Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

O co kaman

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Wydawało mi się, że polski szołbiznes i kultura masowa sięgnęły dna w dniu premiery filmu "Kac Wawa". Ale gdy zobaczyłem fragmenty "Warsaw Shore" okazało się, że to dno znajduje się dużo, dużo głębiej i nawet Rów Mariański jest przy nim niczym niemowlęca wanienka. W ubiegłym tygodniu okazało się jednak, że znacznie poniżej poziomu "Warsaw Shore" i "Kac Wawy" zanurzył się w swoim gwiazdorskim batyskafie niejaki Michał Szpak - jedyny na świecie strach na wróble, który otrzymał propozycję rozbieranej sesji od "Playboya" (miałby wystąpić w niej w tym, w czym chadza na co dzień - w szpilkach, tipsach i różowych figach). Nie zgodził się jednak, twierdząc, że nie pozwala mu na to jego artystyczna dusza. A ujawnił ją w utworze "Happy Birthday", który odśpiewał przed całą Polską w dniu urodzin swojej siostry. Ruszał się przy tym, jakby wpadł do akwarium z piraniami, a po refrenie odebrał telefon z Berlina z propozycją wystąpienia na paradzie miłości w roli konferansjera. Marleny Szpak od tego dnia nikt nie widział. Szpaka niestety widzieli wszyscy - już następnego dnia pokazał się w śniadaniówce tefałenu. A mój półroczny syn autentycznie się rozpłakał, gdy go zobaczył.

Wniosek - jeżeli chcecie zaistnieć w świecie polskiego szołbiznesu, musicie być kompletnymi idiotami z parciem na szkło tak wielkim, że rodzenie dzieci jest przy nim pestką. Jednocześnie powinniście mieć świadomość, że konkurencja na tym rynku jest gigantyczna i przyjdzie wam zmierzyć się nie tylko z narąbanym Szycem, Trybsonem o IQ runa leśnego i ze strachem na wróble, lecz również ze śpiewającą Nataszą Urbańską. A uwierzcie mi - zniżenie się tak bardzo jak ona, to nie lada sztuka, wymagająca konsekwencji i uporu. Ze swoją najnowszą piosenką pt. "Rolowanie" Natasza zanurkowała w okolice jądra ziemi. W teledysku wylizuje całą armaturę w publicznej toalecie i tarza się w podejrzanych kałużach na jej podłodze, zachęcając przy tym w języku polglish, aby wziąć ją na "densflor". Dalej jest coś o "fejs demolejszyn", czyli prawdopodobnie gwiazda wybiega w przyszłość, sugerując, co zrobi jej Józefowicz, jak zobaczy wyżyny artystyczne, na jakie się wzniosła. W obawie przed tym Natasza postanawia podlizać mu się słowami: "Zrobię ci hardkor, tamten to as hol, zero temptejszen". Jest też coś o "rolowaniu blanta na bekstejdżu" i artystyczne pytanie zagubionej duszy: "O co kaman?". Cóż, wreszcie doczekaliśmy się hiciora, który w niecałych trzech minutach podsumowuje cały polski szołbiznes - osiągnął on poziom kibla, w którym wybiła kanalizacja.

Nie mam bladego pojęcia, jak w tym miejscu płynnie przejść do motoryzacji. Chociaż zaraz, zaraz... wydaje mi się, że Urbańska szczególnym upodobaniem darzy mercedesy. No więc, jako że ostatnio polubiłem te samochody, to szczerze radzę Mercedesowi - płaćcie Nataszy za to, żeby nie jeździła waszymi autami. Chyba nie chcecie być przezywani Mersedesem?

A teraz przeskakujemy na Volkswagena, czyli markę, która - co tu dużo ukrywać - nie cieszy się zbytnim uznaniem wśród ludzi z pierwszych stron gazet. Głównie dlatego, że jest Volkswagenem, czyli "autem dla ludu". Dla Volkswagena to dobrze - nie musi obawiać się o to, że passata czy golfa kupi jakaś gwiazda, a następnie przyniesie mu mnóstwo powodów do wstydu.

