O sobie samych
W "Aktorach żydowskich" Anny Smolar i Michała Buszewicza aktorzy Teatru Żydowskiego w Warszawie sami sobie przykładają zwierciadło
To było moje prywatne zaskoczenie tegorocznej Boskiej Komedii. "Aktorów żydowskich" pokazywano w ważnej, a jednak bocznej sesji krakowskiego festiwalu, na niewielkiej scenie Teatru Bagatela przy ulicy Sarego, w dodatku wczesnym popołudniem. Poszedłem, bo warszawska premiera jakoś mi umknęła. Poza tym Teatr Żydowski nigdy nie był moim miejscem. Tradycyjne widowiska omijałem dużym łukiem, próby ożywienia poprzez spektakle Piotra Cieplaka i Michała Zadary uznałem za porażkę. Pozostałem również nieczuły na pojawiające się mniej więcej rok temu opowieści o nowym otwarciu sceny przy placu Grzybowskim w Warszawie, bo zawsze mierził mnie natrętny środowiskowy pijar. A wobec głośnego "Dybuka" Mai Kleczewskiej pozostałem z szacunkiem, ale i obojętnością.
Dlatego Anna Smolar nie miała ze mną łatwo. Tyle że nie ma łatwo z większością widzów, bo zanim odczaruje się Teatr Żydowski z potocznych o nim wyobrażeń, minie trochę czasu. Mam jednak pewność, że takie przedstawienia jak "Aktorzy żydowscy" są na tej drodze ogromnymi krokami.
Bardzo prosta to opowieść. Na scenie i wokół niej sześcioro aktorów Teatru Żydowskiego: Joanna Rzączyńska, Izabella Rzeszowska, Mariola Kuźnik, Małgorzata Trybalska, Ryszard Kluge, Jerzy Walczak. Najpierw oszałamiające perkusyjne solo Dominiki Korzenieckiej i już witają nas między rolą a prywatnością, zaczynają rytuał, aby osadzić siebie i nas w żydowskiej tradycji, częstują chałką. A za chwilę opowiadają o sobie. Padają daty najważniejszych zdarzeń, momenty narodzin dzieci, wcześniej matura albo rodzinne przełomy. Nieodmiennie pojawia się teatr, ten teatr, Teatr Żydowski. Ważne prywatnie role, ale też długie okresy zastoju. Gra w ansamblu w tle głównych postaci, a potem może awans do pierwszej linii. I wierność tradycji oraz konwencji, co z czasem staje się nie tylko powinnością, ale i obciążeniem. Kiedy przez lata próbuje się "Skrzypka na dachu", córki stają się matkami, a matki wchodzą w partie babć, nie może być inaczej. W "Aktorach żydowskich" słyszymy o tym z ust samych zainteresowanych prawdopodobnie po raz pierwszy.
Tymczasem są to świetni, naładowani energią artyści, co pokazują bezpretensjonalnie, nie wywołując ani pobłażliwych uśmiechów, ani współczucia. Przedstawieniem Anny Smolar mówią w imieniu własnym i kolegów, by wreszcie zacząć traktować ich poważnie. Jesteśmy im to winni.
Jacek Wakar,
Polskie Radio
@RY1@i02/2015/246/i02.2015.246.196000200.802.jpg@RY2@
magda hueckel
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu