W wolnej chwili
W ciągu 15 lat kariery wydali sześć płyt. Nagrywali muzykę do filmów (w reżyserii Bodo Koxa i Przemysława Wojcieszka), spektakli teatralnych (także Wojcieszka), byli nominowani do Paszportów Polityki, śpiewali wiersze Tuwima i Leśmiana, grali garażowego rocka, postrocka, mają na koncie popowe przeboje w stylu "Telefonu do przyjaciela", występowali na najważniejszych polskich festiwalach. Teraz przyszła okazja na świętowanie 15. urodzin i z tej okazji Pustki wypuściły płytę "Wydawało się". Zbiera ona numery z różnych okresów ich działalności, a dodatkowo zawiera nowe kompozycje. Całość pokazuje, że większość dyskografii Pustek wciąż się nie zestarzała. Doskonale brzmią chociażby "Lugola" czy "Wesoły jestem". Nowe piosenki też wypadają znakomicie: poprockowy przebój "O krok" i wzruszająca ballada "Liczę do dwóch". Album będzie dobrym świątecznym prezentem dla fanów polskiego okołorockowego grania. Pustki wciąż są w trasie promującej wydawnictwo, 13.12 zagrają w Lublinie. "Wydawało się" jest dostępne w trzech wariantach okładki.
@RY1@i02/2015/236/i02.2015.236.196000800.806.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Polacy mają wyjątkową słabość do francuskich artystów. Zachwyty nad niektórymi wokalistkami znad Sekwany są co prawda słuszne (Zaz), ale niektórych chyba kochamy zbyt mocno (Indila). Do zestawu Francuzek dołączyła niedawno urodzona w Toulouse Jain. W Polsce jest reklamowana głównie jako wykonawczyni przeboju "Come", wykorzystanego w reklamie jednego z kanałów TV. Jeżeli po tym numerze (dotarł na 1. miejsce polskiej iTunes Singles Chart) wyrobiliście sobie złą opinię o Jain, to niesłusznie. Wokalistka ma bowiem dużo więcej do zaoferowania niż w niespecjalnie ciekawym "Come". Na jej debiucie "Zanaka" zachwycają przede wszystkim numery nawiązujące do afrykańskich klimatów. Doskonały jest jej taneczno-afrykański "Makeba". Zachwyca rytmiczne "Mr Johnson", a reggae klimat wprowadza "You Can Blame Me". To nie jest jakiś nowatorski zestaw krzyżujący pop z world music. Ale jeżeli macie się zakochać w kolejnej francuskiej wokalistce, to Jain nie będzie złym wyborem. W lutym przyszłego roku będzie można posłuchać jej na żywo w warszawskiej Fabryce Trzciny.
@RY1@i02/2015/236/i02.2015.236.196000800.807.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
"Eden" w reżyserii Mii Hansen-Love jest opowieścią o złotej erze elektronicznej muzyki tanecznej i epoce, w której triumfy święcili didżeje. Jednym z nich jest Paul, młody paryżanin, który rozpoczyna karierę w tym samym czasie co duet Daft Punk. Poznajemy go we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, by wkroczyć z nim w nowe milenium. Życie chłopaka przypomina barwny teledysk. Rytm snu i czuwania wyznaczają całonocne rave’y, balangi i spotkania z kumplami. Na kokainowym haju wszystko nabiera wyrazistych barw i się odrealnia. Nic nie ma ciągłości, są tylko epizody. Kolejne związki, przygody seksualne, rozmowy, spotkania zlewają się w jedno. To, co dla bohatera realne, to pulsujący rytm i tłum na parkiecie. Dla Paula poza muzyką nie liczy się nic. Przychodzi jednak czas, gdy to wszystko się kończy, a świat zapomina o bohaterze. Pozostaje mu żyć przeszłością i kompulsywnie do niej wracać. Pierwowzorem postaci Paula był podobno brat reżyserki. "Eden" zdaje się jednak filmem nazbyt rozwlekłym i monotonnym.
@RY1@i02/2015/236/i02.2015.236.196000800.808.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Wyjściowy pomysł na "Gotham" jest kapitalny: pokazać początki służby policyjnej Jamesa Gordona oraz to, jak w mieście Batmana - który na razie jest młodym, osieroconym Bruce’em Wayne’em - rodziły się kariery komiksowych zbrodniarzy. Z wykonaniem niestety gorzej. Serial co prawda wygląda stylowo, ale niewiele więcej poza mrocznym klimatem ma do zaproponowania. Akcja - skupiająca się na Pingwinie budującym własne kryminalne imperium - rozciągnięta została aż na 22 epizody, nawiązania do mitologii Batmana często są zbyt mechaniczne i mało oryginalne, o ból głowy przyprawia wymyślona przez scenarzystów postać Fish Mooney władającej przestępczym podziemiem miasta. Świetnie za to sprawdza się szorstka relacja między Gordonem a znacznie bardziej doświadczonym (i skorumpowanym) sierżantem Bullockiem. Jednak po dziesiątkach znakomitych komiksów, po filmowej trylogii Christophera Nolana to zdecydowanie za mało, żeby przykuć uwagę na dłużej. Tylko dla najwierniejszych fanów Mrocznego Rycerza.
@RY1@i02/2015/236/i02.2015.236.196000800.809.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Współczesny świat zmierza ku zagładzie, która nastąpi szybciej, niż wszystkim się wydaje. Bezpiecznie jest tylko w krainie przyszłości, jak jednak się do niej dostać? Ta sztuka udała się kiedyś młodocianemu Frankowi Walkerowi (George Clooney), który jako 11-latek miał wielkie marzenia. Poznał krainę przyszłości, ale zawiódł i wyrzucono go z niej. Dziś jest zgorzkniałym facetem w średnim wieku, który zajmuje się hakowaniem, a w stosunku do ludzi jest opryskliwy. Ponadprzeciętnie inteligentna nastolatka Casey (Britt Robertson) przypomina trochę Walkera w dzieciństwie. Po pierwsze, ma wiedzę, dzięki której jest w stanie wyprowadzić w pole nawet pracowników NASA, po drugie - wiarę, że świat może zmierzać w dobrym kierunku. To Casey obudzi we Franku dawną pasję. Tylko tych dwoje ma szansę ocalić świat. Film Brada Birda ("Iniemamocni") powstały pod szyldem Disneya to nie najgorsze kino przygodowe powstałe z myślą o nastoletniej publiczności. Ma pozytywne przesłanie: do ocalenia świata wystarczą wiara i optymizm.
@RY1@i02/2015/236/i02.2015.236.196000800.810.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu