Jak rodził się bunt wykluczonych
"Straight Outta Compton": seans obowiązkowy dla fanów hip-hopu
Pod koniec lat 80. kilku przyjaciół z Compton, leżącego na południe od Los Angeles miasta, które w tamtym czasie słynęło z przemocy, założyło hiphopową grupę N.W.A. Szybko udało im się zdobyć popularność, bo nie bali się rapować wprost o tym, co ich otaczało: gangsterskich porachunkach, handlu narkotykami, rasizmie policji. Film krok po kroku śledzi karierę N.W.A. i członków grupy - a wśród nich byli tacy giganci jak Ice Cube i Dr. Dre - ale centralną postacią czyni Eazy’ego-E. To od niego zaczyna się sława zespołu (Eazy wyłożył na produkcję płyty pieniądze zarobione na handlu narkotykami), to jego los - od drobnego dilera po szastającego kasą gwiazdora - wydaje się dla całej opowieści symboliczny.
Film F. Gary’ego Graya jest surowy, wulgarny, ale jego bezkompromisowość może wydawać się nieco wątpliwa: obraz współprodukowali Dre i Cube, więc doskonale wiedzieli, co mogą, a czego nie mogą pokazać na ekranie, żeby nie zaszkodzić własnemu wizerunkowi. Wydaje się też nazbyt ilustracyjny - wiele w nim efektownych, mocnych scen, ale zbyt często ślizga się jedynie po powierzchni problemu, operując uproszczeniami. A przy tym stara się być czymś więcej niż biografią kontrowersyjnego zespołu. To jednocześnie próba opisania, jak kolejne pokolenie wykluczonych Amerykanów dojrzewało do buntu i tego, jak ten bunt, którego hardcore’owy gangsta rap był zaledwie jednym z objawów, zmienił Amerykę.
Siłą rzeczy reżyser F. Gary Gray skupił się jedynie na małym fragmencie większego zjawiska, nie opowiada o silnej scenie hiphopowej ze Wschodniego Wybrzeża, nie wspominając już o kiełkującej w Seattle grunge’owej rewolucji wymierzonej w gruncie rzeczy w ten sam zestaw archaicznych wartości dominujących w amerykańskim społeczeństwie. Film Graya nie ma siły rażenia głośnych "Chłopaków z sąsiedztwa" ani przenikliwości filmów Spike’a Lee, ale to kawał solidnego kina. Świetnie zagrany, zmontowany w rytm kapitalnej ścieżki dźwiękowej, nakręcony z dokumentalnym nerwem. A chwilami bywa niepokojąco aktualny, przywołując wydarzenia sprzed lat, przypomina jednocześnie o niedawnych zamieszkach w Ferguson i Baltimore, gdzie czarni nastolatkowie ginęli od policyjnych kul.
@RY1@i02/2015/172/i02.2015.172.19600020b.803.jpg@RY2@
UNIVERSAL PICTURES
@RY1@i02/2015/172/i02.2015.172.19600020b.804.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu