Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Literackie nowości

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Seria uroczych książeczek "Oto jest..." to prawdziwa perła. Choć Miroslav Šašek (1916-1980) tworzył ją z myślą o dzieciach, dorośli także docenią ich dowcip, inteligencję i wspaniałą oprawę graficzną. Czeski autor mówił w jednym z wywiadów, że chciał, by najmłodsi turyści zrozumieli, czym pasjonują się ich rodzice. Jeździł więc po świecie i rysował kolejne miejsca. Początkowo planował tylko trzy części (Paryż, Londyn i Rzym - wszystkie ukazały się także po polsku), ale ostatecznie przez lata seria rozrosła się do osiemnastu części. W swoich dziełach Šašek łączył eleganckie rysunki - jego ilustracje bez trudu można sobie wyobrazić na okładce "New Yorkera" - z kilkuzdaniowymi celnymi komentarzami. Miał przy tym wyjątkowo świeże spojrzenie. Pragę opuścił po przejęciu władzy przez komunistów, na każde miejsce, które opisywał, patrzył więc nie tylko oczami entuzjastycznego turysty, lecz także ostrożnego emigranta. Zachwycał się ikonicznymi budowlami, a jednocześnie zwracał uwagę na szczegóły, których przewodniki zazwyczaj nie dostrzegają. W Nowym Jorku z równą emfazą pisze więc o drapaczach chmur, co o sklepikach prowadzonych przez przybyszów z Europy.

Od czasu publikacji "Oto jest..." świat się niemal całkowicie zmienił. Książeczka o Nowym Jorku ukazała się w 1960 roku, jej lektura jest więc fascynującą wyprawą w przeszłość. Niecierpliwie czekam na kolejne.

@RY1@i02/2015/172/i02.2015.172.196000600.804.jpg@RY2@

Jakub Demiańczuk

Kapitalizm wygrał z komunizmem nie dlatego, że szanował demokrację i wolność jednostek. Zdolności systemu kapitalistycznego do budowania rozmaitych idealistycznych (acz płatnych) iluzji są zdumiewające. Kapitalizm okazał się ponadto niezrównany w dwóch innych kwestiach: w standaryzowaniu ludzkich potrzeb, a także w radykalnym kolonizowaniu czasu i uwagi pracowników oraz konsumentów.

Amerykański krytyk sztuki i medioznawca Jonathan Crary w swoim eseju "24/7" jako punkt wyjścia obrał ostatni bastion, który opiera się kapitalistycznej inwazji: sen. Ludzie muszą spać - nawet jeśli sypiają coraz krócej, a świat wokół nich nie zasypia praktycznie nigdy. To bardzo przykre, bo we śnie nie wytwarzają i nie konsumują. Crary szkicuje krótką historię dyskredytowania snu - czasu rynkowo zbędnego i zmarnowanego - ale stara się też opowiedzieć, jak doszło do tego, że oddaliśmy wszystko inne: choćby prywatność, rozmowę, rodzinę czy wypoczynek.

Można mieć dwa zarzuty wobec tej interesującej, przewrotnej książki. Po pierwsze jest napisana dość mętnym żargonem współczesnej (głównie francuskiej) humanistyki, przez co sprawy proste wydają się tu niezmiernie skomplikowane. Po drugie zaś autor z pewną dozą naiwnej sympatii wzdycha ku totalitarnemu kolektywizmowi, co świadczy głównie o tym, że nie spędził w nim ani minuty swojego życia.

@RY1@i02/2015/172/i02.2015.172.196000600.805.jpg@RY2@

Piotr Kofta

Na początku w obrazie filmowym najważniejszy był ruch. Istniała postać główna, która działała w swoim otoczeniu. Wszystko opierało się na powiązaniach przyczynowo-skutkowych i chronologii. Bohaterowie pod wpływem wydarzeń popadali w konflikty ze sobą i z innymi. Takie kino wzruszało naszych przodków, ale z czasem okazało się niewystarczające. Według filozofa Gillesa Deleuzea to w okresie powojennym film zaczął znacząco ewoluować i dostosowywać się do nowych potrzeb odbiorców. Kino obrazu-ruchu przechodziło kryzys, Deleuze wprowadził nowy termin - kino obrazu-czasu. Film powojenny zaczynał pokazywać nie tyle opowieści linearne, ile zlepek miniaturowych historii powiązanych w jeden życiorys. Znajdowało się w nim miejsce na to, co powszednie, niemające wpływu na główny bieg zdarzeń. W powojennej Polsce film stał się jednym z nielicznych mediów kanalizujących emocje poczucia rozbicia, braku przynależności, moralnej ambiwalencji. Próbowano rozliczać się z wojenną historią, AK, powstaniem warszawskim. Władze zarzucały wówczas twórcom pesymizm i dekadentyzm. Jak było naprawdę? Justyna Żelasko, opierając się na myśli Gillesa Deleuzea, poszukuje alternatywnej historii filmowej "szkoły polskiej" i w interesujący sposób interpretuje na nowo dzieła Jerzego Kawalerowicza, Wojciecha Jerzego Hasa, Tadeusza Konwickiego i Andrzeja Munka.

@RY1@i02/2015/172/i02.2015.172.196000600.806.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.