Niby mamy taki postęp, a jednak...
Latamy w kosmos, potrafimy przeszczepić człowiekowi serce pawiana, z chłopców robimy dziewczynki, rozszczepiamy atom, jeździmy zdalnie sterowanymi łazikami po Marsie oraz jesteśmy w stanie zidentyfikować przestępcę na podstawie pryszcza, którego wycisnął sobie na miejscu zbrodni. To się nazywa postęp.
Obawiam się jednak, że nigdy nie będzie on w stanie rozwiązać prawdziwych, trapiących nas problemów. Nie poradzili sobie z nimi nasi pradziadkowie, nie poradzą sobie i nasze prawnuki. A chodzi o rzeczy banalne. Weźmy takie masło - nikt jeszcze nie wymyślił takiej kostki, która po wyjęciu z lodówki nie miałaby konsystencji granitu, a po leżeniu przez cały dzień na kuchennym blacie nie przypominałaby przetrawionego budyniu. Innymi słowy - modyfikujemy genetycznie maliny, tak że wielkością przypominają dynie, a nie potrafimy okiełznać masła.
Inna nurtująca mnie kwestia dotyczy naszych czworonożnych pupili. Na grzbiecie myszy udało się nam wyhodować ludzkie ucho, a owce odbijamy na genetycznej kserokopiarce, podczas gdy nie radzimy sobie z gubieniem sierści przez psy i koty. W efekcie samochód mojej koleżanki z pracy, którym często wozi swojego labradora czy inne bydlę, wygląda, jakby właśnie w jego wnętrzu ostrzyżono stado lam. Jak to możliwe, że w XXI wieku nie ma szamponu ani innego specyfiku, który by temu zapobiegał?
Jeżeli jesteście gotowi, to możemy przejść do prania. No więc obecnie mamy proszki wybielające tak dobrze, że gdyby Michael Jackson nadal żył i miał 20 lat, nie musiałby przechodzić żadnej operacji - wystarczyłoby, że natarłby się na noc vizirem. Moja nowoczesna pralka nie tylko świetnie czyści ciuchy, ale też je suszy i podobno nawet ma jakiś program do prasowania. A mimo to ciągle nie potrafi jednej rzeczy - nigdy, ale to przenigdy nie oddała mi wszystkich skarpetek, które do niej włożyłem.
Mamy też tubki z pastą do zębów, których 90 proc. wyciskamy przez tydzień, a pozostałe 10 proc. przez następny miesiąc. I pastę do butów, która po dwóch użyciach przestaje czyścić obuwie, a zaczyna brudzić cały przedpokój. I węże przy dystrybutorach, których - jak mniemam - nie da się zaprojektować tak, abym nie zalewał sobie za każdym razem spodni i butów.
A skoro jesteśmy przy stacjach benzynowych, to możemy płynnie przejść do samochodów. I podłokietników. W toyocie montują je na wysokości moich stóp, więc gdy korzystam z nich w sposób, w jaki sugeruje ich nazwa, wyglądam jak prof. Stephen Hawking. Volvo potrafi z dwulitrowego silnika wycisnąć ponad 300 koni, ale nie umie zaprojektować wartych trzy centy kawałków gumy odpowiedzialnych za usuwanie kropel deszczu z szyby czołowej, tak aby robiły to skutecznie także na autostradzie. A w BMW mają pierwszej jakości skórę, ekskluzywne drewno, metale szlachetne, a nie wpadli jeszcze na pomysł wykorzystania zwykłej watoliny do wyciszenia odgłosów, jakie wydaje z siebie ich dwulitrowy diesel. Miałem takie wrażenie podczas testu modelu 320d GT, mam takie także teraz, gdy opisuję 220d.
Pewien bardzo mądry człowiek z BMW próbował mi wytłumaczyć tę niekulturalność tym, że "silnik musi spełniać jakieś normy emisji czegoś tam, w związku z czym musi być zamontowany pod maską na czymś dziwnym i w związku z tym ma mniej czegoś innego, przez o pracuje głośniej". Wybaczcie, że nie jestem w stanie dokładniej go zacytować, ale nie słuchałem go dość uważnie, bo zupełnie mnie to nie interesuje. I was też nie powinno. Bo kiedy płacicie za kompaktowe auto prawie 150 tys. zł, macie prawo oczekiwać, że będzie w nim tak cicho, że usłyszycie własne myśli.
Pomijając tę hałaśliwą wadę, bmw 220d jest zaskakująco dobrym samochodem. Jest niewielkie, ma tylko jedną parę drzwi, agresywnie zarysowany przód i taką sylwetkę, że przez chwilę pomyślałem nawet, aby zaciągnąć je do łóżka. Mówiąc szczerze, w grupie kompaktowych coupe nie widzę dla niego żadnej konkurencji. Dotyczy to również wnętrza, którego nie można nazwać obszernym ani ciasnym. Jest po prostu idealnie skrojone. Jak garnitur uszyty na miarę - nie uciska w kroku, ale też nie wyglądacie w nim jak w habicie. Do tego typowa dla BMW ergonomia i precyzja układu kierowniczego, sprawiające, że między wami a autem zaczyna wsytępować jakaś chemia.
Innymi słowy 220d jest jak fajna dziewczyna poznana na imprezie - od razu zwracacie na nią uwagę, już wyobrażacie sobie pierwszą randkę, już myślami jesteście pod kołderką. Więc nie tracąc czasu, podchodzicie i mówicie: "Cześć, jestem Rysiek". A ona odpowiada wam głosem Władysława Bartoszewskiego. Cały czar pryska w ułamku sekundy. Przestaje Was interesować to, że jest szybka, zwinna i lubi ostrzej zaszaleć. Myślicie tylko o jednym - żeby ją zakneblować.
Ale zaraz, zaraz... Na horyzoncie pojawia się jej siostra bliźniaczka - identyczna, tylko dysponująca głosem Beyonce. Nazywa się M235i i ma obezwładniające 326 koni, sześć cylindrów i dużo bardziej szalone usposobienie - do setki dochodzi w 4,8 s, a maksymalnie popędzi nawet 250 km/h. Oczywiście wiążąc się z nią, musicie być przygotowani na wiele wyrzeczeń. Do ceny diesla dorzucić trzeba 60 tys. zł, a później poić ją takimi ilościami benzyny, że nieraz przejdzie wam przez myśl, aby oddać ją do AA. Jednak absolutnie za każdym razem, gdy chwycicie ją za włosy i brutalniej potraktujecie, obdaruje was taką ilością przyjemności i adrenaliny, że po każdej, nawet najkrótszej przejażdżce będziecie dla relaksu zapalali papierosa...
Apeluję do wszystkich singli oraz bezdzietnych par: porzućcie te idiotyczne SUV-y i limuzyny, w których wozicie głównie powietrze. Wybierając M235i, zyskacie na atrakcyjności, na wrażeniach z życia i na czasie. A jeżeli jesteście głuchymi centusiami i macie dziewczynę, której głos jest w stanie skruszyć masło wyjęte z lodówki - celujcie w 220d.
@RY1@i02/2014/083/i02.2014.083.000008000.803.jpg@RY2@
BMW 220d i M235i
@RY1@i02/2014/083/i02.2014.083.000008000.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk szef sekretariatu DGP
Łukasz Bąk
szef sekretariatu DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu