Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Straszliwe dzieci plądrują świat

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Światem zawładnęły potężne grupy interesu. Ich działania zagrażają systemowi, na którym oparta jest zachodnia cywilizacja

Elżbietą Mączyńską

Co pani teraz czyta?

Wróciłam niedawno z Niemiec i przywiozłam stamtąd kilka książek. Niezbyt optymistyczne, wręcz smutne. O wszystkich ostro się tam dyskutuje.

Dlaczego smutne?

W przypadku pierwszej z nich wiele mówi już tytuł: "Plądrowanie świata. Jak elity finansowe próbują nas wywłaszczyć". Jej autorem jest dziennikarz Michael Maier, były redaktor naczelny hamburskiego magazynu "Stern" i wiedeńskiego dziennika "Die Presse".

O co chodzi z tym plądrowaniem?

Maier dowodzi, że światem zawładnęły potężne grupy interesu z sektorem finansowym na czele. Dla tych nowych władców najważniejszy jest koniec dnia na giełdzie - czyli jak najszybszy zysk, nie myślą też oni w kategoriach dobra wspólnego. Na dodatek są tak potężni, że udaje im się poprzez lobbing i powiązania z politykami wymuszać regulacje, które napędzają zadłużanie się krajów i ludzi. Ale dyktat nowych władców jest obarczony brakiem głębszej refleksji. Oni nie dostrzegają, że uprawiane przez nich plądrowanie świata zagraża systemowi, na którym oparta jest zachodnia cywilizacja: wolnemu rynkowi, kapitalizmowi, demokracji i w końcu samemu państwu.

A kolejna książka?

Jeszcze smutniejsza. Jej autorem jest najgłośniejszy obecnie niemiecki filozof Peter Sloterdijk. Rzecz nosi tytuł "Straszliwe dzieci nowoczesności".

Też mocno...

Mówi się o tej książce jako o czarnej księdze przyszłych pokoleń. Sloterdijka niepokoi erozja systemu wartości, zerwanie z tradycją i powierzchowność, która towarzyszy nowym czasom. Pisze, że wskutek wszechogarniającej komercjalizacji ludzie powoli przestają rozumieć język inny niż finansowy. Dopóki mówi się o tym, co się opłaca, a co nie, wszystko jest w porządku. Ale w momencie, gdy usuniemy z równania finanse, ludzie natychmiast stają się bezradni. Nie wiedzą, co wolno, a czego nie, co warte jest poświęcenia, a w co lepiej się nie angażować.

Dla ekonomisty takie wynurzenia muszą być straszliwym naiwniactwem.

To prawda, że Sloterdijk kreśli dość apokaliptyczną wizję społeczeństwa, co budzi wątpliwości. Ale zarazem tylko ślepcy nie dostrzegają przejawów anomii we współczesnym świecie. Zresztą Sloterdijk już przed kilku laty, choć bardziej ironicznie, wskazywał, że wszystkiemu winien jest Harry Potter. Bo potter to w języku angielskim garncarz, ktoś wytwarzający puste naczynia. To analogia do spekulacji kreujących pusty pieniądz, bo finansowa garncarska magia prowadzi do ekscesów zagrażających zdrowiu gospodarki realnej. Tego typu rozważania nie są naiwniactwem. Tym bardziej, że refleksje Sloterdijka korespondują z ekonomicznymi tezami opublikowanej niedawno w Niemczech książki "Nasz dobrobyt i jego wrogowie", której autor wskazuje na erozję systemu wartości i na to, że słowo "przyzwoitość" powoli staje się niebytem.

Też wyrazisty tytuł.

I również nienapawający optymizmem. Autorem jest Gabor Steingart, szef gazety finansowej "Handelsblatt". Steingart wskazuje na sprzeniewierzanie się w Niemczech idei społecznej gospodarki rynkowej, formalnie obowiązującemu ustrojowemu modelowi równowagi, w którym godzone są cele ekonomiczne, społeczne i ekologiczne. Wskazuje na zagrożenia wynikające z nieprzejrzystych i niezdrowych powiązań rządów i banków. Stwierdza wręcz, że politycy ratują banki, banki ratują rządy, ale banki i rządy w końcu i tak wymagają pomocy banków emisyjnych, które udzielają jej, dodrukowując pieniądze. Czyli odbywa się to kosztem społeczeństwa. Ale to niewiele pomaga, bo leczy się objawy, a nie przyczyny schorzeń. A - jak twierdzi Steigart - schorzenia pogłębiają się, bo bezczeszczone są zasady gospodarki rynkowej.

Czy to właśnie pesymizm jest wspólną i dominującą cechą tych książek?

Rzeczywiście książki te pokazują ciemne strony rynkowych gospodarek Zachodu. Ale ich walorem jest to, że autorzy nie tylko identyfikują słabości czy wręcz błędy systemowe, które popełniamy, lecz także wskazują możliwe kierunki zmian. Książki te zatem mają walor użyteczności praktycznej, przede wszystkim dla głównych aktorów życia społeczno-gospodarczego. Poza tym książki te łączy myślenie ukierunkowane na szukanie równowagi między realizacją celów ekonomicznych, społecznych i ekologicznych. Takiego kompleksowego myślenia w wielu krajach, w tym w Polsce, wciąż brakuje.

@RY1@i02/2014/192/i02.2014.192.00000280b.101.jpg@RY2@

materiały prasowe

Elżbieta Mączyńska profesor ekonomii i prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, wykłada w Szkole Głównej Handlowej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.