Ręka Boga, zęby Battistona, Zidane jak szybkowar i trójkolorowy bunt
Mistrzostwa świata to nie tylko piękne mecze i bramki. To również dopingowe wpadki, skandale, oszustwa i bójki. Także z udziałem takich gwiazd piłki nożnej, jak Diego Maradona czy Zinédine Zidane
Dla wielu kibiców - nie tylko urodzonych w Argentynie - nie było i nie będzie lepszego piłkarza niż Diego Armando Maradona. Kto wie zresztą, czy nie mają racji, bo to, co wyprawiał na mundialu w Meksyku (1986), urosło już do rangi legendy. Zwłaszcza zakończony golem niesamowity rajd przez pół boiska w ćwierćfinałowym meczu z Anglią. W tym samym spotkaniu Maradona przeszedł jednak do historii również z innego powodu...
Ręka Boga
W taki oto - trzeba przyznać, że dość oryginalny - sposób tłumaczył swoje zachowanie przy pierwszej bramce dla Argentyny. A ściślej to, w jaki sposób udało mu się wygrać pojedynek w powietrzu z wyższym od siebie o 20 cm Peterem Shiltonem. Tym bardziej że angielski bramkarz mógł legalnie używać w tej sytuacji rąk, bo miała ona miejsce w jego polu karnym (zagadką pozostaje, jakim cudem nie zauważył tego sędzia). Argentyńczyk szedł w zaparte, twierdząc, że w ferworze walki nie pamięta, którą częścią ciała uderzył piłkę. W końcu palnął coś o boskiej interwencji. Taki tytuł nosi nawet jedna z jego biografii.
Maradona po latach dorobił do tamtej sytuacji jeszcze jeden wątek - polityczny. Stwierdził, że nie mógł się przyznać do nieczystego zagrania, bo ten mecz był dla Argentyńczyków rewanżem za przegraną kilka lat wcześniej wojnę o Falklandy. Coś w tym rzeczywiście było, bo po powrocie z mundialu został okrzyknięty narodowym bohaterem - nie tylko dlatego, że Argentyńczycy wywalczyli złote medale. Dla reszty świata jego postępek był kolejnym dowodem na to, że fair play w wyczynowym sporcie przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
"Spisek" FIFA
Maradona wywoływał skandale na każdym z czterech mundiali, na których zagrał. Ten w 1982 r. zakończył czerwoną kartką za kopnięcie w krocze rywala. W 1990 r. stał się niemal wrogiem publicznym we Włoszech, bo przed półfinałowym meczem ze Squadra Azzurra wezwał kibiców z Neapolu (sam był w tym czasie gwiazdą SSC Napoli), by... kibicowali Argentynie. W trakcie finału w Rzymie każde jego dojście do piłki kibice kwitowali przeraźliwymi gwizdami.
Cztery lata później cały świat zmroził komunikat o tym, że w organizmie Maradony wykryto efedrynę. Nie pomogło - dość naiwne, trzeba przyznać - tłumaczenie, że zakazany środek zażył przypadkiem (miał być w napoju izotonicznym, który nieopatrznie wypił). Zdyskwalifikowany doszukiwał się później w całej aferze... spisku FIFA.
Chciał płacić za koronki
W historii mistrzostw wiele było brutalnych fauli, ale żaden nie może równać się z tym z Sewilli (1982). W 60. minucie półfinałowego meczu wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Patrick Battiston stanął przed szansą zdobycia gola. Był sam na sam z bramkarzem rywali. Chybił, a chwilę potem Harald Schumacher z całym impetem wpadł na niego, uderzając biodrem prosto w twarz. Francuz opuścił boisko nieprzytomny, ze złamaną szczęką i urazem głowy. Stracił też trzy zęby. - Myślałem, że nie żyje - wspominał później Michel Platini.
Oburzenie wywołała wtedy nie tylko brutalność niemieckiego bramkarza, lecz także reakcja sędziego, który nie pokazał mu za ten faul nawet żółtej kartki. Nie było nawet rzutu wolnego. Po meczu Schumacher pytany o uraz rywala wypalił beztrosko, że "chętnie zapłaci za jego koronki".
