Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Keret i dzieci

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Izraelski pisarz mówi, że jest w nim coś, co pozwala mu lepiej rozumieć najmłodszych niż inni dorośli. W jakiejś części sam do dziś pozostał dzieckiem.

"Czuję się bardzo blisko świata dzieci i ich sposobu postrzegania rzeczywistości. Dużo łatwiej jest mi stworzyć dziecięcego bohatera niż postać dorosłą. Może to kwestia tego, że wciąż pozostało we mnie trochę z dziecka" - powiedział kiedyś Etgar Keret w udzielonym mi wywiadzie. Przekonywał wtedy, że pomiędzy dziecięcymi a dojrzałymi odbiorcami nie ma znów tak wielkich różnic, jak mogłoby się zdawać. Przecież najmłodsi doświadczają tych samych emocji, co dorośli. Doskonale wiedzą, co znaczy się bać, być zazdrosnym albo czegoś pragnąć. Keret nigdy nie oszukuje dzieci. Nie przedstawia wyidealizowanej wizji świata, nie poucza ani nie próbuje przekonywać, że rodzice to ludzie bez wad. W swojej pierwszej książeczce dla najmłodszych, "Tata ucieka z cyrkiem", naszkicował portret dość niefrasobliwego ojca, który od domowych obowiązków wolał marzenia o szalonych przygodach z trupą cyrkową. W "Kocioludku", najnowszej książce pisarza skierowanej do małych czytelników, tata jest z kolei niepoprawnym pracoholikiem: bardzo chce jak najwięcej czasu spędzać z synkiem, ale w najmniej pożądanym momencie zawsze dzwonią do niego z biura.

Sam Keret często wspomina, jak wielki wpływ na ukształtowanie się jego wyobraźni miały historie, które opowiadała mu matka. "Moja mama straciła rodzinę w getcie warszawskim. Kiedy byłem dzieckiem, opowiadała mi historie, które jej opowiadali rodzice na dobranoc. A ponieważ dostęp do książek był ograniczony, wiele opowieści wymyślano. Gdy byłem mały, mamie zależało, by zachować tę tradycję. Wymyślanie historii uważała za jeden z aspektów bycia rodzicem. To, co słyszałem w dzieciństwie, nie było więc zaczerpnięte z żadnych książek" - mówił Etgar Keret. Może dlatego, gdy razem z żoną, Shirą Geffen, spodziewali się dziecka, postanowili napisać pierwszą bajkę, którą mu opowiedzą. Tak powstała urocza książeczka "Noc bez księżyca". "Kocioludek Długowłosy" również jest opowiastką dedykowaną synowi Kereta i Geffen - Lwu. Jej mały bohater zostaje sam w zoo, gdy ojca niespodziewanie wzywają obowiązki służbowe. Tata przykazuje chłopcu, by dobrze bawił się bez niego, ale spełnienie tej prośby okazuje się nad wyraz trudne. Mały snuje się od klatek do stoisk z atrakcjami do czasu, gdy dochodzi do tajemniczego porwania...

"Kocioludek" to krótka historyjka bez morału, za to urzekająca prostotą. Jak to często u Kereta bywa, dzieci okazują się rozsądniejsze niż dorośli. Ci ostatni uważają się za bardzo mądrych i odpowiedzialnych, ale im poważniej siebie traktują, tym głupsze popełniają błędy. Trzeba niemałych zabiegów, by tata zorientował się, czego naprawdę potrzebuje jego synek. W książeczkach Etgara Kereta najmłodsi często muszą rozumieć więcej niż ich rodzice, ci ostatni zaś w swoich staraniach bywają nieporadni jak dzieci. Autor "Kocioludka" konfrontuje najmłodszych z tym, co bywa trudne, a może nawet bolesne. Nie obiecuje, że świat stanie się idealny. Wystarczy, by stał się odrobinę lepszy.

@RY1@i02/2015/103/i02.2015.103.19600070b.802.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.