LITERACKIE NOWOŚCI
Polska szkoła plakatu, znakomity modernizm w architekturze, autonomia mistrzów rysunku, uniwersalne tematy w rzeźbie, happeningi i performance’y zmieniające się w manifestacje, sztuka neonu i murali informacyjnych, polska szkoła tkaniny, szkła i ceramiki, fenomen piwnic artystycznych - m.in. takim aspektom w polskiej sztuce w okresie PRL-u poświęca miejsce w swojej okazałej, albumowej opowieści historyczka, autorka wielu wystaw i książek Stefania Krzysztofowicz-Kozakowska. Mimo wszechobecnej cenzury i braku wielu materiałów PRL jawi się jako okres erupcji wielkich talentów. Przecież to wtedy w różnych rejonach sztuki wybuchły takie nazwiska jak Magdalena Abakanowicz, Tadeusz Kantor, Wojciech Fangor, Grzegorz Rosiński, Waldemar Świerzy, Henryk Tomaszewski, Roman Opałka, Alfred Lenica czy Jerzy Nowosielski. Autorka z jednej strony opowiada o strefach wolności we współczesnej sztuce, a z drugiej o wszechobecnym upolitycznieniu. Poświęca od kilku do kilkudziesięciu stron różnym dziedzinom, co siłą rzeczy skutkuje pewnym uproszczeniem, spłyceniem tematu. Wybór dzieł, które udało się przedstawić na zdjęciach, też jest ograniczony i subiektywny. To jednak ciekawe i dobrze wprowadzające w świat sztuki spojrzenie. Bardzo interesujący jest chociażby dział "Piwniczne życie peerelowskich elit i cyganerii", w którym jest mowa nie tylko o Piwnicy pod Baranami, lecz także domach otwartych artystów. Autorka porusza też chociażby temat awangardowego wystawiennictwa. Nawet dobrze orientujący się w meandrach polskiej sztuki minionej epoki powinni znaleźć w "Sztuce w czasach PRL" interesujące rozdziały.
Wojciech Przylipiak
34-letnia Brytyjka Jessie Burton potrafi opowiadać ujmujące i pełne intrygujących zagadek historie w historycznych dekoracjach. Po tym, jak jej debiutancka "Miniaturzystka" rozeszła się w nakładzie miliona egzemplarzy, a któraś ze Spice Girls zatweetowała o swoim uwielbieniu dla powieści, brytyjskie media zaczęły pisać o Burton jako autorce bestsellerów na miarę J.K. Rowling. Jej pierwsza powieść czeka na serialową adaptację BBC, a druga ukazuje się właśnie w polskim tłumaczeniu. W pisarstwie Burton nie ma miejsca na warsztatową fuszerkę. To sprawnie skonstruowana opowieść z wyrazistymi bohaterami, których losy rozgrywają się na dwóch planach czasowych, wciągającą intrygą i odrobiną sztuki w tle. Ale po kolei. Najpierw mamy rok 1967 i poznajemy Odelle, ambitną dziewczynę z Trynidadu, która za pracą przybywa do Londynu. Oczytana i doskonale wykształcona bohaterka marzy, by zostać pisarką, ale sama w wielkim mieście natrafia na barierę rasizmu i seksizmu. Praca stenotypistki w galerii sztuki okazuje się w tych warunkach szczytem marzeń. Potem przenosimy się do Andaluzji połowy lat 30., gdzie osiedla się pochodzący z Wiednia marszand sztuki z neurotyczną żoną i nastoletnią córką, której malarskiego talentu najwyraźniej nie chce dostrzec. Na miejscu tych troje poznaje młodego artystę z rewolucyjnymi zapędami. Dwie historie, które dzielą czas i miejsce akcji, połączy dość niezwykły obraz rozbudzający apetyty londyńskich koneserów sztuki. Burton potrafi dobrze oddać klimat epok, w których umiejscawia powieść, zwłaszcza schyłku lat 60., ze znamiennym rozdarciem pomiędzy konserwatyzmem a zapowiedzią społecznych przemian.
Malwina Wapińska
Zaczyna się jak thriller w amerykańskim stylu. Taki, w którym mieszkańców małego miasteczka z monotonii wyrywa nagle jakieś niespodziewane zdarzenie. Oto Flagstaff w Arizonie - mieścina z barem uczęszczanym przez facetów w kowbojkach i flanelowych koszulach, kilkoma knajpami dla hipsterów i uniwersytetem. Nauczyciel akademicki Ben Bailey nieraz myślał o tym, by poszukać szczęścia gdzie indziej, plany jednak spełzły na niczym. Utknął we Flagstaff razem z kredytem, związkiem, który dawno stracił iskrę, i znienawidzonymi studentami. W pewien weekend wydarza się jednak coś, co nie pozwala bohaterowi wrócić do równowagi: przed drzwiami własnego domu znajduje ciało nieprzytomnego Indianina. Jak się tam znalazł? Czy był pijany? Ktoś go pobił? Jeśli tak, to kto? Pytania się mnożą, ale w momencie, gdy czytelnik zaczyna nabierać ochoty na soczystą historię kryminalną, autorka T. Greenwood każe mu nieco przystopować. Ben podejmie śledztwo na własną rękę i wpakuje się w tarapaty, ale amerykańską pisarkę w pierwszej kolejności interesuje uniwersum emocji jej bohatera. "Roziskrzony świat" staje się opowieścią o konieczności wyborów i ponoszenia za nie odpowiedzialności. Ben staje wobec banalnego, dobrze znanego z książek, filmów i życia, dylematu - sprostać obowiązkowi czy pójść za głosem tłumionych pragnień i namiętności. Niemożność dokonania jasnego wyboru skazuje na przekleństwo wagi najcięższej - trwania pośrodku, obok zdarzeń, bez realnego uczestnictwa w życiu. Ktoś stwierdzi, że Greenwood nie odkrywa niczego nowego. Owszem, ale opisuje przecież stan ducha znany niemal każdemu, kto osiada na mieliźnie dorosłości.
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu