Literackie nowości
O ileż lepszy jest oryginalny tytuł książki niż ten zmieniony na potrzeby nadchodzącej adaptacji filmowej i wykorzystany przez polskiego wydawcę. "Pan Holmes" jest komercyjnie trafniejszy, ale Mitch Cullin pisze o "figlu spłatanym przez umysł". A to tytuł elegancki, pasujący jak ulał do starzejącego się dżentelmena z Baker Street, który na emeryturze rozstaje się z pamięcią o dawnym życiu. Sherlock Holmes nie potrafi już unieść tych dziewięćdziesięciu trzech lat, które spoczywają na jego barkach, a ostatnią zagadką, z jaką przyjdzie mu się zmierzyć, jest umykająca przeszłość. Cullin przeciwstawia Holmesa - postać literacką stworzoną słowami przyjaciela - Holmesowi "prawdziwemu", którego nie miano okazji poznać. Narracja rozpisana na kilka płaszczyzn zawiera także pierwszoosobową relację z dochodzenia opowiadaną przez samego detektywa (czytaną i pisaną na oczach czytelnika) i niesie ona obserwację bodaj najciekawszą, pokazując Sherlocka jako człowieka nawet przed samym sobą niezdolnego i niechętnego do nazwania kłębiących się w nim uczuć. I choć jest przecież największym śledczym, jaki kiedykolwiek żył, nie potrafi dostrzec choćby tego, że stał się zastępczym ojcem dla nastoletniego Rogera, który pomaga mu przy pszczołach. Dzięki tej psychologicznej głębi "Pan Holmes" nie jest, na szczęście, kolejną apokryficzną historyjką żerującą na spuściźnie Doyle’a.
@RY1@i02/2015/117/i02.2015.117.19600050a.804.jpg@RY2@
Bartosz Czartoryski
Klasyka fantastyki, zwłaszcza tej naukowej, czytana po latach czasami sprawia pewne problemy. Mimo bardzo odważnych prognoz, w zestawieniu z rzeczywistością, która nadeszła, na ogół wywołuje uśmiech, rzadziej żal, że jednak się nie spełniło. Są jednak książki, które mimo upływu lat trafnością swoich wizji wprawiają w osłupienie. "Wszyscy na Zanzibarze" angielskiego pisarza Johna Brunnera zachwyca i przeraża jednocześnie. Prawie 50-letnia powieść, zwłaszcza jako socjologiczna prognoza, jest dziś zaskakująco aktualna. Nawet dynamiczny styl Brunnera wydaje się bardzo współczesny, a wprowadzone przez pisarza elementy nowomowy i slangu nie trącą myszką. Świat powieści - dodajmy, że akcja toczy się w 2010 roku - to arena, na której konkurują ze sobą USA i kraje azjatyckie, w szczególności agresywne Chiny, istnieje Wspólna Europa, a kraje afrykańskie pogrążają się w biedzie i chaosie. Przeludnienie sięgnęło kolosalnej wielkości i aby je zahamować, a także uniknąć chorób genetycznych, wprowadzono kontrolę urodzin. Wzorem kariery jest ta, którą oferują korporacje, a ludzkość obsesyjnie wierzy w technologię i wszechobecne komputery. Wszechwładne media bombardują na każdym kroku jazgoczącymi przekazami reklamowymi, które stanowią przerywniki w treści książki i niepokojąco przypominają dzisiejsze dokonania speców od marketingu. Wybitna powieść, momentami ocierająca się o geniusz.
@RY1@i02/2015/117/i02.2015.117.19600050a.805.jpg@RY2@
Mateusz Uciński
Mamy ostatnio wysyp osobistych wyznań postaci świata kultury publicznie przyznających się do nałogów. Zaczęło się od książki "Najgorszy człowiek na świecie" dziennikarki Małgorzaty Halber. Rozpoczęła się publiczna debata na temat współczesnego stylu picia. Niedługo potem swoją opowieść o uzależnieniu opublikował w felietonie Juliusz Strachota. Pisał o rozpoczynaniu życia na nowo po 20 latach trwania w nałogach, o terapii odwykowej, wstydzie i sposobach na to, by sobie z nimi poradzić, nauce rozumienia własnych emocji i panowania nad nimi. Bohater "Relaksu amerykańskiego", który nosi to samo imię co autor książki, jest alkoholikiem, ale odkąd dał się zaszyć, znalazł sobie nową miłość - prochy. Xanax, popularny lek antylękowy, zdążył obrosnąć w popkulturową legendę, zwłaszcza na Zachodzie. Biorą go celebryci, spore jego ilości zażyła przed śmiercią Whitney Houston. Uzależniony od Xanaxu Juliusz przyjmuje dawki, które nawet konia zwaliłyby z nóg. Jedno opakowanie starcza mu na dzień, może dwa. A co potem? Bohater zna już chyba wszystkich lekarzy w mieście. Doskonale wie, jak którego oszukać, jest mistrzem wyssanych z palca historyjek: o dalekich i niebezpiecznych podróżach, tajemniczych chorobach, zgubionych receptach. Strachotę trudno porównywać z Hunterem S. Thompsonem, ważne jednak, że autor dotyka spraw dotąd w naszej literaturze nieopisanych w taki sposób.
@RY1@i02/2015/117/i02.2015.117.19600050a.806.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu