W wolnej chwili
W zasadzie wszystko, co związane z tą płytą, jest legendarne. Słynną, kontrowersyjną okładkę przygotował duet Andy Warhol i fotograf Billy Name (wcale nie pozował do niej Mick Jagger). Świat zobaczył ją w 1971 roku i płyta szybko znalazła się na szczycie list przebojów wielu krajów, otrzymała maksymalne oceny krytyków najważniejszych magazynów muzycznych. To za sprawą znakomitych piosenek "Brown Sugar", "Wild Horses" czy napisanej wspólnie z Marianne Faithfull "Sister Morphine". Po ponad 40 latach, przy okazji nowej trasy Rolling Stones po USA, ukazało się wznowienie tego genialnego krążka z dodatkowym materiałem. Znalazły się na nim akustyczne wersje piosenek, alternatywne wersje i fragmenty koncertów z 1971 roku z numerami nie z tej płyty. Wśród alternatywnych wersji m.in. "Brown Sugar" zagrane z Erikiem Claptonem. Wydawnictwo zostało okraszone wkładką z wieloma zdjęciami Stonesów z tamtych lat. Ten krążek powinien się znaleźć w płytotece każdego fana muzyki rockowej. Szczególnie prezentuje się w tej nowej wersji.
@RY1@i02/2015/137/i02.2015.137.19600080b.806.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Pochodzący ze szwedzkiej miejscowości o uroczej nazwie Umea hardcore’owy zespół Refused kazał czekać swoim fanom na nowy krążek aż 17 lat. Po tym jak Szwedzi pod koniec lat 90. ogłosili w dosadny sposób, że "Refused Are Fucking Dead", pewnie niewielu się spodziewało, że jeszcze wrócą. A jednak zeszli się ponownie na dobre trzy lata temu i wyruszyli w trasę koncertową. Udało im się też nagrać nowy materiał, "Freedom", który niedawno znalazł się w sklepach. Album zbiera różne recenzje, nie wszyscy kupili nowe, funkujące wcielenie Refused, którzy wykorzystali tu m.in. trąbki, klawisze i chór. Kapela dopracowywała ten materiał z całą rzeszą zaproszonych muzyków, a wyprodukował go w dużej mierze Shellback, czyli studyjny magik pracujący z takimi postaciami, jak Taylor Swift czy Kesha. To zapewne dzięki niemu Refused zawdzięczają melodyjny potencjał "Freedom". Panowie Lyxzén, Sandström, Steen i Flagge nie przestali być jednak wkurzonymi Szwedami mocno walącymi w swoje instrumenty. Ich werwa i popowy potencjał Shellbacka dały bardzo dobre efekty.
@RY1@i02/2015/137/i02.2015.137.19600080b.807.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Z grami z serii Lego często jest jak z bombastycznymi seriami filmowymi, na których bazują; skrojone są według jednego sprawdzonego wzorca, a skoro coś działa, to po co to zmieniać? Mało komu podobne podejście do sprawy uchodzi na sucho, ale twórcy cyklu łączącego licencję na popularne klocki z blockbusterami dysponują niespożytymi pokładami humoru, który pozwala im przerabiać znane z dużego ekranu światy na gry. Jak długo jeszcze? Po "Lego Jurrasic World" odpowiedź narzuca się sama: przynajmniej ładnych kilka lat. Graczom oddano do dyspozycji szereg plansz, z których część odtwarza fabułę czterech hollywoodzkich hitów o dinozaurach i zapewne te okażą się dla dorosłych graczy najatrakcyjniejsze. Kontroluje się nie tylko znanych z ekranu badaczy, można też sterować ogromnymi gadami, ale, niestety, sekwencji tych jest stanowczo zbyt mało. Podsumowując: atut, lecz zarazem i słabość "Lego Jurrasic World" zasadza się na powtarzalności rozgrywki względem poprzednich gier z serii.
@RY1@i02/2015/137/i02.2015.137.19600080b.808.jpg@RY2@
Bartosz Czartoryski
W serii "Amerykański wampir" Scott Snyder przepisuje po swojemu kolejny odcinek amerykańskiej historii, w jej centrum osadzając Skinnera Sweeta, pierwszego wampira zrodzonego już w Nowym Świecie, należącego do pokolenia przyszłości. Obszerny tom pomieścił aż trzy nowelki, z których pierwsza to nasączone czarnym humorem, ociekające krwią preludium do dwóch dłuższych historii. Jedna z nich osadzona jest w trakcie drugiej wojny światowej i opowiada o tajnej operacji podziemnej organizacji oczyszczającej świat z wampirycznej zarazy przeprowadzonej na wyspach japońskich; druga, najlepsza, ilustrująca zmagania z Trzecią Rzeszą, przywołuje na myśl pełne werwy historie z Hellboyem. Snyder podjął o tyle udaną decyzję, że Skinnera Sweeta uczynił nie clou opowieści, a zaledwie punktem odniesienia, każdy kolejny epizod niby wokół niego orbituje, ale zabieg ten służy jedynie poszerzeniu komiksowego świata o kolejne miejsca i postacie.
@RY1@i02/2015/137/i02.2015.137.19600080b.809.jpg@RY2@
Bartosz Czartoryski
Zaczyna się sielankowo. W pierwszy scenach poznajemy czteroosobową rodzinę Latimerów z nadmorskiego, uroczego miasteczka Broadchurch. Kolejny, zwykły poranek, wszyscy szykują się do pracy bądź szkoły. Sielankę burzy jednak odkrycie rodziców: w nocy zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach ich 11-letni syn. Niedługo potem na miejscowej plaży zostaje znalezione ciało dziecka. Śledztwo prowadzi para nieszczególnie lubiących się detektywów. Podejrzany jest każdy mieszkaniec miasteczka. W serialu "Broadchurch" zagrało wielu cenionych brytyjskich aktorów. Detektywów grają Olivia Colman ("Weekend z królem", "Przygody pana Whichera") oraz David Tennant, znany nam chociażby z serialu "Szpiedzy w Warszawie". W drugim sezonie, który Ale kino+ pokaże zaraz po pierwszym, możemy jeszcze zobaczyć legendę kina Charlotte Rampling. Autorem muzyki jest z kolei ceniony islandzki multiinstrumentalista Ólafur Arnalds.
@RY1@i02/2015/137/i02.2015.137.19600080b.810.jpg@RY2@
ALE KINO+
WP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu