Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Wyobraź sobie, że nie ma państwa

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

"To nie musi być państwowe" jest pierwszą od dawna libertariańską książką polskiego autora, którą da się czytać.

Oczywiście, że najłatwiej chwalić książki, z którymi się zgadzamy. I ganić te, których przesłanie nam nie podchodzi. Ale czasem zdarzają się lektury zaskakujące. Czyli takie, z którymi całym sercem się nie zgadzamy, a jednak są tak udanym produktem, że można je tylko polecić. "To nie musi być państwowe" na pewno na taką pochwałę zasługuje.

Żeby nie było żadnych wątpliwości. To jest książka radykalna. W zasadzie nawet fanatyczna. A jej autor nie tylko uważa, że prywatne jest zwykle lepsze od państwowego. On idzie dużo dalej. Uważa, że państwo powinno w całości zniknąć z życia społecznego. Z jego perspektywy nawet Milton Friedman, Friedrich von Hayek, ba, nawet Leszek Balcerowicz i Janusz Korwin-Mikke to nie są prawdziwi wolnorynkowcy. Bo oni wszyscy dopuszczają pewien margines kompromisu z państwem. Balcerowicz na przykład godzi się na państwowy monopol produkcji pieniądza oraz daleko posunięty nadzór nad sektorem bankowym. A Korwin-Mikke głosi, że państwo powinno jednak sprawować skutecznie swoje funkcje policyjne czy obronne.

Tymczasem Jakub Wozinski jest zdania, że sprywatyzować można wszystko. I że w ogóle można wyobrazić sobie świat, w którym nie ma państwa. A ten świat się zdaniem Wozinskiego wcale nie zawali. Przeciwnie, będzie się w nim żyło dużo lepiej. W książce "To nie musi być państwowe" pokazuje to bardzo metodycznie i sugestywnie. Przygląda się więc kolejnym dziedzinom życia, w których państwo się - jego zdaniem - rozpanoszyło. Od obszarów czysto gospodarczych (energetyka, giełda, koleje) przez usługi publiczne, takie jak poczta, policja, służba zdrowia. Po mniej oczywiste: religię, architekturę czy muzykę i film. Przedstawiane przez niego przykłady odwołują się zazwyczaj do historii - często bardzo głębokiej, nierzadko przednowoczesnej, gdy państwo jeszcze nie okrzepło, ale ludzie jakoś dawali sobie radę. I choć czasem odwołania nie są do końca przekonujące, to jednak zawsze erudycyjne. A wywód klarowny i bardzo czytelnikowi przyjazny. Irytować może tylko to, że Wodzinski nigdy właściwie nie próbuje swoich dowodów zweryfikować. Efekty uboczne prywatyzacji różnych dziedzin pomija. I albo koncentruje się wyłącznie na pozytywach, albo mówi, że problemy z wolnym rynkiem to tylko przejściowe trudności, wynikające wyłącznie z tego, że tego wolnego rynku jest za mało.

To z jego strony dość sprytne zagranie. Bo już na wstępie swojej książki pisze, że jego celem nie są rozważania, czy radykalną strategię wolnorynkową da się kiedykolwiek i gdziekolwiek w dzisiejszym świecie wprowadzić w życie. Tym zastrzeżeniem zabezpiecza piętę achillesową swojej argumentacji. A więc jej skrajny idealizm i pewną nieżyciowość. Jeśli jednak traktować "To nie musi być państwowe" nie jako konkretną propozycję polityczną, lecz jako ciekawe erudycyjne kompendium wiedzy o zaletach wolnego rynku, to książka nie ma sobie w Polsce równych. Skutki uboczne trzeba próbować sobie wyobrazić. Ale to inteligentny czytelnik może przecież zrobić sam.

@RY1@i02/2014/133/i02.2014.133.000002100.802.jpg@RY2@

Jakub Wozinski, "To nie musi być państwowe", Wydawnictwo Prohibita, Warszawa 2014

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.