Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Jak rodził się bunt wykluczonych

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

"Straight Outta Compton": seans obowiązkowy dla fanów hip-hopu

Pod koniec lat 80. kilku przyjaciół z Compton, leżącego na południe od Los Angeles miasta, które w tamtym czasie słynęło z przemocy, założyło hiphopową grupę N.W.A. Szybko udało im się zdobyć popularność, bo nie bali się rapować wprost o tym, co ich otaczało: gangsterskich porachunkach, handlu narkotykami, rasizmie policji. Film krok po kroku śledzi karierę N.W.A. i członków grupy - a wśród nich byli tacy giganci jak Ice Cube i Dr. Dre - ale centralną postacią czyni Eazyego-E. To od niego zaczyna się sława zespołu (Eazy wyłożył na produkcję płyty pieniądze zarobione na handlu narkotykami), to jego los - od drobnego dilera po szastającego kasą gwiazdora - wydaje się dla całej opowieści symboliczny.

Film F. Garyego Graya jest surowy, wulgarny, ale jego bezkompromisowość może wydawać się nieco wątpliwa: obraz współprodukowali Dre i Cube, więc doskonale wiedzieli, co mogą, a czego nie mogą pokazać na ekranie, żeby nie zaszkodzić własnemu wizerunkowi. Wydaje się też nazbyt ilustracyjny - wiele w nim efektownych, mocnych scen, ale zbyt często ślizga się jedynie po powierzchni problemu, operując uproszczeniami. A przy tym stara się być czymś więcej niż biografią kontrowersyjnego zespołu. To jednocześnie próba opisania, jak kolejne pokolenie wykluczonych Amerykanów dojrzewało do buntu i tego, jak ten bunt, którego hardcoreowy gangsta rap był zaledwie jednym z objawów, zmienił Amerykę.

Siłą rzeczy reżyser F. Gary Gray skupił się jedynie na małym fragmencie większego zjawiska, nie opowiada o silnej scenie hiphopowej ze Wschodniego Wybrzeża, nie wspominając już o kiełkującej w Seattle grungeowej rewolucji wymierzonej w gruncie rzeczy w ten sam zestaw archaicznych wartości dominujących w amerykańskim społeczeństwie. Film Graya nie ma siły rażenia głośnych "Chłopaków z sąsiedztwa" ani przenikliwości filmów Spikea Lee, ale to kawał solidnego kina. Świetnie zagrany, zmontowany w rytm kapitalnej ścieżki dźwiękowej, nakręcony z dokumentalnym nerwem. A chwilami bywa niepokojąco aktualny, przywołując wydarzenia sprzed lat, przypomina jednocześnie o niedawnych zamieszkach w Ferguson i Baltimore, gdzie czarni nastolatkowie ginęli od policyjnych kul.

@RY1@i02/2015/172/i02.2015.172.19600020b.803.jpg@RY2@

UNIVERSAL PICTURES

@RY1@i02/2015/172/i02.2015.172.19600020b.804.jpg@RY2@

Jakub Demiańczuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.