Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Stańczyk ożywa w trójwymiarze

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Kiedy ogląda się obrazy Matejki, można zauważyć powtarzające się przedmioty i stroje. Modele pojawiające się w filmie były tworzone na podstawie obrazków referencyjnych istniejących obiektów - mówi twórca animacji "Stańczyk" Hubert Piątkowski, kolejny finalista konkursu Pro Arte

Cyfrowa animacja jako forma dyplomu na akademii sztuk pięknych? O takich rzeczach jeszcze kilkanaście lat temu artystom, a co dopiero profesorom - nawet się nie śniło. Wraz z rozwojem nowych, interdyscyplinarnych kierunków podobne sytuacje stały się możliwe. I tak praca "Stańczyk" Huberta Piątkowskiego powstała w pracowni sztuki mediów cyfrowych na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Inspirowana etiudami słynnego studia Pixar fabuła jest wariacją na temat znanego obrazu Jana Matejki z Muzeum Narodowego w Warszawie. Ile czasu zajmuje stworzenie trzech i pół minuty cyfrowego filmu, jakie trudności niosła ze sobą praca nad scenariuszem, jaką tajemnicę kryją rekwizyty z obrazów Matejki oraz które techniki animacyjne są najbardziej czasochłonne - o tym opowiada sam artysta.

Czemu chciałeś opowiedzieć akurat o tym obrazie?

W dużej mierze na wybór obrazu Matejki "Stańczyk" wpłynęło to, w jakiej technice chciałem robić dyplom, a także związane z tym limity. Musiałem dobrać obraz, który mi pasował stylem i aspektem merytorycznym. Miałem też określone ramy czasowe, w których musiałem się zmieścić. Trzecim istotnym warunkiem były możliwości sprzętowe. Starałem się, aby cały projekt udało się zrealizować na posiadanym przeze mnie komputerze, który nie jest już pierwszej młodości.

Dlaczego zdecydowałeś się na animację, a nie na jakąś inną formę? Czy obraz, który oglądamy finalnie, jest zaanimowany w jakiejś konkretnej technice, a jeśli tak, to czemu ją wybrałeś?

Może dlatego, że u mnie na roku mało osób interesowało się animacją. Zajmowanie się czymś, co nie wszyscy umieją (nie twierdzę, że ja umiem, widzę błędy, jakie popełniam, i daleko jeszcze mi do tego, żeby nazwać się animatorem), zawsze wprowadza człowieka w dobry nastrój, chociaż czasem można popaść w megalomanię. Mam nadzieję, że mi się to nie przytrafi.

Technika, którą wybrałem, to animacja 3D. Ogólnie uważam, że określenie "3D" jest strasznie efekciarskie. Może z tego powodu, że jest uważane za strasznie skomplikowaną rzecz, ale nie do końca tak jest. Biorąc pod uwagę inne techniki animacji, technika trójwymiarowa zabiera mniej zasobów niż inne. Na przykład do animacji lalkowej musiałbym budować ręcznie wszystkie elementy. Dodatkowo trzeba by je potem ustawić w jakimś pomieszczeniu i zaanimować. To pożarłoby jeszcze więcej czasu niż sama budowa scen, nie mówiąc już o powtórzeniach nieudanych ujęć. Inne tradycyjne techniki też są dość czasochłonne. W technice trójwymiarowej szybko można wprowadzać korekty do animacji, co jest w miarę istotne, kiedy jest się początkującym animatorem.

Jak wyglądały przygotowania do stworzenia animacji i jak powstawał scenariusz? Dużo czytałeś, oglądałeś dawne malarstwo, by poznać klimat epoki?

Na początku to miała być animacja z lekkim, żartobliwym przekazem, wizualnie nawiązująca do pixarowych filmów, ale miałem problem z dokończeniem scenariusza. Samo odtworzenie "Stańczyka" było na początku pewną próbką, szkicem do stworzenia serii, powiedzmy trzech, czterech takich trójwymiarowych rekonstrukcji z drobnymi elementami animacji. Chciałem, by wyglądały trochę jak realizacja robiona na 600-lecie bitwy pod Grunwaldem, gdzie został "uprzestrzenniony" słynny obraz Matejki. Potem razem z promotorami mojego dyplomu doktorem Sławomirem Plewko i profesorem Grzegorzem Mazurkiem doszliśmy do wniosku, że okroimy projekt do jednego obrazu i krótkiej historii nawiązującej do niego. Kiedy ogląda się obrazy Matejki, można zauważyć powtarzające się przedmioty i stroje, które różnią się np. tylko kolorem. Modele pojawiające się w filmie były tworzone na podstawie obrazków referencyjnych istniejących obiektów, ale raczej nie stanowią ich wiernych cyfrowych kopii. Po prostu starałem się zachować pewien charakter epoki. Moje rodzeństwo interesuje się tym okresem historycznym i zawsze mogłem skorzystać z ich doświadczenia i wiedzy na temat epoki i zwyczajów XVI wieku.

@RY1@i02/2015/231/i02.2015.231.19600070b.805.jpg@RY2@

mat. prasowe

Animowany Stańczyk czeka na przebudzenie

Rozmawiała Anna Diduch,

Privmag.com

Sylwetki i prezentacje wszystkich finalistów konkursu ProArte znajdą Państwo także na stronie Kultura.dziennik.pl/ProArte

@RY1@i02/2015/231/i02.2015.231.19600070b.106.gif@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.