Linda za Jordanem
Film "Sara" Macieja Ślesickiego z Bogusławem Lindą w roli głównej bije rekordy popularności. W pierwszym tygodniu obejrzało go 100 tysięcy widzów. Po dziesięciu dniach widownia zwiększyła się do 250 tysięcy. Taka frekwencja na polskim filmie jest zjawiskiem wyjątkowym. W ostatnich latach lepszym wynikiem mogły pochwalić się tylko "Psy" Władysława Pasikowskiego. W pokonanym polu zostały "Młode Wilki", "Faustyna", Nocne graffiti".
Trudno w to uwierzyć, ale film Ślesickiego konkuruje również z hollywoodzkimi superprodukcjami. Lepsze otwarcie (pierwszy tydzień na ekranach) miał w tym roku jedynie "Kosmiczny mecz" z Michaelem Jordanem w roli głównej. Z "Sarą" przegrały filmy głośne i obsypane nagrodami - wśród nich m.in. "Angielski pacjent" i "Skandalista Larry Flynt". Tomasz Koć (przedstawiciel dystrybutora filmu) tak skomentował wyniki finansowe:
- Wszyscy chcieli mieć ten film. Maciek Ślesicki (po "Tacie") jest pewniakiem. Trafił w oczekiwania tych , którzy chodzą do kina.
"Tato sukcesu" - Maciej Ślesicki powiedział nam:
- Na ten film wylano kubeł pomyj. Jest to o tyle przykre, że nie mam takiej grubej skóry. Mnie to boli. "Sara" jest bajką, próbą zabawy w kino. Myślałem, że tak zostanie odebrana i nikt nie będzie porównywał jej z filmami Bergmana. Wiedziałem od początku, że dostanie po tyłku od recenzentów, ale nie myślałem, że aż tak.
Cały dowcip polega na tym, że ja chodzę do kina i oglądam filmy z publicznością. Sam robię projekcje testowe. A dziennikarze nie chodzą do kina, tylko na pokazy prasy i patrzą, czy Józek się zaśmiał. Później czytamy, co kto napisał. Jeśli facet w gazecie pisze, że film jest do d..., a potem na ten sam film przychodzi pół miliona ludzi, to wszędzie na świecie ten facet byłby skończony.
Po przeczytaniu recenzji z "Sary" pomyślałem sobie, że może już w ogóle nie powinienem robić filmów, po prostu nie umiem. Komuś muszę zaufać - albo czterem czy siedmiu ludziom, którzy czepiają się bezpardonowo, albo widzom. Wczoraj dowiedziałem się, że "Sarę" obejrzało tyle osób.
"Sarę" w pierwszym tygodniu obejrzało 100 tys. widzów. Taka frekwencja na polskim filmie jest zjawiskiem wyjątkowym
Katarzyna Józefowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu