Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W WOLNEJ CHWILI

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Grupa Kurta Wagnera w połowie lat 90. wyjątkowo udanie odświeżyła skostniałe country. Zespół z Nashville z powodzeniem skręcał także w rejony psychodeliczne, elektroakustyczne, indie rocka, inspirowali się również soulem. Zbija te wszystkie pochodne "Flotus", płyta niemożliwa do sklasyfikowania. Uspokajające pianino, jazzowe wstawki, motoryczny bit, wokal jak mieszanka głosu Davida Bowiego i Lou Reeda. To tylko w jednym, ponad 18-minutowym kawałku "The Hustle". Bit brzmiący jak podkręcone nagranie z palpitacji serca wypełnia też inne kompozycje. Niestety w kilku z nich Kurt Wagner niepotrzebnie przesadnie bawi się przesterowaniem swojego niskiego, melancholijnego głosu. Bez sensu "ubarwia" nim doskonałą, powolnie bujającą otwierającą płytę kompozycję "In Care Of 8675309". Przetworzony wokal nie pasuje też chociażby do ballady "Flotus". Mimo tych wokalnych wpadek "Flotus" to przyjemnie rozluźniający krążek. Kurt Wagner i jego Lambchop w wyważony sposób łączą na nim elektronikę z dźwiękami żywych instrumentów. Interesująca płyta.

Marvin Gaye, Stevie Wonder, James Brown, Prince - z jednej strony takie naleciałości słychać na nowej płycie Bruno Marsa. Z drugiej ten krążek zapewne dobrze poradziłby sobie na listach przebojów w latach 90., obok dokonań na przykład Boyz II Men. "24K" jest przede wszystkim wypełnione bujającym rnb i soulem, czasami podburzanym przez fenomenalny funk. Doskonale pobudzające jest otwarciowe "24K Magic", murowany hit dyskotek, godny następca "Uptown Funk" Marsa i Marka Ronsona. Podobnie bujające jest kolejne "Chunky". "Perm" to z kolei mocny hołd dla Jamesa Browna. Jest jeszcze żywiołowe "Finesse". Reszta kompozycji to pościelówy, które do wolnych tańców i przytulania powinny zagonić największych twardzieli. To prawda, że Bruno Mars na swoim trzecim krążku nie gra dźwięków, których byśmy już nie słyszeli, i to w nie gorszych wersjach. Nie zmienia to faktu, że ten zaledwie ponad 30-minutowy album da wielu niezastąpione pół godziny relaksu w idealnie skrojonym bujającym klimacie retro. Dobry materiał na odstresowanie. Mars zaprezentuje go na żywo 27 maja w Krakowie.

Nagrywał z Katarzyną Nosowską, Grubsonem i Natalią Kukulską, grał też z Heyem i Muchami. Znają go fani "Idola" (wygrał drugą edycję) i ci, którzy widzieli film "Historia Roja" (zagrał główną rolę). Dwanaście lat temu wydał debiutancki krążek "Pistolet". Dopiero po dziewięciu latach wypuścił kolejną solową płytę, alternatywnego "Zeliga". Teraz powraca ze "Złotem", bardziej popowym niż poprzednik. Producencko wsparli go m.in. Andrzej Smolik (także gra na gitarze i fortepianie), Bartek Królik i Krzysztof Tonn. Wokalnie Natalia Przybysz. To właśnie wykonana z nią kompozycja "Jak dobrze" to najjaśniejszy fragment tego albumu. Doskonała kompozycja oparta na rzężących gitarach, klawiszach i z liryką w stylu "widzę siebie jak psa/ bez imienia i państwa/ bez smyczy i kagańca". Hitowy potencjał ma nagrane ze Smolikiem "Miłość, miłość", przyciągają też rytmiczna "Luka" (jeden z numerów, w których Zalewski sam zagrał na wszystkich instrumentach) czy agresywna "Głowa". Nie wszystkie numery zachwycają, ale na pewno warto dać "Złotu" szansę. 26 listopada Zalewski zagra "Złoto" podczas Europejskich Targów Muzycznych (więcej wyżej).

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.