Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Literackie nowości

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Wojna uzależnia nie tylko żołnierzy, lecz także korespondentów wojennych. Każe wracać znów i znów w oko cyklonu, uśmierza współczucie, staje się jedynym źródłem adrenaliny. W jednym z reportaży zawartych w książce "Inny front" czytamy o młodym stażyście hiszpańskiej gazety, który snuje romantyczne rojenia o misji i marzy, by znaleźć się na wojnie. Doświadczeni korespondenci przyglądają mu się z pobłażaniem, ale przecież muszą przyznać, że na początku każdy z nich zachowywał się tak samo. Wojna relatywizuje wszystko i wszędzie wygląda identycznie. Nakręca się spirala mordu, na zgliszczach lamentują kobiety, bredzą obłąkańcy i snują się dzieci o oczach starców. Miłada Jędrysik, jedna z nielicznych polskich kobiet korespondentek wojennych, powiedziała, że napisała tę książkę z poczucia winy, bo wojna w pewnym momencie przestała być dla niej koszmarem, a stała się rozrywką. Ale, pomimo ochronnego pancerza, który musi z czasem nałożyć każdy korespondent, Jędrysik jest wybitną reportażystką, w zaledwie kilku zdaniach potrafiącą oddać wielowymiarowość konfliktu i ludzkiej tragedii. Nie patrzy na sposób męski. Nie interesują jej wielka polityka ani kreacja własnej legendy. Dostrzega detal, zapamiętuje ludzi i ich historie. Przemieszcza się z Albanii po upadku piramid finansowych na pogrążone w krwawym konflikcie Bałkany, z nowojorskiej strefy zero do Iraku w 2003 r. Wszędzie w jakimś sensie dostrzega to samo, choć opowiada za każdym razem inaczej.

@RY1@i02/2015/093/i02.2015.093.19600060a.804.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Pierwsza od ponad dekady powieść Milana Kundery w gruncie rzeczy powieścią nie jest. "Święto niestotności" to książka konceptualna, formą i treścią występująca przeciw powieści. A przynajmniej przeciw takiemu rodzajowi powieści, który zwyciężył w kulturowym wyścigu, a którego Kundera szczerze nienawidzi - koturnowej powieści rodem z XIX stulecia, rozwlekłej imitacji rzeczywistości. W "Święcie nieistotności" priorytety ustawione są odmiennie: jest autor i są puszczone przez niego w ruch idee, które podporządkowują sobie bohaterów. Jedna z postaci tej historii zapytana o to, dlaczego na podstawie pewnego epizodu z życia Stalina pragnie zrealizować spektakl w teatrze kukiełkowym, odpowiada: "Nikt nie ma prawa udawać, że odtwarza ludzką egzystencję, której nie ma. Nikt nie ma prawa stworzyć z kukły człowieka". Oczywiście literatura czyni to nieustannie - i, co gorsza, szczyci się tym. A zatem Kundera pisze książkę ostentacyjnie antypowieściową. Jest to zarazem akt kapitulacji: sedno tej pozornie lekkiej narracji o czterech przyjaciołach sprowadza się do stwierdzenia, że żart umarł, ludzkość utraciła zdolność śmiania się. W ten sposób pisarz zatacza szeroką pętlę ku swojemu powieściowemu debiutowi z 1967 r. - w "Żarcie" komuniści też nie mieli poczucia humoru. Problem jest jedynie taki, że wszystkie te prawdy Kundera lepiej i ciekawiej wyraził już w swoich wybitnych esejach o sztuce powieści.

@RY1@i02/2015/093/i02.2015.093.19600060a.805.jpg@RY2@

Piotr Kofta

"Polska jest taka, jaką ja sobie zrobię", mówi Andrzej Stasiuk i konsekwentnie tę swoją Polskę robi. Z dala od miejskiego zgiełku wraz z żoną Moniką Sznajderman stworzył fenomenalne Wydawnictwo Czarne. Sam stał się jednym z najważniejszych polskich pisarzy, każda jego książka - od debiutanckich "Murów Hebronu" (wydanych prawie ćwierć wieku temu!) począwszy - to wydarzenie. Nie inaczej jest ze zbiorem rozmów Doroty Wodeckiej z Andrzejem Stasiukiem, to lektura zaiste bezcenna. Właściwie nie pasuje do nich określenie "wywiady" - to w żadnym razie nie jest odpytywanie pisarza z okazji wydania kolejnych książek. To właśnie rozmowy, spotkania, fascynujące, głębokie, czasami zaskakująco intymne, jakby podsłuchiwało się dialogi dwojga dobrych przyjaciół. O prowincji i ucieczce z miasta, o życiu, umieraniu i duchach przeszłości, o wyprawach na Wschód i o polskiej, lekko surrealistycznej, czasami absurdalnej rzeczywistości. O literackich fascynacjach i rozczarowaniach. O nieustającej ciekawości świata. Stasiuk opowiada zarazem serio i z lekką ironią, aż chciałoby się więcej, wszak tematów nigdy nie zabraknie. "Polsk jest tyle, ilu Polaków, i niech tak zostanie. Każdy z nas może opowiadać o swojej własnej, a nie o cudzej, narzuconej", mówi. O Polsce Stasiuka zawsze warto posłuchać.

@RY1@i02/2015/093/i02.2015.093.19600060a.806.jpg@RY2@

Jakub Demiańczuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.