Co powiedział Materazzi
Zidane jest trochę jak... szybkowar. Nic się nie dzieje, a jak w końcu pier..., to nie wiadomo, co i kiedy - żartował rok temu były selekcjoner reprezentacji Francji Raymond Domenech. Celnie, bo w karierze "Zizou" nie brakowało chwil szaleństwa. Ta była jednak najsłynniejsza, bo w finale mistrzostw świata (2006) sprowokowany przez Marco Materazziego przewrócił Włocha "strzałem z byka". Wyleciał za to z boiska, a osłabieni Trójkolorowi przegrali po serii rzutów karnych.
Zidane do dziś nie wyjawił, co tak wyprowadziło go z równowagi (stwierdził tylko, że to "obrażało jego matkę i siostrę"). Materazzi wydał za to później książkę zatytułowaną: "Co naprawdę powiedziałem Zidane’owi", w której zawarł 249 możliwości różnych wersji. - Tylko jedna jest prawdziwa - zaznaczył.
Faceci w czerni
Mam nadzieję, że to był tylko przypadek, fatalny błąd... Bo jeśli nie, to musiałbym zakończyć jutro karierę, a zamierzam jeszcze przez wiele lat grać w piłkę - stwierdził Iker Casillas po porażce Hiszpanów z Koreą Południową w ćwierćfinale mistrzostw świata w 2002 r.
Miał powody do frustracji, bo egipski sędzia Gamal Ghandour nie uznał Hiszpanom w tamtym meczu dwóch prawidłowo strzelonych bramek. Na tamtym mundialu w ogóle działy się cuda, bo faceci w czerni holowali Koreańczyków dosłownie za uszy. W 1/8 finału Ekwadorczyk Byron Moreno najpierw nie uznał Włochom prawidłowo zdobytego gola, a potem wyrzucił z boiska Francesco Tottiego za próbę wymuszenia rzutu karnego - zdaniem większości obserwatorów faul był ewidentny.
Trzy żółte kartki
W porównaniu do wyczynów Ghandoura i Moreno zupełnie niewinnie wygląda pomyłka Anglika Grahama Pola, który w meczu Australii z Chorwacją wyrzucił z boiska Josipa Šimunicia dopiero po pokazaniu mu trzech żółtych kartek. Co ciekawe, Chorwat po otrzymaniu drugiej sam chciał - zgodnie z przepisami - zejść do szatni. Nikt mu jednak tego nie nakazał.
Trójkolorowy bunt
Wyjść na trening podczas poprzednich mistrzostw świata (w RPA) nakazał swoim zawodnikom wspomniany już Domenech. Problem w tym, że ci go nie posłuchali. Wszystko zaczęło się od scysji między selekcjonerem a Nicolasem Anelką w przerwie grupowego meczu z Meksykiem. Trener skrytykował w szatni piłkarza. Ten wypalił w odpowiedzi: "Pier... się w du..., ty skur...", za co został usunięty z drużyny. Problem w tym, że w jego obronie stanęło kilku kolegów i w pewnym momencie wydawało się nawet, że Domenech będzie miał problem z uzbieraniem 11 graczy na ostatni mecz z RPA. Ostatecznie wystawił skład m.in. bez Anelki, Florenta Maloudy, Érica Abidala i kapitana Patrice’a Evry. Francja przegrała 1:2 i odpadła z turnieju.
Francuska Federacja Piłkarska ukarała później pięciu zawodników, którzy mieli odgrywać główne role w buncie. Anelkę zawieszono na 18 meczów reprezentacji, Evrę - na pięć, Francka Ribery’ego - na trzy, a Jérémy’ego Toulalana - na jeden.
- Ja ukarałbym ich znacznie surowiej: dożywotnim zawieszeniem - tak skomentował zachowanie młodszych kolegów Michel Platini.
Śmierć za gola
Na koniec historia najsmutniejsza. Podczas mundialu w 1994 r. samobójczą bramkę w meczu z USA strzelił Kolumbijczyk Andrés Escobar. Typowany w gronie faworytów do miejsca na podium zespół przegrał i musiał wracać do domu już po fazie grupowej. Escobar został później zamordowany pod jednym z nocnych klubów w mieście Medellín. Morderca oddał sześć strzałów. Według relacji świadków po każdym krzyczał: "Gol!".
@RY1@i02/2014/118/i02.2014.118.000002400.101.jpg@RY2@
AFP/EAST NEWS
Hubert Zdankiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu