Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W wolnej chwili

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Nie będę ukrywał, że nie jestem, mówiąc delikatnie, fanem polskiego rapowania, ale koszulki z logo labelu Alkopoligamia, który wydaje nasz hip-hop, bym się absolutnie nie wstydził. Przede wszystkim dlatego, że jego współzałożycielem jest chyba jeden z najciekawszych artystów naszej hiphopowej sceny w ostatnich latach, Piotr "Ten Typ Mes" Szmidt. Jego Alkopoligamia wypuściła niedawno debiutancki krążek duetu Małe Miasta "MM". Materiał stworzyli Mateusz Holak z Kumka Olik oraz Mateusz Gudel, a gościnnie pojawili się m.in. Ten Typ Mes, W.E.N.A. i Klaudia Szafrańska z duetu Xxanaxx. Może nie powalają wszystkimi tekstami ("życie to surfing, każdy chce ci sprzedać swoją deskę"), ale już muzycznie zasługują na uwagę. Najprościej powiedzieć, że uprawiają hip-hop z dużym dodatkiem elektroniki i RnB. Są tu też numery, chyba najlepsze na płycie, "#Rysy" czy "Nienawidzę niezalu", w których dodatkowo pojawiają się elementy zaczerpnięte z triphopu, a nawet jazzu. Jeżeli zaczynają tak interesującym materiałem, nie unikając przy tym jednak paru wad, to wypada z wypiekami oczekiwać ich drugiej płyty.

@RY1@i02/2015/015/i02.2015.015.19600080a.805.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Tęsknicie za R.E.M.? Chwile radości może wam dać nowa płyta pochodzącego z Portland zespołu The Decemberists. Na wydanym właśnie krążku "What A Terrible World, What A Beautiful World" grają indie folk tak, że Michael Stipe i koledzy mogliby im pozazdrościć. The Decemberists istnieją już niemal 15 lat, współzałożycielem kapeli jest autor muzyki, wokalista, gitarzysta czasami chwytający za harmonijkę Colin Meloy. Na "What A Terrible World, What A Beautiful World" przygotował 14 piosenek z ciekawymi tekstami poruszającymi ważne tematy, m.in. strzelaniny w amerykańskich szkołach. Jego umiejętności literackie to zresztą nie nowość, ma na koncie kilka książek.

Muzycznie rządzi tu gitara akustyczna, a towarzyszy jej m.in. pianino. Jednym z najbardziej przejmujących momentów jest bardzo bliska balladzie "E-Bow the Letter", jaką niegdyś nagrali R.E.M. i Patti Smith, piosenka "Till The Waters All Long Gone". Uzupełniają się kobiecy i męski wokal, a przejmujące dźwięki dokładają gitary akustyczne i smyczki. Numerów zostawiających na długo ślad jest tu więcej.

@RY1@i02/2015/015/i02.2015.015.19600080a.806.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Życie małej Zeiny i jej bliskich ogranicza się do przedpokoju ich przestronnego mieszkania. Z jednej strony zgromadzonych tam ludzi chroni mocna ściana nośna, z drugiej klatka schodowa. Gdy rozpoczynają się naloty, do rodziny dziewczynki dołączają kolejno sąsiedzi z kamienicy. Na zewnątrz wychodzi się tylko w razie absolutnej konieczności.

Autobiograficzne "Gry jaskółek" libańskiej artystki Zeiny Abirached, choć ukazują zaledwie jedną noc z wielu podobnych, to szczegółowo opisują mikroświat, jaki po latach wojny stworzyli sobie lokatorzy jednej z ocalałych kamienic podzielonego na pół Bejrutu. Perfekcyjnie rozplanowany i przemyślany komiks abstrahuje od polityki, skupiając się na introwertycznym doświadczeniu kilkulatki, której dorośli starają się zbudować namiastkę domu. Ale nie robią tego tylko dla niej, bowiem sami próbują kurczowo trzymać się dawnego życia, usilnie przekonując się wzajemnie, że mimo panującej za drzwiami wojennej zawieruchy istnieje jeszcze nadzieja na powrót do normalności.

@RY1@i02/2015/015/i02.2015.015.19600080a.807.jpg@RY2@

Bartosz Czartoryski

Chociaż dramat Margarethe von Trotta opowiada o jednej z najważniejszych dwudziestowiecznych filozofek, to tematem filmu nie są proces myślenia ani jego konsekwencje. "Hannah Arendt" jest kolejną w dorobku niegdysiejszej prowokatorki niemieckiego kina oszczędną, ascetyczną biografią wspaniałej kobiety, skupioną na aktorstwie, ale w istocie mocno konwencjonalną. Biografia Hannah Arendt jak w soczewce skupiała najważniejsze dylematy i dyskusje epoki: wojenną traumę, Holokaust, wielkie nazwiska (Heidegger, Husserl, Jaspers), problem "banalnego zła" i kłopotliwego dziedzictwa. Film nestorki niemieckiego kina nie ma takich ambicji, nadrzędnym sensem jest obrona racji filozofki rozpisana na sztukę konwersacji.

Von Trotta portretuje Arendt już z czasów jej wyjazdu do USA. Lata 60. ubiegłego wieku, Hannah mieszka na Manhattanie, dla najmłodszego pokolenia, urodzonego w trakcie albo zaraz po wojnie, jest niedościgłym autorytetem moralnym. Akcja filmu rozpoczyna się w momencie, kiedy Hannah dowiaduje się o pojmaniu Adolfa Eichmanna, niemieckiego funkcjonariusza nazistowskiego, głównego koordynatora i wykonawcy planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Filozofka rusza do Izraela, dla "New York Timesa" ma relacjonować proces Eichmanna, którego efektem będzie najważniejsza publikacja w jej dorobku: "Eichmann w Jerozolimie". Równolegle von Trotta inscenizuje w dosyć topornym, telewizyjnym stylu sceny z młodości Arendt, kiedy młoda, wybitnie utalentowana dziewczyna związała się z genialnym filozofem Martinem Heideggerem, późniejszym współpracownikiem NSDAP.

Paląca jak smok Arendt jest w filmie postacią ambiwalentną. O ile reżyserka ewidentnie stara się ocieplić wizerunek myślicielki, o tyle Barbara Sukowa, jedna z największych aktorek niemieckiego kina, w roli Hannah staje się postacią niejednoznaczną. Jej buntem jest myślenie, prawo do własnych wniosków, nawet jeżeli owe wnioski nie zostaną zaakceptowane przez większość, wzbudzają protesty i zniechęcenie. "Hannah Arendt" von Trotty to również film o kobiecie myślącej, świadomej i dojrzałej. Rzadki obraz w zmaskulinizowanym współczesnym kinie.

@RY1@i02/2015/015/i02.2015.015.19600080a.808.jpg@RY2@

Łukasz Maciejewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.