Jego wnętrze odzwierciedla zewnętrze
Jeszcze dekadę temu z każdych większych targów motoryzacyjnych przywoziłem walizkę katalogów i folderów, w których koncerny motoryzacyjne zachwalały swoje najnowsze modele. Dzięki temu miałem co studiować przez kolejne pół roku, aż do następnych targów. Niestety kilka lat temu firmy doszły do wniosku, że znacznie tańsze niż drukowanie dużych zdjęć na błyszczącym papierze będzie umieszczanie ich na nośnikach USB. W efekcie obecnie mam w domu tyle różnorakich pendrive’ów, że poważnie zastanawiam się nad zbudowaniem z nich Sokoła Millennium w skali 1:1. Co najlepsze, 99 proc. z nich nigdy nie miało kontaktu z portem USB w moim komputerze. Pozwólcie, że w kilku słowach wytłumaczę wam dlaczego. Otóż zaletą papierowych katalogów było to, że mogłem przeglądać je podczas załatwiania porannych czynności fizjologicznych, co wprawiało mnie w doskonały humor na cały dzień. Żeby robić to teraz, najpierw musiałbym odpalić laptopa, zalogować się, odnaleźć pendrive’a z interesującym mnie modelem, podłączyć go, otworzyć folder, a na końcu moim oczom i tak ukazałby się komunikat "Plik uszkodzony" albo "Wybuch nastąpi za 10, 9, 8, 7...". Innymi słowy, żeby udać się z katalogiem do kibelka o 8 rano, musiałbym wstać o 4, a i tak misja zakończyłaby się niepowodzeniem, zszarganymi nerwami i zabrudzoną bielizną. Dlatego od kilku lat żadnego nie czytałem. Aż do wczoraj, kiedy to postanowiłem ściągnąć kilka katalogów bezpośrednio ze stron internetowych poszczególnych marek. I nie mogę się otrząsnąć po tym, co w nich przeczytałem.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.