Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Ludzie, ratujcie internet!

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Minął bezkrytyczny zachwyt nad siecią. Bo jasne staje się, że internet rozbił stare monopole, ale tylko po to, by błyskawicznie zastąpić je nowymi

Alkiem Tarkowskim

@RY1@i02/2014/153/i02.2014.153.00000240a.802.jpg@RY2@

Marek Matusiak

Alek Tarkowski socjolog internetu, dyrektor Centrum Cyfrowego Projekt: Polska i koordynator polskiego oddziału Creative Commons. W latach 2008-2011 członek zespołu doradców strategicznych przy premierze

Jakaś nowa lektura?

O, tak. Książka nosi tytuł "Peoples Platform", czyli "Platforma ludowa". Tą platformą jest oczywiście internet.

Brzmi dobrze. A kto to napisał?

Astra Taylor.

Nie słyszałem.

To dość młoda reżyserka. Autorka dokumentu o Sławoju Żiżku, słoweńskim socjologu i filozofie. Także współtwórczyni gazetki obozowej kursującej w czasie akcji Occupy Wall Street. Mówiąc krótko, Taylor to lewaczka, która postanowiła napisać książkę o internecie. I o tym, jak odzyskać nad nim kontrolę.

To internet się wymknął spod kontroli?

Jak się patrzy na historię internetu, trochę to tak wygląda. Taylor przypomina, że kiedyś była to publiczna i akademicka sieć non profit. Z mocy prawa nie można było w internecie prowadzić działalności gospodarczej, a sama struktura sieci sprzyjała oddolnej, rozproszonej innowacyjności. Dopiero potem, wraz z szybkim rozwojem, nastąpiła jej prywatyzacja, połączona ze skupieniem ruchu internetowego w niewielkiej liczbie komercyjnych serwisów. Początkowo temu rozwojowi towarzyszył wielki optymizm. Gdy się dziś patrzy na książki o sieci powstające na przełomie XX w. i XXI w., to mamy całą plejadę jego piewców: założyciela magazynu "Wired" Kevina Kellyego, przedsiębiorcę z Doliny Krzemowej Setha Godina czy pisarza Claya Shirkyego. Oni budowali wielką narrację na cześć internetu, który zrewolucjonizuje nasze życie i uczyni je lepszym.

A każdy, kto się przeciwstawia, jest XXI-wiecznym luddystą, który łudzi się, że można zatrzymać postęp technologiczny...

Dziś takie bezkrytyczne myślenie o internecie okazuje się być bardziej ideologią niż trzeźwą oceną sytuacji. I coraz więcej jest książek takich, jak ta Astry Taylor. One próbują zmierzyć się z pytaniem, czy nie jest przypadkiem tak, że internet rozbija stare monopole, ale tylko po to, by zaraz zastąpić je nowymi. A z punktu widzenia twórcy - muzyka albo dziennikarza - czy na lepsze zmienia warunki pracy?

I co z tym - zdaniem Astry Taylor - da się zrobić?

Dział recept w tego typu książkach jest bardzo krótki. I to jest ich najsłabsza strona. A przy tym dowód, że na część problemów najwyraźniej brak na razie rozwiązania. Nie tylko u Astry Taylor, lecz również w nowych książkach takich krytyków sieci jak Jewgenij Morozow czy Wojciech Orliński. W książce "The Peoples Platform" pomysłem na przyszłość kultury czy mediów w internecie jest ich częściowa dekomercjalizacja. Czyli pójście drogą takich rozwiązań jak ekobazary, gdzie świadomi konsumenci płacą kilka razy więcej za warzywa i owoce, bo wiedzą, że one pochodzą ze sprawdzonego źródła. Albo tak jak w modelu community supported agriculture, który polega na tym, że kupuje się udział w gospodarstwie i przez całe lato dostaje się warzywa. Podobnie miałoby wyglądać wspieranie kultury jako rodzaju dobra wspólnego. Różnego rodzaju spółdzielnie twórców albo modele crowdfundingowe już dziś działają, ale są to zjawiska niszowe. Inne rozwiązania, takie jak opłaty abonamentowe za korzystanie z twórczości w internecie, pozostają na papierze.

Czyli jednak internet jest nie do uratowania? Już na zawsze pozostanie w łapach Google''a czy Facebooka?

Jest jeszcze droga częściowych regulacji. Na przykład wprowadzenia zasady, że Amazon nie powinien być wydawcą prasowym. A Apple nie może za pomocą ceny muzyki manipulować rynkami sprzętu.

Czyli jednak regulacja!

Pewnie tak. I to być może jest najważniejszym przesłaniem książek takich, jak ta, o której rozmawiamy. Bo może sieć już dojrzała do regulacji. Nie jest już słabym listkiem, którego ogrodnik nie powinien przycinać, żeby nie obumarł. To już solidne drzewko...

...które zaczęło szkodzić innym drzewom. Pasożytuje, zasłania światło...

Więc może należy je już traktować tak samo jak wszystkie inne elementy gospodarki. Choć marzy mi się regulacja, która dbałaby przy tym o początkowy, otwarty charakter sieci.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.