Dziennik Gazeta Prawana logo

Paranoja jest goła

29 czerwca 2018

Wielkie oczekiwania i nadzieje, a w efekcie duże rozczarowanie. "Wada ukryta" Paula Thomasa Andersona nie usatysfakcjonuje ani entuzjastów talentu twórcy "Magnolii", ani fanów literatury Thomasa Pynchona

Pośród wielu epitetów, którymi w ostatnich latach obdarzono Andersona, przekonuje mnie zwłaszcza status genialnego scenarzysty. Rzeczywiście, autor "Aż poleje się krew" ma wspaniałe ucho do dialogów i dar zapisu scenariuszowego koherentnego z najbardziej nawet abstrakcyjnym obrazem. Dość powiedzieć, że spośród sześciu dotychczasowych nominacji oscarowych aż cztery otrzymał właśnie za scenariusz. Nie inaczej było również w przypadku "Wady ukrytej", tym razem jednak stopień trudności wydawał się znaczniejszy, a odpowiedzialność większa. Pynchon to obok Dona DeLillo, Philipa Rotha czy Cormaca McCarthyego ikona współczesnej amerykańskiej literatury, a "Wada ukryta" stanowi ekstrakt jego stylu. Trzeba przyznać, że Anderson podszedł do zadania ambitnie. Przepisał, niemal zdanie po zdaniu, całą, liczącą przeszło 400 stron powieść, a następnie dokonał jej transpozycji na własne kino. I to go właśnie zgubiło.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.