Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Podróż do wnętrza umysłu

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

FILMOWA WYOBRAŹNIA Ludzie wolą oglądać w kinie superbohaterów, bo stanowią ich absolutne przeciwieństwo. Potrafią przeciwstawić się złu, skopać komuś tyłek. A w Alojzym widzą siebie: swoją nieporadność i nieśmiałość - mówi szwajcarski reżyser Tobias Nölle, twórca filmu "Alojzy"

W swoim filmie nie tyle opowiadasz historię, ile tworzysz świat. I to w stylu retro.

"Alojzy" rzeczywiście ma w sobie coś staroświeckiego. Miejscami wręcz wydaje się, że powstał w latach 70. Nawiązałem w nim do "Rozmowy" Francisa Forda Coppoli - mój bohater mógłby być synem bohatera granego przez Genea Hackmana. Realizując film, inspirowałem się jednak współczesnym materiałem. Na przykład zdjęciami, które ludzie umieszczają w internecie, bo nasza egzystencja coraz częściej do tego się sprowadza. Zupełnie jak w "Kochankach" René Magrittea. Ten obraz przedstawia całującą się parę - ich twarze są jednak zasłonięte. Łączą ich pewne emocje, ale nie wiedzą, kim tak naprawdę jest ta druga osoba. Chodziło mi o pokazanie podobnej sytuacji.

Twój film krótkometrażowy "René" też opowiadał o wyizolowanym bohaterze. O kimś, kto odstaje od reszty. Dlaczego lubisz takie postaci?

Zwykli ludzie nie mają tylu tajemnic co dziwacy, którzy wydają się egzystować w jakimś innym wymiarze. Mam wrażenie, że coraz bardziej się do siebie upodabniamy. Mówi się nam, jak powinniśmy wyglądać, jaką wykonywać pracę i czego chcieć od życia. Nasze społeczeństwo nie lubi ludzi, którzy odstają. Może dlatego tak bardzo mnie ciekawią. Poza tym kiedy robisz film o kimś, kto myśli w zupełnie inny sposób, możesz pozwolić sobie na znacznie więcej.

Wiele filmów opowiada o ludziach, którzy znajdują się na marginesie. Jak sprawić, by widzów obszedł ich los?

Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu Alojzy wyda się dziwny. Ludzie różnie na niego reagują: niektórzy od początku go lubią, inni mają z tym problem. Także dlatego, że jego zachowanie

przypomina im własne - prawie każdy z nas czuł się kiedyś wyobcowany. Ludzie wolą oglądać w kinie superbohaterów, ponieważ stanowią ich absolutne przeciwieństwo. Potrafią przeciwstawić się złu, skopać komuś tyłek. A w Alojzym widzą siebie: swoją nieporadność i nieśmiałość. Ja kocham go bez względu na wszystko.

Podobno zbudowanie tej postaci z aktorem Georgiem Friedrichem zajęło ci sporo czasu. Dlaczego?

Georg jest dość specyficznym aktorem. Podobał mu się scenariusz, ale nie wierzył w możliwość wcześniejszego przygotowania do roli. Pierwsze przesłuchanie było katastrofą, lecz wiedziałem, że jest w stanie to zrobić. Musiałem go tylko odpowiednio nakierować. Zależało mi na tym, żeby jako Alojzy wyrażał sporo ciałem. Żeby mówił i poruszał się w określony sposób. Na pierwszy rzut oka Georg może wydawać się dość szorstki także z powodu swojego wyglądu, ale w rzeczywistości jest bardzo kruchy. W przypadku Alojzego jest podobnie. Wydaje się robotem, który pomału zmienia się w pełnego ciepła człowieka.

W dużej mierze dzięki długim rozmowom przez telefon z sąsiadką. Skąd ten pomysł?

Szukałem sposobu, by połączyć dwoje ludzi, wykorzystując świat ich wyobraźni. Nie chciałem jednak posługiwać się żadną wymyślną maszyną. Rozmowa przez telefon wydała mi się najprostszym rozwiązaniem, bo każdy z nas to robi - kiedy rozmawiamy przez telefon z nieznajomym, od razu zaczynamy wyobrażać sobie, jak ta osoba wygląda.

Coraz więcej ludzi porozumiewa się jednak teraz za pośrednictwem znaków: SMS-ów, e-maili, tweetów.

"Alojzy" opowiada o alienacji, do której doprowadził rozwój technologii. Nie chodziło mi o to, żeby było to aż tak oczywiste. Nie chciałem pokazywać dzieciaków siedzących przed laptopem, bo z mojego punktu widzenia nie jest to zbyt interesujące. Odkąd wynaleziono telefon, można rozmawiać z ludźmi, nie patrząc im w oczy. Jedna osoba jest w Japonii, druga w Afryce i wcale nie muszą się spotykać. To duży problem. Nie tylko pod względem towarzyskim, ale też politycznym, bo najważniejsze kwestie załatwia się teraz w taki sposób. A przecież jeśli nie widzisz przed sobą tej drugiej osoby, o wiele łatwiej jest kłamać. Albo przekreślić wartościowe relacje, bo nie ma nic prostszego, niż krzyknąć: "nienawidzę cię!" przez telefon i trzasnąć słuchawką.

