Od socjalizmu do kapitalizmu
Historycznym początkiem wielkich przemian politycznych oraz gospodarczych w naszym kraju był rok 1989. Przemiany objęły absolutnie wszystkie dziedziny życia Polaków. Nie ominęły rzecz jasna także tak kluczowych sektorów przemysłowych jak rafineria czy petrochemia, a także handel paliwami. Za symboliczny początek rozpoczętych wtedy zmian można by uznać zniesienie funkcjonujących od kilku lat kartek na benzynę
To historyczne wydarzenie nastąpiło 1 sierpnia 1989 r. Decyzję o zlikwidowaniu systemu kartkowego podjął ostatni komunistyczny premier Polski Mieczysław Rakowski, a wprowadził ją w życie dokładnie ostatniego dnia urzędowania swojego gabinetu. Tryb, w jakim przeprowadzono tak radykalne, jak na PRL zmiany, mógł zaskakiwać, szczególnie że wcześniejsze wycofanie kartek na niektóre produkty przygotowywano długo i ostrożnie. Jeszcze bardziej intrygujące było to, że PZPR-owski szef rządu zlikwidował kartki niespełna dwa miesiące po tym, jak jego partia poniosła sromotną przegraną w pierwszych po wojnie częściowo-wolnych wyborach parlamentarnych w Polsce. Wszystko to stało się powodem do dociekań i spekulacji. Według jednej z opinii, która cieszyła się wtedy sporą popularnością, likwidacja systemu kartkowego miała być podłożeniem świni demokratycznej opozycji, która właśnie dochodziła do władzy. Aparatczycy z PZPR mieli bowiem dojść do wniosku, że zaraz po zarzuceniu reglamentacji w handlu zapanuje kompletny chaos, a społeczne niezadowolenie, jakie musi się wtedy pojawić, obróci się przeciwko nowej władzy, czyli Lechowi Wałęsie i jego ludziom.
Początkowo rzeczywiście uwolnienie rynku, polegające na zniesieniu reglamentacji, wywołało oburzenie Polaków. W pierwszym tygodniu sierpnia, pomimo ogromnego entuzjazmu, jaki panował wciąż w społeczeństwie po niedawnych, zwycięskich dla "Solidarności" wyborach, odnotowano aż 206 różnego rodzaju konfliktów, w tym 85 strajków, które wybuchły z powodu skutków zlikwidowania kartek. Chodzi zresztą głównie o niedobory żywności, a nie paliw. Z czasem jednak sytuacja ulegała poprawie, przede wszystkim za sprawą tworzącego się na oczach Polaków wolnego rynku. To właśnie dzięki niemu już po kilku miesiącach gospodarka niedoboru przekształciła się w gospodarkę nadpodaży, choć nie można przy tej okazji dodać, że nagłe, niepoprzedzone żadnymi przygotowaniami zniesienie kartek przyczyniło się do wzrostu cen oraz tego, że w 1989 r. inflacja przekroczyła 250 proc., a w roku następnym sięgnęła prawie 590 proc.
To, że dość szybko okazało się, iż polska gospodarka radzi sobie bez odgórnej reglamentacji niemal wszystkiego, musiało być dla socjalistycznych planistów dużym zaskoczeniem. Zarówno oni, jak i obywatele PRL przez lata zdążyli się bowiem przyzwyczaić do kartek, które stały się stałym i - wydawać się może - nieodzownym elementem handlu.
Pierwsze kartki w PRL (poza tymi, które krótko obowiązywały w latach 50. XX wieku), zwane wtedy oficjalnie biletami towarowymi, ponieważ termin "kartka" kojarzony był wciąż z okresem hitlerowskiej okupacji, wprowadzono w 1976 r. Na kartki sprzedawano wówczas tylko cukier. Później jednak system kartkowej reglamentacji stopniowo obejmował coraz liczniejsze grupy towarów. Ostatecznie było ich znacznie więcej niż w okresie okupacji podczas II wojny światowej. A po ogłoszeniu w 1981 r. stanu wojennego wprowadzono także kartki na benzynę.
Najpierw przy każdym tankowaniu w dowodzie opłaty składki ubezpieczeniowej pojazdu wbijano na stacji paliw odpowiedni stempel, potem wprowadzono w tym celu specjalne karty do stemplowania, na koniec - podobnie jak w przypadku wszystkich pozostałych kartek na towary - obowiązywały wycinane kupony. W 1982 r. limit, jaki przepadał na najpopularniejsze wtedy auto, którym był oczywiście polski fiat 126p, wynosił 30 litrów benzyny miesięcznie. Przy czym jednorazowo można było zatankować tylko 10 litrów.
System kartkowy, który były protezą służącą do łatania dziury socjalistycznej gospodarki, sam również był pełen dziur. Oto na przykład karty benzynowe, jak je oficjalnie nazywano, otrzymywali posiadacze samochodów oraz motocykli (czyli pojazdów, które musiały być ubezpieczone), natomiast problem mieli właściciele motorowerów, których się nie ubezpieczało. Jak to w PRL-u, byli też równi i równiejsi. W dowód uznania można było otrzymać specjalne, dodatkowe kartki na benzynę (przyznawali je m.in. dyrektorzy wielkich przedsiębiorstw). I tu otwierało się pole do nadużyć, co skutkowało oczywiście co najmniej kilkoma sporymi aferami.
O ile sprzedaż benzyny była reglamentowana, to olej napędowy można już było kupić (o ile tylko był na stacji) bez jakichkolwiek kartek. Dlatego też sprytni taksówkarze wymieniali benzynowe silniki w swoich warszawach na diesle, które montowano wtedy w multicarach - niewielkich wózkach służących głównie do przewozu węgla. Kartki na benzynę, które im wciąż przysługiwały, sprzedawali zaś z wielkim zyskiem.
Tak oto definitywny koniec kartek na benzynę oznaczał także kres wszystkich tych patologii i stał się początkiem współczesnego polskiego przemysłu paliwowego, którego największym przedstawicielem jest dziś PKN Orlen.
Jednak 25 lat temu nie tylko nie było jeszcze firmy z tą nazwą, ale nawet nikt jeszcze nie wiedział, że w ogóle powstanie. W 1989 r. minęło 30 lat od momentu, gdy PRL-owskie władze podjęły decyzję o utworzeniu Mazowieckich Zakładów Rafineryjnych i Petrochemicznych w Płocku. To właśnie to, uruchomione w 1961 r., przedsiębiorstwo stało się bazą, na której z czasem wyrósł dzisiejszy narodowy champion.
Jednym z pierwszych formalnych kroków, jakie trzeba było zrobić w tym kierunku, było przekształcenie państwowego MZRiP w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa. Stało się to niemal dokładnie 21 lat temu - 1 lipca 1993 r. Firma otrzymała przy okazji nową nazwę - Petrochemia Płocka SA. Wprowadzono również nowy, choć nawiązujący do poprzedniego, znak firmowy, w którym - oprócz funkcjonującej dotychczas stylizowanej litery "P" (oznaczającej według jednych petrochemię, a według innych miasto Płock), zamkniętej w retorcie, czyli specjalistycznym naczyniu chemicznym - znalazła się też nowa nazwa przedsiębiorstwa. Jeszcze w tym samym roku takie właśnie logo zaczęto umieszczać zarówno na stacjach paliwowych Petrochemii Płockiej, jak i na należących do niej autocysternach. W późniejszych latach kolorami nowej firmy stały się barwy biała i niebieska, które wciąż bywają kojarzone z płocką fabryką.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu