Terminator trochę skrzypi
Powrót Arnolda Schwarzeneggera do jednej ze swoich legendarnych ról to najlepszy element nowego "Terminatora". Niestety, jeden z niewielu udanych
Od premiery oryginalnego filmu minęło ponad 30 lat i właściwie przez cały ten czas Terminator, a raczej różne jego wcielenia, nie znikał z popkulturowej świadomości widzów. Dwie części wyreżyserowane przez Jamesa Camerona - do dziś wzorcowe kino akcji - potem mniej udana, ale przynajmniej zabawna "trójka", szybko skasowany serial "Kroniki Sarah Connor", wreszcie słabe "Ocalenie": każda kolejna produkcja rozbudowywała terminatorowe uniwersum, mniej lub bardziej skutecznie naginając do swoich potrzeb wymyślone przez Camerona reguły. "Genisys" obchodzi ten problem dość zgrabnie, choć jednocześnie w najbanalniejszy sposób: akcja filmu toczy się bowiem w innym planie czasowym, nie tyle unieważniając poprzednie części, ile czyniąc z nich opowieści w stylu "co by było, gdyby...".
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.