Myślisz, że pod tym względem będzie coraz gorzej?

Mój film nie mówi o tym, że komunikacja przez telefon lub internet to coś złego. To film o wyobraźni. Nowe media mają sporo zalet, ale trzeba wiedzieć, gdzie wyznaczyć granicę. Czasem trzeba powiedzieć "dość" i wreszcie się spotkać, bo w przeciwnym razie popadnie się w schizofrenię. Zresztą w związkach międzyludzkich jakaś ich część zawsze stanowi fantazję. Próbujesz przekonać samego siebie, że jesteś szczęśliwy, że wszystko jest fantastyczne. Nadchodzi jednak taki moment, kiedy trzeba zdać sobie sprawę z tego, że nie do końca tak jest. Ludzie odkładają to na później, a potem narzekają. O wiele łatwiej wyobrażać sobie, jaka jest druga osoba, niż naprawdę ją poznać. Na szczęście Alojzy w pewnym momencie wreszcie zdaje sobie sprawę z tego, że rzeczywistość to najpiękniejsza rzecz na świecie. Trzeba zaakceptować jej niedoskonałości, a nie tylko marzyć. Bo marzyć jest najłatwiej, lecz nic z tego nie wynika.

Jego relacja z ojcem jest dość toksyczna. Do tego wybiera pracę, dzięki której podgląda życie innych ludzi. Starałeś się wyjaśnić, z czego wynika jego zachowanie?

Kiedy pisałem scenariusz, uznałem, że gdyby chodziło tylko o samotnego faceta, który przygląda się innym, byłoby to bardzo smutne. Alojzy widzi znacznie więcej niż inni ludzie, ale sam niczego nie doświadcza. To bardzo współczesny problem. Podglądamy życie innych na Facebooku i narzekamy: "Dlaczego wszyscy są tak cholernie szczęśliwi, a ja nie?". Zacząłem więc zastanawiać się nad tym, co sprawiło, że taki jest.

Kiedy "Alojzy" został pokazany w Berlinie, wiele osób porównywało go do twórczości Charliego Kaufmana. Co ty na to?

Nie jestem tym zachwycony, ale rozumiem, skąd się to bierze. Nie ma wielu reżyserów, którzy udają się w podróż do wnętrza umysłu. Kaufman jest jednym z nich. Pewnie interesują nas te same rzeczy, lecz mam nadzieję, że nikt nie pomyśli, że się nim inspirowałem. Wszechświat zamknięty w naszym umyśle jest o wiele większy niż ten, który nas otacza. Teraz rozmawiamy, ale możecie jednocześnie rozmyślać o zmarłym przyjacielu. Pamiętam, że kilka miesięcy temu podczas spotkania z publicznością w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że odpowiadam na pytania zupełnie mechanicznie. Odwróciłem się więc do widzów i spytałem: "Czy to, co mówiłem przez ostatnie pięć minut, miało sens? Bo myślami byłem zupełnie gdzie indziej". Zapytali mnie gdzie, a ja powiedziałem: "Na dworcu w Zurychu". Nasz umysł pozwala nam na podróże w czasie i przestrzeni. Z czym innym można by to porównać?

Życie twojego bohatera składa się wyłącznie z ograniczeń. Tylko w wyobraźni może pozwolić sobie na więcej.

A mimo to i tak trafia do lasu, a nie na przykład do Japonii. Początkowo nie jest w stanie pozwolić sobie na więcej. To, co sobie wyobraża, zawsze ma jakieś odbicie w rzeczywistości - gdzieś już to wcześniej widział. Dlatego świat jego wyobraźni wydaje się tak rzeczywisty jak to, co go otacza. A może nawet bardziej. Nie chciałem pokazywać latających słoni, tylko trzymać się blisko ziemi. Alojzy dopiero z czasem uczy się od niej oderwać. Las to wejście do jego wewnętrznego świata. W moich filmach często się pojawia, bo w lesie można uwierzyć, że magia istnieje. Zabrzmi to trochę naiwnie, ale to wciąż kraina baśni. W mieście chodzi tylko o to, żeby przejść z punktu A do punktu B.

@RY1@i02/2016/223/i02.2016.223.196000400.801.jpg@RY2@

"Alojzy" to opowieść o alienacji w świecie współczesnej technologii

fot. Solopan

@RY1@i02/2016/223/i02.2016.223.196000400.802.jpg@RY2@

fot. Axel Schmidt/AP

@RY1@i02/2016/223/i02.2016.223.196000400.803.jpg@RY2@

Rozmawiali Marta Bałaga i Kuba Armata

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.