Passaty i golfy są dla ludzi rozsądnych, którzy mają głowę mocno osadzoną na karku. Z reguły nie interesują się tym, ile sekund zajmuje autu przyspieszenie do setki oraz ile wynosi jego prędkość maksymalna. Nie interesuje ich też wygląd auta i to, jaki kształt ma jego deska rozdzielcza. Ważne są zupełnie inne rzeczy - solidność wykonania, przestronność, komfort podróżowania, łatwość obsługi, ekonomia. Passat alltrack, którym jeździłem w ubiegłym tygodniu, we wszystkich tych kategoriach spisywał się naprawdę dobrze - miał prawie 600-litrowy bagażnik, mnóstwo miejsca na tylnej kanapie, a jego urządzenia pokładowe można było obsługiwać z zamkniętymi oczami. Do tego miał napęd na cztery koła i był podniesiony o kilka centymetrów względem standardowej wersji, co sugeruje, że nieźle poradziłby sobie na leśnych drogach i w śnieżnych zaspach.

Niestety Alltrack ma też kilka zasadniczych wad - 177-konny diesel połączony z sześciobiegowym automatem na autostradzie dostaje zadyszki i realnie spala 8-9 litrów oleju, a więc niemało. W takich warunkach w aucie robię się też dość głośno, a podwyższone nadwozie daje o sobie znać na zakrętach. Wnętrze pod względem urody i użytych materiałów najlepsze lata ma dawno za sobą. I jeszcze trzeba zapłacić za to wszystko 155 tys. zł plus przynajmniej kilkanaście dodatkowych tysięcy za dodatki. Mówiąc wprost - Passat Alltrack to nadal dobry Volkswagen, ale jednocześnie najgorszy, jakiego możecie obecnie kupić. Dużo lepszym wyborem jest nowy Golf Variant, czyli kombi. Tak się składa, że tuż po Alltracku wsiadłem właśnie do niego i po dojechaniu do domu zrozumiałem, w czym jest lepszy od Passata. Przede wszystkim jest nowocześniejszy - ma dużo lepszą i większą nawigację, radio, ładniejsze wskaźniki, a także przyjemniejszą dla oka stylistykę etc. Dużo lepiej się prowadzi, jest szybszy i znacznie cichszy, i to pomimo silnika słabszego o 27 koni. Mniej też pali i jest lepiej wykończony, a także ma większy bagażnik. Jest też wersja z napędem na cztery koła. I to wszystko za 50 tys. zł mniej!

Owszem Alltrack ma parę centymetrów wyższy prześwit niż Golf, ale umówmy się - nie ma to najmniejszego znaczenia, jeżeli nie mieszkacie na Uralu. Z kolei jeżeli mieszkacie na Uralu, to kupicie ładę nivę, a nie alltracka. Zatem sami widzicie, że z tego punktu widzenia Passat nie ma sensu. Pozostaje zatem ostatnia rzecz - prestiż. Trudno mi sobie wyobrazić, abyście, piastując kierownicze stanowisko w dużej firmie, jeździli golfem. To raczej auto dla waszych podwładnych. Ale z drugiej strony, jeżeli sprawicie sobie passata, musicie mieć świadomość, że pewnego dnia jeden z pracowników wyprzedzi was na autostradzie z miną zwycięzcy, w związku z czym będziecie musieli dyscyplinarnie zwolnić go z roboty. W ten sposób wyjdziecie na strasznych dupków. Dlatego lepiej zrobicie, kupując opla insignię. Albo czekając na zupełnie nowego Passata. Wszystkim innym szczerze radzę - jeżeli Urbańska przyprawia was o mdłości, nie wiecie, kim jest Trybson, a Szpak kojarzy się wam wyłącznie z ptakiem - bierzcie golfa. To idealny samochód dla was.

@RY1@i02/2014/011/i02.2014.011.00000170a.804.jpg@RY2@

@RY1@i02/2014/011/i02.2014.011.00000170a.805.jpg@RY2@

MATERIAŁY PRASOWE

@RY1@i02/2014/011/i02.2014.011.00000170a.806.jpg@RY2@

Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.