Całuję, gdzie popadnie
LISTY Lektura korespondencji Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza dowodzi, że w sztuce epistolarnej, jak i w poezji, autorka "Chwili" nie miała sobie równych
Wisława Szymborska mogłaby napisać o tym doskonały wiersz. Lapidarny i boleśnie celny. O tym, jaką niedorzecznością bywa publikowanie korespondencji miłosnej w formie książki. Że za tym wszystkim kryje się jednak i cień groteski, i odrobina zażenowania znanego podglądaczom. Wyobraźmy sobie przez chwilę żądnego atrakcji czytelnika, który ze znużeniem przerzuca co mniej ciekawe strony albo przerywa lekturę, żeby zaparzyć sobie herbatę, zatrzymując się akurat na tym fragmencie, który autorowi listu zdawał się szczególnie intymny. Kochankowie uważnie dobierają słowa przeznaczone tylko dla jednego czytelnika. Tymczasem po latach te same słowa mają przeczytać jacyś obcy ludzie w autobusach, w lekarskich poczekalniach lub rozparci niedbale w domowych fotelach. Jak o tym pomyśleć, głupio jakoś się robi. W jeszcze bardziej idiotycznej sytuacji znajduje się recenzent. Czy rzeczywiście powinien ganić zakochanych za niedostatki dramaturgii, powtarzanie tych samych fraz do znudzenia lub mało nowatorskie koncepty? Kiedy już z intymnej korespondencji robi się literaturę, trzeba jakoś z tym problemem się uporać.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.