziewczynka, która jest cool i cieszy się popularnością wśród rówieśników. W istocie mamy do czynienia z sytuacją, w której rynek coraz nachalniej walczy już nie tylko o zyski, ale także o stworzenie przyszłej idealnej konsumentki. Kobiety z głową pełną nierealnych wyobrażeń o tym, jak powinna wyglądać, by osiągnąć najważniejszy cel w swoim życiu: miłość mężczyzny - konkluduje Brown.
W ostatnich latach w amerykańskich księgarniach pojawiło się sporo książek podejmujących temat useksualniania dzieciństwa, by wymienić choćby "So Sexy So Soon: The New Sexualized Childhood" Jean Kilbourne czy "The Lolita Effect. The Media Sexualization of Young Girls" Gigi Durham. Trzy lata temu na listę bestsellerów trafiła książka Peggy Orenstein "Cinderella Ate My Daughter", ale najdobitniej sytuację opowiedziała reżyserka Jennifer Siebel, która w 2011 r. nakręciła dokument "Miss Representation".
Skupiła w nim uwagę na szerszym problemie uprzedmiotawiania kobiety przez współczesne media i popkulturę i tragicznych skutkach tych praktyk dla społeczeństwa. Te najbardziej widoczne to lawinowo rosnąca liczba kobiet walczących z depresją i zaburzeniami odżywiania, przy jednoczesnym spadku uczestnictwa kobiet w życiu publicznym i politycznym. Dzieciństwo wypełnione księżniczkami i bezrobotnymi pasjonatkami mody typu Bratz to pomocne użyźnianie gruntu pod przekonanie, że kobieta może czuć się spełniona i akceptowana tylko wtedy, gdy nie wychodzi poza przydzielone jej przez rynek i media role. - Lamentujemy teraz, że pół wieku po rewolucji feministycznej mamy mniej kobiet na stanowiskach inżynierów, polityków, przywódców. Ale czego możemy oczekiwać, jeśli od najmłodszych lat uczymy dziewczynki, że jedynymi ważnymi rzeczami w ich życiu będą wygląd, seksapil i szafa pełna modnych ciuchów? - powiedziała mi Siebel.
Pokaż im, Mario!
Na horyzoncie pojawiają się jednak pierwsze jaskółki zmian. Wbrew pozorom nie pochodzą one od rodziców ani psychologów, a od młodych kobiet, które jeszcze kilka lat temu same bawiły się Barbie i Bratz. Dwie dwudziestokilkulatki, Supriya Hobbs oraz Janna Eaves, absolwentki politechniki z Illinois, postanowiły stworzyć lalki służące do równie edukacyjnej zabawy co pierwotna seria American Girl.
Będą pracujące jak Barbie (ale nie tak fizycznie zdeformowane), a do tego będą wzorowane na kobietach godnych naśladowania.
Firmę nazwały "Miss Possible", zaś pierwsza lalka o imieniu Marie, wzorowana na Marii Skłodowskiej-Curie, ma pojawić się w sprzedaży w styczniu przyszłego roku. W ramach lalczynych akcesoriów będzie można dokupić książeczki instruktażowe, gry komputerowe i aplikacje na smartfona, w których dziewczynki - wraz z Marią - będą mogły uczyć się chemii i przeprowadzać doświadczenia. Na kwiecień 2015 r. zaplanowany jest sklepowy debiut Bessie, pierwszej czarnoskórej pilotki z USA Bessie Coleman, a na sierpień 2015 r. - Ady Lovelace, XIX-wiecznej matematyczki i autorki pierwszego na świecie programu komputerowego. - Chcemy zapoznać dziewczynki z inspirującymi kobietami, które zrealizowały się w dziedzinie STEM (Science, Technology, Engineering and Math, czyli nauki ścisłe, technologia, inżynieria i matematyka). Chcemy, by bawiąc się naszymi lalkami, nabrały przekonania, że różnorodność możliwości i zawodów, które na nie czekają, nie ma granic - opowiadają w wywiadach młode biznesmenki, a dziennikarze już dzisiaj ustawiają się do nich po te wywiady w kolejki.
Trudno przewidzieć, czy młodym paniom inżynier uda się dokonać faktycznego wyłomu w rynku lalek wartym ponad 5 mld dol. rocznie. Zawsze można jednak pomarzyć, że jeśli odniosą sukces, wtedy być może Bratz, Moxie, Lollipops czy Monster High i nawet disnejowskie księżniczki też uznają, że w ich świecie jest miejsce na więcej niż ciuchy. Takie zmiany w lalczynym lifestyle’u to dopiero byłaby rewolucja w życiu kobiet, którymi w przyszłości staną się ich właścicielki.
Lamentujemy teraz, że pół wieku po rewolucji feministycznej mamy mniej kobiet na stanowiskach inżynierów, polityków, przywódców. Ale czego możemy oczekiwać, jeśli od najmłodszych lat uczymy dziewczynki, że jedynymi ważnymi rzeczami w ich życiu będą wygląd, seksapil i szafa pełna modnych ciuchów?
@RY1@i02/2014/212/i02.2014.212.00000190c.101.jpg@RY2@
@RY1@i02/2014/212/i02.2014.212.00000190c.102.jpg@RY2@
SHUTTERSTOCK, MAT. PRASOWE (9)
Eliza Sarnacka-Mahoney
korespondencja z USA
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu